15 sierpnia

Pomroczność jasna

Ataku pomroczności jasnej chyba doznałem, bo nawiedziłem wczoraj gejowskie targowisko próżności, jakim jest fellow. Skłoniła mnie do tego czynu otrzymana wiadomość od jakiegoś pana, a że wziąłem sobie do serca moją niedawną rozmowę z przyjaciółką, postanowiłem dać szczęściu szansę. Po przeczytaniu wiadomości i zwizytowaniu profilu pana, kita szczęściu opadła, bowiem wiadomość liczyła całe trzy słowa i dwa znaki interpunkcyjne: „hej, poznamy się?”, a spłodził ją pan liczący wiosen ni mniej ni więcej a dwadzieścia. Moje poczucie własnej wartości zostało mile połechtane, bo skoro odezwał się do mnie pan o dwadzieścia lat ode mnie młodszy i wizualnie atrakcyjny, jak wynikło z oględzin zdjęcia zamieszczonego na jego profilu, to znaczy, że nie jest ze mną jeszcze źle. Z tego chwilowego samozadowolenia wyrwał mnie detektor ściemy, który odpalił malutką czerwoną żaróweczkę z tyłu mojej głowy, jednak odpisałem panu, bo mama mówiła, że na wiadomości należy odpowiadać, a ja słucham się mamy. Czasem. I dobrze zrobiłem, bo dalsza wymiana wiadomości, która nastąpiła, nabrała niewątpliwych walorów rozrywkowych. Pamiętając o tym, że mam do czynienia z przedstawicielem tzw. pokolenia sms, starałem się nie przekraczać 160 znaków w wiadomościach, co czasem mi się nawet udawało. W odpowiedzi na jego wiadomość powitalną napisałem, że owszem, możemy się poznać, ale zanim to nastąpi, powinien zwrócić swą uwagę na fakt, że jestem od niego o dwadzieścia lat starszy. Odpisał mi na to błyskawicznie, że jemu to nie przeszkadza. Czerwona żaróweczka z tyłu mojej głowy zapulsowała trochę mocniej. Zasugerowałem panu, żeby nie śpieszył się z deklarowaniem chęci poznania, skoro nie wie nawet jak wyglądam, bowiem zdjęcia mam zahasłowane (można je sobie obejrzeć dopiero po wpisaniu hasła). Tu pan zawiesił się na kilka minut. Domniemywam, że opędzał w tym czasie innych interlokutorów - kilku, a może nawet kilkunastu. Odpisał jednak po pewnym czasie, że to też mu nie przeszkadza, bo obejrzy mnie sobie, jak się spotkamy. To się nazywa optymizm – pomyślałem i napisałem „OK.”. Krótki ten komunikat sprawił, że pan się nieco rozluźnił i stał się jakby trochę bardziej rozmowny, bo zapytał mnie bardzo bezpośrednio o to, czy jestem pracujący, niezależny i zmotoryzowany, na co odpisałem, że owszem, ale nie szukam utrzymanka, na co otrzymałem wiadomość-focha o długości, która zrobiła na mnie wrażenie. Pozwolę sobie zacytować ją w całości: „Nie oczerniaj ludzi bo pewnie wiesz po sobie jak to było mając 20 lata. tylko Ciebie pewnie mamusia musiała niańczyć. Wyprowadziłeś się już od mamusi? myślisz o sobie, że jesteś pępkiem świata i jeszcze masz jakieś wymagania”. Parsknąłem śmiechem, a że ciekawy byłem, co będzie dalej, napisałem panu, że nikogo nie oczerniam, a jedynie staram się rozwiewać swoje wątpliwości, dotyczące naszej ewentualnej znajomości. Tu pan ponownie zamilkł na kilka minut, by – jak mniemam - znowu załatwić zaległą korespondencję z innymi panami. Korzystając z tej przerwy poszedłem do kuchni zrobić sobie kawę. Jak wróciłem czekała już na mnie wiadomość, która rozczuliła mnie swoją lapidarnością. „Hasło” brzmiała. Jeśli myślisz szanowny Czytelniku, że pan zażądał dostępu do mojego konta bankowego, to jesteś w błędzie, bowiem na fellow priorytetem jest dostęp do zahasłowanych zdjęć, a dopiero potem do informacji dotyczących zasobności w dobra materialne. Twoje domniemanie drogi Czytelniku, że owo żądanie sprowokowało mnie do spuszczenia pana w internetową czeluść jest również błędne, bowiem powodowany pomrocznością jasną dałem panu to, czego zażądał. Podałem mu hasło do moich zdjęć na profilu. Oględziny musiały wypaść pozytywnie, skoro napisał mi łaskawie „fajny jesteś”. Rozbawił mnie, więc odpisałem, że hasło do zdjęć mu podałem, ale do konta bankowego nie dam. Obraził się i napisał, że nie lubi „osób, które od razu nastawiają się na nie i zawsze znajdą powód by coś im nie pasowało”, po czym zniknął w odmętach fellow. Nie powiem, że żałuję.
W międzyczasie napatoczył się drugi absztyfikant – nie sądziłem, że to możliwe, a jednak – jeszcze bardziej lakoniczny niż ja. Mój rówieśnik. Pozwolę sobie zacytować naszą korespondencję niemal w całości.
- Cześć… - pan zagaił. Od razu zwróciłem uwagę na wielokropek, którego, jak się w dalszej korespondencji okazało, pan lubił używać oraz na to, że zdania zaczynał od wielkiej litery, co zdradzało jakieś intelektualne aspiracje.
- No cześć. Co tam? – odpowiedziałem.
- W pracy póki co… Szukam na seks na weekend… 
- Czy to propozycja? – zapytałem uprzejmie, jak już otarłem monitor z resztek kawy.
- Jeśli jesteś zainteresowany…
- Nie znasz mnie, nigdy mnie nie widziałeś, a seks mi proponujesz? 
- Nie rozumiem… - odpisał. 
- Może okazać się, że wcale nie będziesz miał ochoty na… hm… zbliżenie ze mną. Albo ja z Tobą – napisałem rozbawiony.
- Moje h uiop – brzmiała lapidarna odpowiedź na moje wątpliwości. Zajrzałem na jego profil i odhasłowałem zdjęcie, z którego spojrzał na mnie przystojny jasnooki brunet z brodą. 
- Twoje h – wytknął mi zaniedbanie konwenansu, uznając najpewniej, że skoro podał mi hasło do swoich zdjęć, choć go o to nie prosiłem, moim obowiązkiem był rewanż. Podałem mu je ciekawy dalszego ciągu. 
- Fajny… - zrecenzował moje fotki, co znaczyło, że inspekcja mojego profilu wypadła pomyślnie. Dalsze wiadomości również o tym miały zaświadczyć.
- Będziemy w kontakcie… - poinformował.
- Ok – odpowiedziałem ostrożnie.
- Możemy się umówić w jakiś dzień… - kontynuował. - Ten weekend mam już zajęty, bo już się z kimś umówiłem… - zakończył jak zwykle wielokropkiem.
- Na seks? – zapytałem niedyskretnie.
- Tak… - odpowiedział bez skrępowania. 
- Baw się zatem dobrze – odpowiedziałem. 
- Thx – podziękował, już bez wielokropka. 

[kurtyna]

W ciągu mojej blisko półtorarocznej nieobecności na fellow, mój detektor grozy uległ przytępieniu. Wczoraj został na nowo skalibrowany, co przypomniało mi, dlaczego tak długo tam nie byłem.

12 komentarzy:

  1. Oby Twoje skalibrowanie tak szybko nie uległo przytępieniu:). To miejsce wydaje mi się nieciekawe, a co najmniej niegodne kogoś takiego, jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Errato za dobre słowo:)

      Usuń
    2. Niestety, miejsce może i nieciekawe, ale w praktyce jedyne (co do typu) dla naszej tęczowej gromadki, żeby szukać partnera. Heterycy mają tu o niebo łatwiej. :-(

      Usuń
    3. Oj mają, mają łatwiej o niebo całe:)

      Usuń
  2. ano fellow jest jakie jest... właściwie to wszystkie portale podobne :], ale z drugiej strony, może warto odrobinę pomęczyć się i spróbować kogoś poznać, któż wie...

    OdpowiedzUsuń
  3. A wszystko można sprowadzić do jednego komentarza - ci faceci! prych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uściśliłbym nieco to prychnięcie: ci niektórzy faceci! prych!
      Bowiem pamiętać należy, że istnieje SERIA LIMITOWANA facetów niezwykłych. Znałem jednego takiego i wciąż go zapomnieć nie potrafię:)

      Usuń
  4. Patrz, Adamie. Ja szukam pracy, Ty wdeptujesz na inne schody internetu, a znajduje nas to samo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się wydaje, że ani orientacja seksualna nie gra tu roli, ani fakt, że jest to ten czy inny portal randkowo-społecznościowy. Tacy ludzie są. Nie posiadam konta na FB, ale posiadają je znajomi, toteż miałem okazję to i owo zaobserwować. Dorośli ludzie, wykształceni, z dobrą pracą (każdy ma napisane, gdzie pracuje, z wyszczególnieniem stanowiska, najlepiej po angielsku, wtedy dostojniej brzmi) walą pod swoimi zdjęciami nawzajem komentarze pełne błędów ortograficznych, nie umieją sformułować poprawnie zdania, jakieś tragiczne połączenie egzaltacji z niedorozwojem. A przypominam, to ludzie dobrze po trzydziestce, z tzw. wykształceniem, dorobkiem i pozycją. To czego w takim razie oczekiwać w dobie internetu po naprawdę prostych ludziach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że buractwo nie zalezy od płci ani orientacji:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger