20 listopada

Welcome to the real world (3)

Co za tydzień w pracy! Dzisiejszy dzień, to był dzień prawdy i dwoje moich współpracowników nadziało się na mnie i tę prawdę usłyszało. Kolega, który wymyślił sobie, że jest zbawieniem dla firmy, usiłował wymusić na mnie poparcie jego kandydatury na samodzielne stanowisko. Wymyślił sobie, że nadszef mnie lubi, więc pójdę do nadszefa i zarekomenduję mu tego kolegę i jego pomysły! Wyobrażacie sobie coś takiego??!! Patrzyłem na tego kolegę zafascynowany tym, co mu się w głowie uroiło. Przedstawił mi swoje pomysły i... nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać. To były jakieś kuriozalne brednie! Powiedziałem mu, że nie poprę go, bo ja go na tym stanowisku nie widzę. Zapytany dlaczego, uzasadniłem szczerze. Nie dam mojego poparcia komuś, kogo moralność i etyka zawodowa są bliskie zeru. Uświadomiłem mu też, że jest coś takiego jak zawodowa wiarygodność, a ja gdybym zarekomendował kolegę i jego pomysły, właśnie zawodową wiarygodność straciłbym bezpowrotnie. Przyznam szczerze, że widok opadającej ze zdziwienia twarzy tego mojego kolegi, po moim uzasadnieniu, wart był każdej ceny. Nie lubię, jak ktoś próbuje zrobić ze mnie idiotę i nawet nie zadaje sobie trudu, żeby to zamaskować. Drugą osobą była moja współpracownica Ola. Poprosiła mnie o udostępnienie jej mojego autorskiego materiału i pozwolenie wykorzystania go jako wzorca, a ja naiwny i durny, zgodziłem się. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po jakiejś godzinie otrzymałem od niej mejla ze skomleniem, żebym tę robotę za nią zrobił, bo ona biedna nie wie, co i jak i gdzie ma to wysłać. Trochę mnie to ruszyło, bo dostała wzorzec, w którym miała zmienić tylko nazwy i nawet tego nie chciało jej się zrobić. Nie zdążyłem zareagować, bo podeszła do mnie Kaśka i położyła przede mną bez słowa jakieś papiery. Zapytałem co to jest. Odpowiedziała, że to Ola kazała te papiery u mnie zostawić na przechowanie i jutro je ode mnie odbierze. Powiedziałem Kaśce, żeby zabierała te papiery i przechowała je dla Oli u siebie. Kaśka wyciągnęła telefon i odczytała mi smsa, którego otrzymała od Oli. W tym smsie Ola napisała mniej więcej coś takiego: "Te papiery zostaw u Adama, niech się cieszy. Odbiorę sobie je od niego jutro". Kaśka odwróciła wyświetlacz do mnie, żebym mógł zobaczyć, że nie ściemniała. Wkurzyłem się. Kazałem Kaśce zabrać w cholerę te papiery, bo nie jestem Oli sekretarzem. Zabrała i poszła oburmuszona. Otworzyłem pocztę i wysmarowałem Oli tak jadowicie sarkastyczną odpowiedź (na chwilę wcześniej otrzymanego od niej mejla, w którym skomlała, żebym zrobił za nią jej robotę), że nagły szlag ją trafi, jak tego mejla ode mnie przeczyta. Niektórzy ludzie nie mają wstydu, przyzwoitości i sumienia!

3 komentarze:

  1. myślę sobie, że w każdej pracy trafiamy na takie Ole i kolegów z ego. Jesteś asertywny, więc nic Ci nie grozi :) Jednak bezczelność tej kobitki jest zatrważająca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie asertywność - to instynkt samozachowawczy:)

      Usuń
    2. To nie asertywność - to instynkt samozachowawczy:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger