04 lipca

Konfrontacja

Zainspirowany modowymi wyczynami koleżanki nabyłem onegdaj kurteczkę przeciwdeszczową w kolorze agresywnej, wulgarnej pomarańczy, przykuwającej uwagę wszystkich okolicznych istot żywych oraz materii nieożywionej, gdyż taka jest krzykliwa, a że ma do tego właściwości odblaskowe, to nawet z kosmosu ją chyba widać. Nieopatrznie doprowadziłbym do poważnego kryzysu, kiedy przyszedłem w niej do pracy kilka dni temu, bowiem intensywnie różowa, zwiewna kreacja, którą koleżanka się spowiła, w konfrontacji z wściekłą pomarańczowością mojej kurteczki wydała się bledziutka. Przez jedną pełną napięcia chwilę miałem wrażenie, że koleżanka wzburzona ograbieniem jej z uwagi widowni zedrze ją ze mnie wraz z pozostałą garderobą jednym szybkim ruchem ręki uzbrojonej w szpony, pozostawiając mnie nagim na pastwę świata, ale uprzedziłem ją i sam kurteczkę zdjąłem…

24 komentarze:

  1. W pierwszej chwili pomyślałam, że zdjąłeś kreację z szacownej osoby Koleżanki:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matkozcorkam, w zyciu! Poza tym jest mężatką i to, jak twierdzi szczęśliwą

      Usuń
  2. A teraz ona lepi z plasteliny laleczkę voo doo mamrocząc pod nosem "giń pomarańczowa ździro" :p

    OdpowiedzUsuń
  3. a na co Ci jaskrawa kurteczka? za latarnię morską chcesz robić?:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłem ją bo jest cieniutka i nie mnie się, więc można ją zrolować i włożyć do plecaka. Przystępna cena rekompensowała jej krzykliwą barwę...

      Usuń
  4. Następna kurteczka będzie lila róż?

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam taką, ale neonowy róż i kiedy pada deszcz, a ja sobie w niej idę przed siebie, panowie zwalniają... coś w tym jest, w tym neonie. Przyleć, pochodzisz ze mną po ring of monksland i się przekonasz, że nie należy jej szybko zdejmować :P

    hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oślepiasz:) Ring of monksland - musi tam być pięknie...

      Usuń
    2. Hehe, nie jest, to dobra trasa do chodzenia, kółko ma 6 km i jesteś na świeczniku mieszkańców, przechodniów i kierowców. Tak je sobie nazwałam od Ring Of Kerry, ale Monksland nie ma nic wspólnego z Kerry oprócz kształtu :) hehehe

      Usuń
    3. brzmi kusząco ha ha ha ha ha ha

      Usuń
    4. Siłowania jest po drodze, taka odkryta... no fajnie jest, pięknie to byłoby nad oceanem :P

      Usuń
    5. Mozna sie poruszac, polansowac, w neonowej kurteczce nawet dosc spektakularnie
      Ha ha ha

      Usuń
    6. Tak, później idziesz do baru na piwo ze znajomymi i ludzie przyjaźnie uśmiechają się do Ciebie, bo to niewielka okolica... a o nieznajomych najchętniej się plotkuje i każdy chce Cię poznać...aaa to Ty, od tej nenonowej kangurki :P i jest cool

      Usuń
    7. To zupełnie jak u mnie w gorach. Kusisz, kusisz:)

      Usuń
    8. Chyba jest Ci tam dobrze eM

      Usuń
    9. Jest, właśnie wypiekam stado muffinek dla kolegów mojego męża. Oni nie chcą piwa, nie chcą whiskey, chcą muffinek. Nie potrafię już mieszkać w dużym mieście. Jak to się z wiekiem wszystko w człowieku zmienia :)

      Usuń
    10. Ja też bym chciał muffinki. Przyznam się w tajemnicy, że sam muffiny wypiekam, z mąki pszennej pełnego przemiału i bananów, bez cukru, odchudzające:) Choć doceniam zalety dużego miasta mieszkając i pracując w takim na codzień, to jednak małe miejscowości, takie, jak moja w górach, czy Twoja w Irlandii, lubię najbardziej. Czas tam płynie powoli, no i ta cisza...

      Usuń
    11. Tak, w górach, gdzie mieszka moja rodzina, w Ciepłowodach u Baśki T. to jest cisza - w której uczestniczy przyroda i oddechy. Brak ulicznych świateł, niezwykła ciemność i gwiazdy. U mnie to jednak słychać okoliczne dzieci, odległe miasto, ale i tak doceniam to co mam. Bywam od czasu w Dublinie, czy w Galway i po dwóch, trzech godzinach chcę do domu. Odechciewa mi się zakupów, tłumu, i tego ciągłego czekania, aż ktoś mi odpowie, ustąpi miejsca, przesunie się, przejdzie, podejdzie, popchnie, przeprosi, aleeee w tym wszystkim ludzie się do siebie usmiechają, są mili, więc trzy godziny bywają znośnie. Jednak luz mam tu... kiedy zrzucam buty i idę z kawą na mój zielony jard i przyglądam się krzakom malin, kwiatom, czasami Sony przejdzie przez płot, by zjeść okruszki albo załapać się na kawałek łososia, bestia sąsiedzka.

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger