31 sierpnia

Konstrukcja

Doskonale rozumiem emocje tzw. zjednoczonej prawicy dotyczące LGBT, bo mam podobne związane z narodowcami – nie przeszkadzają mi, dopóki nie głoszą haseł jawnie faszystowskich. Głoszą jednak i choć w polskim prawie jest to zabronione (art. 256 kk), nie są ścigani, za to za pomocą publicznych pieniędzy i aparatu państwa metodycznie przeprowadza się nagonkę na osoby nieheteronormatywne, którym polskie państwo ma gwarantować nienaruszalność ich praw niezbywalnych, takich jak równość wobec prawa, wolność i godność. Absolutnie się z tzw. zjednoczoną prawicą zgadzam, że tu o wizję świata chodzi, a orientacja seksualna stanowi owej wizji element kluczowy. Rządzący bowiem, w ramach procesu dalszej polaryzacji społeczeństwa, odwdzięczając się przy tym za kościelną agitację w kolejnych wyborach, wraz z episkopatem mającym żywotny interes w tym, żeby odwrócić uwagę społeczeństwa od afer pedofilskich w kościele i szerokiego strumienia środków publicznych (!) zasilającego kasę instytucjonalnego kościoła i Rydzyka, skonstruowali opowieść, że „ideologia LGBT” (warto zwrócić uwagę, że nie mówi się "homoseksualizm" a "ideologia LGBT”, bo to ostatnie kojarzy się z seksualizacją dzieci, czyli w społecznym odbiorze z pedofilią) to wróg, który zagraża narodowi w sposób wyjątkowy, niszcząc najistotniejsze tradycyjne wartości takie jak rodzina, tradycja, wiara i wreszcie bezpieczeństwo dzieci. To właśnie rzekome zagrożenie dla dzieci ze strony osób LGBT sprawia, że ta opowieść działa, przynosząc wymierne polityczne korzyści rządzącym i instytucjonalnemu kościołowi. Dopóki działa (a będzie działać jeszcze jakiś czas, bo jesteśmy najbardziej homofobicznym społeczeństwem w Europie, co jest kolejnym powodem do narodowej dumy) figura LGBT jako wroga publicznego będzie eksploatowana, bo w socjotechnice propagandy politycznej figura taka jest bezcenna, pozwalając zbudować prostą wizję świata, w którym jesteśmy "my" i "oni", co z kolei umacnia spoistość danej grupy, która wspólnie musi walczyć z nieprzyjacielem, jej tożsamość i wewnątrzgrupowe więzi. W ten sposób buduje się syndrom oblężonej twierdzy, co w polityce jest potężną bronią. Przez wieki naszym dyżurnym narodowym wrogiem byli Żydzi, którzy porywali katolickie dzieci, żeby wytaczać z nich krew niezbędną do straszliwych religijnych żydowskich obrzędów, ale w naszym kraju Żydów już nie ma, za to antysemityzm miewa się wciąż znakomicie. Potem na chwilę do Żydów dołączyli jeszcze obszarnicy, burżuje i wrogowie partii czyli narodu (jakże znajomo to brzmi), ale komuna się skończyła. Po nich padło na uchodźców, którzy mieli gwałcić cnotliwe, polskie katolickie kobiety i porywać polskie katolickie dzieci, żeby robić z nich żołnierzy islamu. Jednak i to przebrzmiało, znudziło się i straciło nośność w społecznym imaginarium. Potrzebny był zatem nowy wróg publiczny, a że homofobia u nas równa jest antysemityzmowi i ksenofobii, niejako naturalną koleją rzeczy osoby nieheteronormatywne odziedziczyły po Żydach i uchodźcach rolę wroga publicznego. Jak już się gawiedzi opatrzą i znudzą, wykreuje się nowego – chromych, rudych, głuchych, łysych, najpewniej zaś wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób przeciwstawią się rządzącym. Dlatego twierdzę i twierdzić będę, że tu nie o wartości chodzi, a o politykę. Rządzący oraz hierarchowie doskonale wiedzą, że wartości, do których się odnoszą, w społecznym imaginarium funkcjonują już tylko częściowo, bo ono już dawno się zmieniło, zliberalizowało i nie jest katolickie. Dotyczy to również osób uznających się za wierzące i praktykujące. Związki niesakramentalne praktycznie nikogo już nie oburzają, większość katolików młodego pokolenia nie akceptuje nauczania kościoła w sprawie antykoncepcji, a wśród kobiet ze świecą szukać takich, które utożsamiają się z konserwatywnym światopoglądem. Również skrajnie prawicowa konfederacja, chętnie odwołująca się do katolicyzmu, to żadna nowa siła katolicka, a tylko społeczni tradycjonaliści. My jako społeczeństwo nie myślimy już po katolicku. Dlatego uważam, że ta krucjata w obronie tzw. tradycyjnych wartości jest nie tylko o przynajmniej dwadzieścia lat spóźniona, ale już dawno przegrana i przypomina próby odwrócenia patykiem Wisły. Cała ta opowieść o ideologii LGBT, która chce unicestwić katolickie polskie społeczeństwo, odbierając zdrowym, katolickim, polskim rodzinom dzieci, żeby uczynić z nich homoseksualistów, to propagandowa bajka – polityczna bujda na resorach. I choć propagandowych bujd było wiele, ta jest szczególnie bulwersująca i przerażająca, bo gdyby podmienić „ideologia LGBT” na „Żydzi” otrzymalibyśmy kalkę niemieckiej faszystowskiej dehumanizującej propagandy. I to w kraju, na ziemi którego kilka milionów ludzi zostało metodycznie wymordowanych tylko dlatego, że ktoś uznał, że stanowią zagrożenie dla tradycyjnych wartości. W tym kontekście przekaz rządzących (konsekwentnie budujących system autorytarny) oraz kościoła katolickiego (mającego wielowiekowe doświadczenie i niewątpliwe osiągnięcia w niszczeniu wszelkiej maści odszczepieńców) o przekazywaniu tradycyjnych wartości następnym pokoleniom brzmi doprawdy złowieszczo. A, i żeby nie było – ja atakuję ideologie, nie ludzi.

22 sierpnia

Głos wołającego na pustyni

„Bóg nie potrzebuje być przez nikogo broniony i nie chce, aby Jego imię było używane do terroryzowania ludzi. Proszę wszystkich o zaprzestanie używania religii w celu budzenia nienawiści, przemocy, ekstremizmu i ślepego fanatyzmu. #LudzkieBraterstwo” – taki wpis ukazał się wczoraj na profilu papieża Franciszka na Twitterze. Katolicka Agencja Informacyjna powiązała go z przypadającym w sobotę Międzynarodowym Dniem Pamięci Ofiar Przemocy z Powodu Religii lub Wiary. Został on ustanowiony rok temu przez ONZ. Wpis ten doskonale koresponduje z tym, co się w naszym kraju dzieje. Szkoda, że pozostanie tylko głosem wołającego na pustyni…

20 sierpnia

Kremówki

Jest taka granica, po przekroczeniu której religijny fundamentalizm zmienia się w religijne obłąkanie. To, co dziś przypadkiem przeczytałem w internetach tę moją tezę potwierdza. Otóż w Wadowicach wybuchła afera wokół planów zorganizowania zawodów w jedzeniu kremówek, które miały się odbyć 25 sierpnia. Grupa Wadowiczan, nazwę ich radykalnymi konserwatystami, uważa, że takie zawody są lewacką prowokacją i obrazą uczuć religijnych ze względu na grzech nieumiarkowania w jedzeniu, popełniany na smakołyku Jana Pawła II, co ich zdaniem jest szarganiem świętości. Wadowiczanie owi zagrozili organizatorom, że jeśli zawody się odbędą, zgłoszą sprawę obrazy religijnych uczuć do prokuratury. Tak jak zrobili w 2018 r., kiedy do prokuratora trafiła sprawa tortu z wizerunkiem Jana Pawła II, który został publicznie pokrojony w jego 98. urodziny. Pokrojenie i zjedzenie papieża tak wzburzyło owych radykałów, że niezwłocznie powiadomili o tym śledczych. Wygląda na to, że udało im się na tyle skutecznie zastraszyć organizatorów, że zawody odwołali, jako przyczynę podając rozszerzającą się pandemię. To nie jest jakiś żart czy fake news - to się zdarzyło i dzieje naprawdę.

18 sierpnia

Wywiad

Szalenie uspokoił mnie wywiad pana ministra Ziobry udzielony "Rzeczpospolitej", w którym zapewnia, że w naszym kraju osoby LGBT są bezpieczne, mają zagwarantowane wszelkie swobody obywatelskie, nie są prześladowane przez polskie władze i on byłby pierwszym, który by się prześladowaniu osób LGBT sprzeciwił. Świadomość, że pan minister Ziobro, który jest kluczowym rozgrywającym grupy w koalicji rządowej inspirującej i podgrzewającej nagonkę wymierzoną w osoby LGBT (i pośrednio w Morawieckiego, z którym pan minister walczy o schedę po Kaczyńskim, a którego siostrzeniec jest gejem) przybędzie mi na ratunek i sprzeciwi się, jeśli polskie władze (lub ktokolwiek inny) będą mnie próbowały prześladować ze względu na moje preferencje seksualne, jest dla mnie wybitnie krzepiąca. W tym kontekście zupełnie nie rozumiem, dlaczego przyczepiła się do mnie natrętnie myśl o diable, który ubrawszy się w ornat, ogonem na mszę dzwoni…

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger