02 grudnia

Nieogar życiowy

Mam koleżankę w pracy, Maryśkę. Totalny nieogar życiowy. Nie wiem, jak się uchowała w tym świecie, bo nie skleja rzeczywistości. Pytania, jakie czasem zadaje potrafią zwalić z nóg, a opowieści dziwnej treści przyprawić o zawrót głowy, nie dlatego, że takie szałowe, tylko dlatego, że nieprawdopodobnie głupie. Maryśka to patologiczna konfabulatorka, od dawna już nie kontrolująca tego, co jej się z buzi wysypuje. Złapałem ją na tym niezliczoną ilość razy i ciągle łapię. Maryśka nieogar życiowy, za którą nie dałoby się złamanego grosza. Wszyscy litują się nad nią, że nieogar, że nieprzystosowana, że pomóc trzeba, żeby nie przepadła w świecie… A Maryśka, ta nieogarnięta życiowa pierdoła, doskonale potrafi o siebie zadbać. Ma wbudowany zestaw surwiwalowy, w wersji, która, ujmując rzecz eufemistycznie, budzi moje zdumienie. Wykorzystuje mianowicie ludzi bez żadnych sentymentów. Sam wielokrotnie jej pomagałem i pewnie pomogę znowu, jeśli zaszłaby taka konieczność, ale nie wierzę Maryśce, bo z „nieogarnięcia” życiowego zrobiła sposób na życie. Jak wampir. Maryśka sto pociech. Przypomniało mi się, jak któregoś wieczora wracając z pracy podwoziłem ją do domu, bo mam po drodze. Jechaliśmy trasą szybkiego ruchu. Maryśka nagle wypaliła, że lubi jeździć powyżej 100 km/h, bo tylko wtedy dogania swoje myśli! Odpadłem, bo biorąc pod uwagę jej nieskażoną żadną myślą fizjonomię, szczerze wątpię, żeby było co gonić. Niedaleko domu zatrzymała mnie policja do rutynowej kontroli. Zanim policjant podszedł, spojrzałem w lusterko wsteczne i… zobaczyłem Maryśkę sino - zieloną ze strachu. Chyba myślała, że policjanci na nią się zaczaili, żeby ją porwać i uwieźć w nieznane, bo siedziała i nie oddychała w ogóle. Już się nawet zacząłem martwić, że mi się tam na tym tylnym siedzeniu udusi, ale zaczęła ponownie oddychać, jak policjant kazał jechać. Z tego niedotlenienia chyba, jak dojechaliśmy, chciała wysiadać wprost na ulicę, zamiast na chodnik, i już nawet drzwi otworzyła i zaczęła się gramolić wprost pod jadący samochód. Rozdarłem się "Gdzie!!!" - Maryśka zamarła przestraszona, co uratowało jej życie prawdopodobnie. Mało brakowało, a straciłbym lewe tylne drzwi. Powiedziałem jej wkurzony:
- Maryśka, to mój samochód, ja prowadzę i ja tu rządzę! To ja daję hasło do opuszczania auta! Zapamiętaj, że drzwi możesz otwierać i wysiadać dopiero, jak powiem, że można wysiadać! I zlituj się Maryśka! Skoro siedzisz po prawej stronie, to po jakiego grzmota otwierasz lewe drzwi i tamtędy chcesz się gramolić wprost na ulicę?!
Maryśka posłusznie kiwała głową, że zrozumiała. Zapamiętała i dopóki nie powiem "wysiadka" nie tyka drzwi. Podejrzewam, że mógłbym wysiąść z auta, zamknąć je i zostawić siedzącą w środku Maryśkę, która grzecznie czekałaby na hasło "wysiadka". Siedziałaby tak wiele godzin, dopóki nagląca potrzeba natury fizjologicznej nie zmusiłaby jej do zadzwonienia do mnie z pytaniem, czy może już wysiąść z auta.
Czasem dochodzi do komicznych sytuacji z Maryśką w roli głównej. Maryśka bardzo lubi wygłaszać sądy o innych i robi to tonem wyroczni. Nasza koleżanka jakiś czas temu wyszła za mąż za człowieka bardzo dobrego, mądrego i z klasą, ale nienachalnie dekoracyjnego, że tak to ujmę. Facet naprawdę klasa, kultura, intelekt, doktorat, itp. Maryśka zaś kiedyś „urzędowała” z żonatym facetem, znaczy pełniła zaszczytną rolę kochanki żonatego faceta. Owego "narzeczonego" Maryśki doprawdy trudno byłoby nazwać powabnym, ze względu na chlupotliwość fałd ciała* i problem alkoholowy. Któregoś wieczoru, podwoziłem Maryśkę po pracy. Marycha, tradycyjnie ni z gruchy ni z pietruchy, zagaiła tonem wyroczni:
- Ale ten mąż Eli jest paskudny. Ja nie wiem jak ona z nim może… - tu znacząco urwała. A mnie trafił nagły szlag i wstrzeliłem się w tę znaczącą pauzę:
- Maryśka, a ty co?! Ty z kim mogłaś?! Z tym oblechem?! Przy nim mąż Eli to Adonis!
Zamilkła i nic już więcej w tym temacie nie mówiła.
_______________________________________
* znaczna nadwaga

2 komentarze:

  1. Dawno nie zdarzyło mi się czytać tak przyjemnego tekstu.
    Nieźle się uśmiałam z osoby Maryśki, chociaż przytoczona historia zawiera pewną życiową mądrość, a mianowicie: osoby uważane za bezradne są bardziej samodzielne niż niejednemu mogłoby się wydawać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger