14 lipca

O Luśce, musze i Kajtku

Lusława utyrana wypełnianiem domowych obowiązków towarzyskich rozgongoliła się na kanapie, rozżabiła i ucięła sobie regeneracyjną drzemkę, która została zakłócona w sposób arcyniemiły przez jakąś wredną muchę, która wdarłszy się przez otwarte okno do domu, zamachnęła się na nią. Nie sądzę, żeby zastosowała wobec Luśki przemoc fizyczną w jakiejkolwiek formie, jednak przelatując bzyknęła niebezpiecznie blisko strefy newralgicznej, na punkcie której Lusława jest nieco przeczulona od czasu pomiaru temperatury przez weta, czym spłoszyła ją i zmusiła do awaryjnego opuszczenia kanapy i ucieczki na pańciowe kolana. Zabezpieczywszy tyły, z bezpiecznej tej pozycji Luśka przeprowadziła wnikliwą lustrację pomieszczenia w poszukiwaniu owej muchy, a zlokalizowawszy ją zeskoczyła z kolan i nie spuszczając już z niej oka, śledziła ją czyhając na okazję do wywarcia zemsty za niecne zakłócenie sjesty. Niestety plan nie zaowocował, bo mucha opuściła dom tą samą drogą, którą przyleciała, odprowadzona rozczarowanym wzrokiem Lusławy, która po jej odlocie wykonała kilka terapeutycznych okrążeń sprintem wokół pokoju, zakończonych efektownym wyskokiem i triumfalnym uwaleniem się na kanapie, w celu dalszej relaksacji.

Wspominałem już, że Luśka mała jest i musi uważać, gdyż świat dybie na jej bezpieczeństwo, dlatego czujna jest. Rzekłbym nawet, że przeczulona. Śliczny, malutki (niemal o połowę mniejszy od niej), bardzo towarzyski ratlerek, który przybiegłszy do niej w celach towarzyskich próbował obwąchać jej trzecie (wsteczne) oko, jak to mają w zwyczaju pieski, przeraził ją tak, że w pół sekundy przebiegła dystans dzielący ją ode mnie i trzęsąc się jak osika schowała się za moje nogi. Kajtek – tak się wabił ów piesek – nie zrezygnował i przytruchtał za nią, na co zareagowała awanturą taką, jakby już w połowie ją pożarł i to bez jej zgody. „Wstydziłabyś się Luśka tak histeryzować!” – wjechałem jej na ambit biorąc ją na ręce, żeby zakończyć ten sensacyjny happening. Bynajmniej nie zawstydzona Lusława uniesiona nad ziemię przestała osikować i nie spuszczając podejrzliwego oka z Kajtka, obwarczała go prewencyjnie, żeby se nie myślał!  Interpsie relacje Lusławy bywają burzliwe…

2 komentarze:

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger