25 marca

Bestia straszliwa (2)

Luśka nie cierpi deszczu. Załatwia wtedy swoje sprawy szybko i pędzi z powrotem do domu. Śnieg natomiast uwielbia. Jak pierwszy raz go zobaczyła, stanęła w progu jak wryta, zaskoczona kompletnie zmienionymi okolicznościami okołodomowymi i chyba doszła do wniosku, że nie podobają jej się, bo zrobiła krok w tył. Z daleka obwąchała, nieśmiało zrobiła krok, najpierw jedną łapką - nic się nie stało. Potem drugą - znowu nic. Wyskoczyła więc wszystkimi czterema na zewnątrz i przebiegła kawałek. Zimno jej było w łapki i najchętniej wszystkie cztery uniosłaby ponad śnieg, ale niestety się nie dało. Już miała prysnąć z powrotem do domu, ale zauważyła, że robiąc tych kilka kroków w śniegu, utoczyła małą kulkę, co bardzo ją zainteresowało. Polizała – nic się nie stało. Wzięła ostrożnie w pyszczek, a że kulka była mięciutka, rozpadła się. Sunia wymyśliła nową zabawę – toczenie łapkami kulki śniegowej i branie jej w pyszczek w celu zmiany stanu jej skupienia. Bardzo to lubi.

Luśka mała jest i większa już nie urośnie, zatem uważać musi, bo wielki świat dybie na jej bezpieczeństwo. Nawet w jej własnym domu. Któregoś ranka, wracając z porannego siur, Luśka usłyszawszy, że jestem już w kuchni, ruszyła rączo na moje powitanie. Pełną prędkością pokonała zakręt, wpadła do kuchni, wykonała trzy długie susy i wyskok, a że źle go obliczyła, zamiast z moim udem, spotkała się z szufladami. Zniosła to spotkanie dzielnie, jeśli nie liczyć pisku, który z siebie wydała. W wyniku zderzenia jedna z szuflad się wysunęła, co zainspirowało Luśkę do wydania z siebie jeszcze jednego, głośniejszego i wyższego intonacyjnie pisku oraz ucieczki, uznała bowiem, że to jakaś straszna paszcza się rozwarła, by ją pożreć. Zwiała więc z kuchni i przez otwarte drzwi zaglądała ostrożnie, czy ów monster z otwartą gębą jeszcze tam jest. Szuflada została zamknięta, co Luśka odczytała jako sygnał o minięciu zagrożenia, przyszła więc zbadać, czy monstrum, które pożreć ją chciało, nie pozostawiło po sobie aby jakichś śladów. Skrupulatnie obwąchała wszystkie szuflady. Odsunąłem jedną, żeby mogła zobaczyć, że to nie paszcza. Schowała się za moją nogę, by z bezpiecznej tej pozycji obserwować dalszy rozwój wypadków, a że nie stało się nic, ostrożnie podeszła, zapuściła żurawia w szufladę i chyba jej się spodobała, bo gdybym jej nie powstrzymał, wlazłaby do niej.

W związku z tym, że Luśka wieku sprawnego zaczęła dobiegać, trzeba było zadbać o jej antykoncepcję. Zdecydowaliśmy pozostawić ją w stanie dziewiczym i infantylnym, dlatego wybraliśmy metodę radykalną w postaci sterylizacji. Luśka zabieg zniosła bardzo dobrze, choć przez parę dni bardzo słaba była i oklapła. Żal nam jej było, ale cóż, mus był. Jakoś niespecjalną sympatią zapałała do przychodni weterynaryjnej i samego weterynarza, skądinąd bardzo sympatycznego faceta. Naraził się jej bardzo, bo na wizycie kontrolnej wraził jej w zadek termometr i temperaturę zmierzył, przeciwko czemu żywiołowo zaprotestowała. Po wizycie kontrolnej i wyszczepieniu przeciw wściekliźnie i nosówce, Luśka wyraziła całą swoją bezmierną pogardę dla tego miejsca i na znak owej pogardy zostawiła w poczekalni dorodną kupę, żeby sobie tam nie myśleli, że tacy fajni!

3 komentarze:

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger