- Nie cierpię Sylwestra! Nie znoszę tego szumu, pierdół puszczanych w telewizji! No i te fajerberki (sic)! Po co to tak cudować?! Zawsze boję się, że któryś zostanie nieumyślnie wycelowany w mój dom i spłonę. Dlatego nie spałam, tylko czuwałam, śledząc przez okno, gdzie lecą…
- Przez otwarte? – odważyłem się przerwać jej pełną pasji narrację.
- No a jakie? – zapytała lekko zaskoczona.
- No tak, oczywiście. To wyjaśniłoby też pani Zosiu, dlaczego pani taka zakatarzona… - dodałem nieco zaczepnie.
- Nie rozmawiam o starociach! – żachnęła się i chcąc odwrócić uwagę od swoich osobliwych sylwestrowych zwyczajów i ich kataralnych konsekwencji, poderwała się i poszła do kuchni ukroić hojny kawałek sernika, zupełnie ignorując moją prośbę o to, żeby porcja była malutka…
Generalnie Sylwester - dzień jak każdy - gdyby nie petardy - drażnią mnie bo moja psica nie lubi ....
OdpowiedzUsuńLuśka boi się wystrzałów tylko będąc na zewnątrz, w domu je ignoruje na szczęście.
Usuńa ja sobie spojonje zasnalem po 22h30 i mogli sobie strzelac do woli !
OdpowiedzUsuńJa też zasnąłem ok 23 i fajerberki słyszałem tylko w takim jakby półśnie
UsuńNo właśnie, psy. Mój po Sylwestrze jeszcze do dzisiaj nie chce wychodzić na dwór i się boi. Trzeba go przekonywać kiełbaskami oraz głaskaniem.
OdpowiedzUsuńBiedne te psiaki, które się boją. Mojej koleżanki z pracy pies domaga się jak strzelają lub jak pioruny biją wpuszczenia go do łazienki, gdzie nie ma okna
UsuńW mojej miejscowości się nie strzela... chociaż jakiś Polak podobno strzelał, ale sąsiedzi dali mu w kość i przestał. Dookoła konie, krowy, owce, no i mniejsze domowe zwierzęta. Ludzie myślę, chociaż czasami jakiś Polak nie. W Dublinie strzelano za cały kraj.
OdpowiedzUsuńInny kraj, inna kultura...
UsuńNa moim osiedlu znaleźli się tacy, którzy strzelali juz dwa dni przed Sylwestrem. Jak dla mnie "fajerberki" są w porządku wtedy, gdy jest na nie czas - o północy i chwile po. Kilka dni pod rząd to już przesada.
OdpowiedzUsuńTu w Katowicach jeszcze wczoraj ktoś się obudził z letargu Sylwestrowego i odpalił jeszcze 2 fajerberki. Może dopiero przetrzeźwiał po Sylwestrze:)
UsuńZrozumiałam tylko hojny kawałek sernika :D
OdpowiedzUsuńHa ha ha ha. Pani Zosia wie, jak mi usta zamknąć.
UsuńPani Zosia jak rasowy kapitan, trzymała dom za framugi i nie zeszła z posterunku, przypłacając to zdrowiem :) Victoria! Dom dopłynął do 2018!
OdpowiedzUsuńI utrzymała do 2018. Pani Zosia moc ma. O wiele większą niż sama jest świadoma.
UsuńZ rozczuleniem czytam te wszystkie moje wpisy o nieżyjącej już Pani Zosi. Wciąż dziwi mnie myśl, że już jej więcej nie zobaczę, aż dopiero po tej drugiej stronie...
OdpowiedzUsuń