07 czerwca

I po deja vu

Jeden z ostatnich bastionów czasów słusznie minionych z postacią je ilustrującą zakończył swoją działalność. Sklep na rogu, królestwo pani Krysi, został zamknięty. Przekonałem się o tym wczoraj organoleptycznie, chcąc bowiem kupić bułkę na kolację odbiłem się od zamkniętych drzwi, pocałowawszy klamkę. W pierwszej chwili pomyślałem, że może remanent, spojrzałem na kartkę zawieszoną na drzwiach chcąc potwierdzić swoje domniemanie, ale zamiast słowa renament… Tak, tak, pani Krysia z koleżankami robiły renament i z taką informacją kartkę na drzwiach do sklepu wywieszały, co nie dziwi, wziąwszy pod uwagę jej rozbuchaną osobowość. Tak sobie myślę, że gdyby kazać jej zrobić remanent, jak w innych placówkach handlowych, mogłaby się poczuć dotknięta, że chce się jej użyć do zadania tak trywialnego. Co innego renament. Już samo to słowo ma w sobie coś ekscytująco dekadenckiego. Spojrzałem zatem na wiszącą kartkę i wyczytałem z niej, że sklep został zlikwidowany. Nie powiem, żeby ta informacja mnie zaskoczyła, bo już od jakiegoś czasu zastanawiałem się, jakim cudem ten sklep jeszcze działa, mając w pobliżu konkurencję w postaci Biedronki i Fresh marketu. Odbiwszy się od zamkniętych drzwi upadłego królestwa pani Krysi, skierowałem swe kroki do zlokalizowanego w pobliżu Fresh marketu, żeby tam zakupić pieczywo. Obsłużyła mnie jedna z jej koleżanek, która w owym Freshu znalazła zatrudnienie. Zapytałem ją o ten zlikwidowany sklep bez nadziei na otrzymanie odpowiedzi, bo miałem wrażenie, że zaprogramowana była wyłącznie do wypowiadania profesjonalnych komunikatów, w stylu:  coś jeszcze?, dwadzieścia trzy pięćdziesiąt, dziękuję, zapraszam ponownie, itp. Wyemancypowawszy się jednak spod buta pani Krysi - a pamiętać należy, że siła owego buta była miażdżąca, zważywszy na gabaryty samej jego właścicielki – ku mojemu zaskoczeniu odpowiedziała na moje pytanie chętnie i wyczerpująco. Sklep mianowicie został zlikwidowany, bo już od dawna przynosił straty, pani Krysia zaś przeszła na zasłużoną emeryturę, ale nie zamierzała się emerytalnie rozleniuchować. Hodowanie kwiatków w skrzynkach na balkonie, bądź obrabianie działki pod miastem, tudzież tyłków sąsiadów, nie wydały się jej wystarczająco pociągające, co jest oczywiste, bowiem tak bogate i barwne osobowości, na dodatek o tak imponującej karierze ekspedienckiej, trudno zadowolić. Pani Krysia wpadła jednak na godny i satysfakcjonujący plan na swoje dalsze życie i postanowiła wykorzystać wolność, jaką dała jej emerytura. Zdecydowała, że czas najwyższy, żeby ujrzeć kawałek świata, a pierwszym jego skrawkiem, który postanowiła obejrzeć będzie Irlandia, do której wyemigrował jej syn z rodziną przed kilkoma laty. Wybiera się tam, by przy okazji sprawdzić - zdaniem jej byłej już koleżanki z pracy - czy aby znienawidzona przez nią niegodna synowa nie zaniedbuje jej synusia. Jednego z czterech, których powiła. Synowa podobno już szaleje ze szczęścia…

A skoro już o sklepie - znajoma przysłała mi dziś takie zdjęcie z zakupów:

Rozczulające, nieprawdaż?

4 komentarze:

  1. Zdjęcie u mnie się nie otwiera:(. Grunt to renament. Gruntowny renament:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, teraz, po dodaniu komentarza wyświetliło się, skubane:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger