Zainspirowany modowymi wyczynami koleżanki nabyłem onegdaj kurteczkę przeciwdeszczową w kolorze agresywnej, wulgarnej pomarańczy, przykuwającej uwagę wszystkich okolicznych istot żywych oraz materii nieożywionej, gdyż taka jest krzykliwa, a że ma do tego właściwości odblaskowe, to nawet z kosmosu ją chyba widać. Nieopatrznie doprowadziłbym do poważnego kryzysu, kiedy przyszedłem w niej do pracy kilka dni temu, bowiem intensywnie różowa, zwiewna kreacja, którą koleżanka się spowiła, w konfrontacji z wściekłą pomarańczowością mojej kurteczki wydała się bledziutka. Przez jedną pełną napięcia chwilę miałem wrażenie, że koleżanka wzburzona ograbieniem jej z uwagi widowni zedrze ją ze mnie wraz z pozostałą garderobą jednym szybkim ruchem ręki uzbrojonej w szpony, pozostawiając mnie nagim na pastwę świata, ale uprzedziłem ją i sam kurteczkę zdjąłem…
W pierwszej chwili pomyślałam, że zdjąłeś kreację z szacownej osoby Koleżanki:))
OdpowiedzUsuńO matkozcorkam, w zyciu! Poza tym jest mężatką i to, jak twierdzi szczęśliwą
UsuńUfff, udalo Ci sie - tym razem.
OdpowiedzUsuń;)
Tym razem tak :)
UsuńA teraz ona lepi z plasteliny laleczkę voo doo mamrocząc pod nosem "giń pomarańczowa ździro" :p
OdpowiedzUsuńMoże, może:)
Usuńa na co Ci jaskrawa kurteczka? za latarnię morską chcesz robić?:P
OdpowiedzUsuńKupiłem ją bo jest cieniutka i nie mnie się, więc można ją zrolować i włożyć do plecaka. Przystępna cena rekompensowała jej krzykliwą barwę...
UsuńNastępna kurteczka będzie lila róż?
OdpowiedzUsuńMoże, może:)
UsuńMam taką, ale neonowy róż i kiedy pada deszcz, a ja sobie w niej idę przed siebie, panowie zwalniają... coś w tym jest, w tym neonie. Przyleć, pochodzisz ze mną po ring of monksland i się przekonasz, że nie należy jej szybko zdejmować :P
OdpowiedzUsuńhehe
Oślepiasz:) Ring of monksland - musi tam być pięknie...
UsuńHehe, nie jest, to dobra trasa do chodzenia, kółko ma 6 km i jesteś na świeczniku mieszkańców, przechodniów i kierowców. Tak je sobie nazwałam od Ring Of Kerry, ale Monksland nie ma nic wspólnego z Kerry oprócz kształtu :) hehehe
Usuńbrzmi kusząco ha ha ha ha ha ha
UsuńSiłowania jest po drodze, taka odkryta... no fajnie jest, pięknie to byłoby nad oceanem :P
UsuńMozna sie poruszac, polansowac, w neonowej kurteczce nawet dosc spektakularnie
UsuńHa ha ha
Tak, później idziesz do baru na piwo ze znajomymi i ludzie przyjaźnie uśmiechają się do Ciebie, bo to niewielka okolica... a o nieznajomych najchętniej się plotkuje i każdy chce Cię poznać...aaa to Ty, od tej nenonowej kangurki :P i jest cool
UsuńTo zupełnie jak u mnie w gorach. Kusisz, kusisz:)
UsuńI to jest urocze :)
UsuńChyba jest Ci tam dobrze eM
UsuńJest, właśnie wypiekam stado muffinek dla kolegów mojego męża. Oni nie chcą piwa, nie chcą whiskey, chcą muffinek. Nie potrafię już mieszkać w dużym mieście. Jak to się z wiekiem wszystko w człowieku zmienia :)
UsuńJa też bym chciał muffinki. Przyznam się w tajemnicy, że sam muffiny wypiekam, z mąki pszennej pełnego przemiału i bananów, bez cukru, odchudzające:) Choć doceniam zalety dużego miasta mieszkając i pracując w takim na codzień, to jednak małe miejscowości, takie, jak moja w górach, czy Twoja w Irlandii, lubię najbardziej. Czas tam płynie powoli, no i ta cisza...
UsuńTak, w górach, gdzie mieszka moja rodzina, w Ciepłowodach u Baśki T. to jest cisza - w której uczestniczy przyroda i oddechy. Brak ulicznych świateł, niezwykła ciemność i gwiazdy. U mnie to jednak słychać okoliczne dzieci, odległe miasto, ale i tak doceniam to co mam. Bywam od czasu w Dublinie, czy w Galway i po dwóch, trzech godzinach chcę do domu. Odechciewa mi się zakupów, tłumu, i tego ciągłego czekania, aż ktoś mi odpowie, ustąpi miejsca, przesunie się, przejdzie, podejdzie, popchnie, przeprosi, aleeee w tym wszystkim ludzie się do siebie usmiechają, są mili, więc trzy godziny bywają znośnie. Jednak luz mam tu... kiedy zrzucam buty i idę z kawą na mój zielony jard i przyglądam się krzakom malin, kwiatom, czasami Sony przejdzie przez płot, by zjeść okruszki albo załapać się na kawałek łososia, bestia sąsiedzka.
UsuńRaj:)
Usuń