Przedwczorajszy sen oraz przyjazd Szarookiego do naszego miasta wytrąciły mnie z rytmu. Choć wynajduję sobie różne zajęcia, żeby o nim nie myśleć, nie udaje mi się to. Tęsknię trochę za nim.
***
Wyciągając z zamrażarki pierogi na obiad, znalazłem pudełko niedojedzonych lodów z ubiegłych wakacji. Miałem je wyrzucić, bo przecież nie jem takich rzeczy, kiedy zwiotczam talię, ale… zeżarłem te lody! Spontanicznie wpierdzieliłem je całe po obiedzie! Wyskrobałem pudełko do ostatniej kropelki! Starannie stłumiłem wyrzuty sumienia na czas konsumpcji i dopiero wyrzucając pusty pojemnik naubliżałem sobie, nazywając się w myślach żarłocznym wieprzkiem!
Pomyślałem sobie wczoraj popołudniu, że dobrze byłoby się trochę poruszać. Ujęty tą zbożną myślą zebrałem się szybko i zanim zdążyłem się rozmyślić, wyszedłem z domu, żeby pobiegać. Zmotywowany potrzebą zapodziania zbędnych 3 kilogramów, ruszyłem żwawym truchtem... Nawet całkiem nieźle mi szło. Przez chwilę. Bo choć intencję miałem chwalebną i szczerą, to jednak zdołałem przebiec tylko 200 m i musiałem się zatrzymać, bo myślałem, że skonam, tak się zadyszałem! Jestem kompletnie bez formy. Muszę zgubić te 3 kilogramy, bo miałem wrażenie, że fałdka, którą na brzuchu bardziej czuję niż widzę, chlupotała jak biegłem. Głupie uczucie...
***
Nie cierpię biegać. Zdecydowanie bardziej preferuję rower.
OdpowiedzUsuńCo do lodów to jak jak ja Cię rozumiem:))))))))
Wątpię, żeby ktoś jeszcze oprócz mnie zżarł stare, porzucone wiele miesięcy temu w zamrażarce lody. Nie jeździłem na rowerze od lat chyba siedmiu - ostatnio z Szarookim, który nota bene jest maniakiem i mógłby zajechac rowerowo, gdyby mu na to pozwolić:)
UsuńNo nie zakładałabym się o to:)))
UsuńTo sobie z D.rękę mogą podać. Też umiaru nie widać, ale ja się dzielnie opieram:)
Nie opierałem się - jeździłem razem z nim i było bardzo fajnie. Co najwyżej, jak narzucał za duże moim zdaniem tempo, protestowałem mówiąc, że jestem ofiarą jego ambicji rowerowych.
UsuńJa się opieram narzuconemu tempu i trasom. I turlam się się raczej:)
UsuńJednak niech się zdarzy:).
OdpowiedzUsuńOd teraz będę stosować to Twoje określenie, katorżnicza piosenka. I jeszcze walory martyrologiczne. Podoba mi się ta idea. Dobrze jest tak się czasem pokatować:)).
To nie katowanie się, to dostosowanie tła muzycznego do nastroju:)
UsuńJazda na rowerku, pływanie w basenie i morzu, wędrówki po górach mniejszych i większych – tak, ale bieganie- już nie.
OdpowiedzUsuńLody się dziś czkawką dzień cały nie odbijały ?
Nie, nic się nie działo, znaczy przyjęły się:)
Usuń