Moja Mama odwiedziła dziś Panią Zosię i stwierdziła, że Pani Zosia po tych ekscesach przychodniano – szpitalnych zaczęła się izolować i wybiórczo wpuszcza do domu. Kilka dni temu nie wpuściła córki, dzisiaj nie wpuściła mojej Mamy. Wstąpiła do Pani Zosi na chwilę idąc na spacer i umówiły się, że jak będzie wracać, zajdzie na pogawędkę. Wracając wstąpiła, ale Pani Zosi się odmieniło i nie otworzyła – udawała, że nie ma Jej w domu. Pani Zosia w ciągu tego roku dość mocno się posunęła. Na temat swoich niezliczonych dolegliwości konfabuluje, zmieniając wersje w zależności od pogody. Moja Mama martwi się o Nią, ale też denerwuje się tymi fochami Pani Zosi, która po tym show, który zrobiła, obraziła się trochę na świat, że się tym show zainteresował. Świat, czyli sąsiadki plotkary. Powiedziałem mojej Mamie, że może Pani Zosi do kolekcji chorób brakowało tylko zawału, więc jak się okazało, że to tylko atak paniki, wkurzyła się rozczarowana. Może zbiera punkty: za zawał 10 punktów, za atak paniki tylko 2. Uśmialiśmy się. To lepsze niż denerwowanie się ekscesami Pani Zosi, która naprawdę stała się ostatnio dość, hmm... ekscentryczna. Czasem opowiada bzdury, w które brnie z uporem trzyletniego dziecka. Jak byłem ostatnio w górach, wstąpiłem do Pani Zosi z Mamą, zaraz po tym show przychodniano - szpitalnym [pisałem o tym w tym poście] zastaliśmy córkę Pani Zosi. Pani Zosia zdawała relację z wydarzeń, a córka siedząc tak, że Pani Zosia jej nie widziała, często gęsto przecząco kiwała głową. Pani Zosi się pieprzy rzeczywistość z wyobraźnią, albo konfabuluje, lub też jedno i drugie. Żal mi Jej, bo ten proces jakiejś takiej wewnętrznej degrengolady u Niej postępuje. Wspomniałem Jej, że psycholog mógłby Jej pomóc i może poczułaby się lepiej. W pierwszej chwili bardzo się zainteresowała, ale zaraz zrobiła się czujna, no bo jak mogłaby pójść do psychologa. No co by powiedziały plotkary, gdyby się o tym dowiedziały - nosiłyby Panią Zosię na jęzorach, a tego by Pani Zosia nie zmogła. Zwęziła tylko oczy w szpareczki, łypnęła na mnie i powiedziała, że ona nie ma żadnych problemów, które nadawałyby się na zawracanie głowy psychologowi. Poddałem się i już więcej o psychologu nie wspominałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz