Któregoś dnia wysłuchałem opowieści o tym, jak bardzo jest chora, bo… UWAGA… ma zapalenie całego organizmu.
- A jakie ma pani objawy, pani Zosiu? – zapytałem nieostrożnie.
Pani Zosia wskoczyła na swojego ulubionego rumaka i wyliczyła z zadowoleniem całe mnóstwo objawów, począwszy od wyjałowienia organizmu antybiotykami, poważnego deficytu krwi w organizmie, poprzez łamanie, kłócie tu i ówdzie, pieczenie, a skończywszy na bólu zatok oraz drapaniu w gardle.
- A gorączkę pani ma, pani Zosiu? – dopytałem.
- Nie, gorączki nie mam – odpowiedziała zawiedziona.
- Pani Zosiu, zapalenie całego organizmu to sepsa. A sepsa charakteryzuje się gorączką oscylującą w okolicach 42 st C, bardzo dużym osłabieniem aż do utraty przytomności i bardzo ciężkim ogólnym stanem pacjenta. Innych objawów pani nie powiem, bo mogłaby pani postraszyć nimi swojego lekarza rodzinnego, a po co się ma facet denerwować. Zatem, pani Zosiu, cały organizm się pani nie zapalił, skoro normalnie pani funkcjonuje – powiedziałem. Pani Zosia łypnęła na mnie niedowierzająco, rozczarowana, że nie wykazuję wystarczającego zrozumienia dla jej cierpień. Gdyby dać jej do poczytania „Choroby wewnętrzne” Szczeklika, pognałaby do lekarza z żądaniem zwołania natychmiastowego konsylium lekarzy wszystkich możliwych specjalizacji, bo miałaby objawy wszystkich opisanych przez Szczeklika chorób!
Moja Mama, która przyjaźni się z panią Zosią od wielu lat, czasem nie wytrzymuje i w kolokwialny sposób przywołuje ją do porządku:
- Zocha, Ty się zastanów co Ty mówisz! Bo pieprzysz tak, że własną ścierą zabić się można!
To o dziwo pomaga – pani Zosia się nie obraża. Dlaczego? Jej mąż przywoływał ją w taki sposób do porządku.
Niektórzy specjaliści próbowali leczyć jej nerwicę – ordynowali nowoczesne leki antydepresyjne. Pani Zosia owszem, leki kupowała i nawet próbowała stosować, ale cóż, skoro na niemal każdy lek reagowała „alergią”. Lek przyjmowała, po czym zabierała się za lekturę ulotki i… natychmiast była atakowana przez wszystkie skutki niepożądane wymienione w ulotce. Alergizowała się błyskawicznie, niemal do wstrząsu anafilaktycznego, z wielkim zadowoleniem i to nic, że nikt oprócz niej żadnych skutków ubocznych leków u niej nie widział. Miała je i koniec! Leki oczywiście natychmiast odstawiała. Tylko dwa leki uznała za bezpieczne – Signopam i Pramolan. Signopam zapewne dlatego, że jak sobie go walnęła to ją ogłupiał tak, że nie była w stanie sprawnie wyprodukować skutków ubocznych. A Pramolan, bo ją przyjemnie leciutko rozluźniał, nie zakłócając delektowania się urojonymi dolegliwościami. cdn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz