Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WTF. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WTF. Pokaż wszystkie posty

04 lipca

Życie w czasach zarazy XIII. Bydło pieruńskie.

Wypowiedzi pana prezydenta oraz jego formacji politycznej przynoszą już owoce, bowiem w trakcie nagrywania reportażu w Godziszowie na Podkarpaciu reporter Onetu usłyszał: "Łeb uciąć albo rozstrzelić. Niemiec by zrobił lepiej. Już dawno Majdanek powinni otworzyć i ich do krematorium spalić. Bydło pieruńskie.". To o homoseksualistach. >>KLIK<< Naprawdę nie dziwi mnie to ani trochę, bo skoro prosty, niewykształcony człowiek (a taki w miażdżącej większości jest elektorat Dudy) słyszy od swojego prezydenta, że prawdziwym wrogiem narodu jest homoseksualista-neobolszewik, który na dodatek nie jest istotą ludzką a wrażą ideologią, to co ma ten prosty, niewykształcony, wiejski człowiek zrobić? No bronić Ojczyzny! Tak, jak broni swojego ogniska domowego pięścią dyscyplinując żonę, żeby mu się nie feminiżyła rojąc sobie, że jest mu równa, dzieci pasem, bo są jego własnością, a dobytku broniąc siekierą. Klęcząc jutro w kościele pan prezydent będzie mógł poczuć się prawdziwie dumny, że miłość bliźniego, którą głosi, tak piękny owoc przynosi. Również jego elektorat rozparłszy się wygodnie na klęcznikach będzie mógł się nad sobą z tego powodu rozczulić. 

16 czerwca

Życie w czasach zarazy IX. Ewangeliści.

Antoni Długosz, emerytowany biskup częstochowski powiedział parę dni temu przed Obrazem na Jasnej Górze, że "obecnie dwaj przedstawiciele naszej władzy, wybranej przez większość Polaków, uobecniają charyzmat dwóch ewangelistów, piszących słowami i czynami ewangelię twojego syna. Ewangelista Mateusz premier Morawiecki pochyla się nad egzystencją naszego narodu, by żyło się lepiej. Z kolei ewangelista Łukasz, profesor Szumowski jest przedłużeniem czynów Jezusa, troszcząc się o nasze życie i zdrowie." >>klik<<

No to teraz tylko czekać pozostaje na ubogacenie doktryny katolickiej o dwie całkiem nowe ewangelie. Martwi mnie tylko to, że sknera poskąpił im kanonizacji, więc "Ewangelia według Morawieckiego" i "Ewangelia według Szumowskiego" nie będą brzmiały tak dobrze, jak "Ewangelia według świętego Morawieckiego", czy "Ewangelia według świętego Szumowskiego" i gawiedź może nie chcieć czytać. Eh...

25 kwietnia

Życie w czasach zarazy III

Ludzie chorują, niektórzy umierają, gospodarka pada, a to wszystko przez Chińczyków, bo zmajstrowali wirusa w regaliach i wypuścili wolno, żeby hasał depopulując i demontując światową gospodarkę. I medyków, którzy uparcie nie chcą stosować skutecznych terapii w leczeniu zakażonych. A wystarczyłoby się zastosować do schematu podanego przez niejakiego Donalda T.: zapodać wszystkim płyn odkażający (najskuteczniej byłoby dożylnie lub w czopku, albo jedno i drugie, żeby moc była większa) i rozświetlić delikwenta, żeby wzmocnić działanie terapeutyczne promieniowaniem ultrafioletowym. Niestety Donald T. nie podzielił się pomysłem, jak miałoby to rozświetlenie technicznie wyglądać. Może żarówka w ślad za czopkiem? Tego jeszcze nikt prócz niego nie wie. A że lubi się chłopak dzielić swoimi przemyśleniami, ku mojej nieustannej  radości, jest nadzieja, że możemy się tego dowiedzieć.

I tu apel do medyka:

Medyku. Nie marudź, nie kręć nosem, nie fochaj, tylko posłuchaj wizjonera i zrób narodowi dobrze wlewką spirytusową, a jego niemała część rozświetli się sama ze szczęścia, resztę jakoś doświetlisz i będzie dobrze. Będzie dobrze na pewno. Musi być!

Update:

Donald T. wczoraj poinformował podekscytowany świat, że z tą nowatorską kuracją antykoronową to podpucha była i sarkazm. Niezły jajcarz.

05 maja

Sesja

Jadąc w góry na długi weekend zajechałem po drodze do ciotki. Wpadłem tylko na moment, ale za to z niesamowitym wyczuciem chwili, w sam środek wielkiego wydarzenia. Nie była to wbrew pozorom jakaś nudna impreza, czy inne party, a coś znacznie bardziej odjechanego. Otóż Gocha zarządziwszy sesję zdjęciową na potrzeby lansu na fb, ubrała swego synka na biało, córeczkę na czerwono, wręczyła im flagę, upozowała, w biegu pocałowała mnie w policzek, rodzicom warknięciem nakazała opuszczenie planu zdjęciowego i bardzo z siebie zadowolona zabrała się za uwiecznianie tego żywego obrazu, który jako żywo mógłby stać się plakatem propagandowym manifestacji pierwszomajowych z okresu słusznie minionego. Rodzice Gochy bezkrytycznie oczarowani jej pomysłem, ze szczerym zachwytem zagrzewali ją do owych działań, ciotka rozemocjonowana współuczestnictwem w tym epokowym i bezprecedensowym wydarzeniu "artystycznym" prawie łkała, za lewą pierś się łapiąc. Cała ta scena była tak absurdalnie idiotyczna, że niestety nie uszanowawszy podniosłości owej chwili, spontanicznie i bezceremonialnie ryknąłem dzikim, nieopanowanym śmiechem do łez. Gocha zupełnie to zignorowała, jak zawsze, kiedy ktoś (lub coś) nie podzielał jej wizji, zdania, czy pomysłu,  aczkolwiek mógłbym przysiąc, że lewa powieka zadrżała jej z oburzenia, jej rodzice zaś popatrzyli na mnie z ledwo skrywaną dezaprobatą, jak na jakiegoś debila, który nie dość, że nie wie, co to dobra zabawa, to jeszcze cierpi na deficyt patriotyzmu oraz brak wyczucia prawdziwej sztuki, czym rozśmieszyli mnie jeszcze bardziej. Mój niestosowny wybuch radości nie zmącił ich zachwytu, bo też nic (i nikt) nie jest w stanie zachwiać kultem jakim otaczają Gochę. Szczerze ucieszyłem się, że jednak do nich zajechałem, bo gdybym tego nie zrobił, ominęłoby mnie tak wiele radości. Przy okazji tej krótkiej, ale jakże owocnej wizyty, dokonałem jeszcze jednej obserwacji: dzieci Gochy, choć obiektami kultu nie są, chowane są na jej kształt i podobieństwo, co czyni je mocno nadekspresyjnymi, że tak to eufemistycznie ujmę. W praktyce oznacza to permanentny wrzask, ryk, pisk i gonitwę – czyli czysty obłęd od otwarcia powiek rankiem, do ich zamknięcia późnym wieczorem.

15 lutego

Efekt domina

Zrodziła się dziś we mnie refleksja, że eksowie mają osobliwą właściwość chadzania stadami. Nie w jednym czasie na szczęście. Mam wrażenie, że spotkanie jednego uruchamia efekt domina owocujący wlezieniem na innego. W ubiegłym tygodniu spotkałem się z moim exem, który przybył w odwiedziny do rodziców aż z dalekich Stanów. Pojawia się w ojczyźnie regularnie co dwa lata. W tym roku złapał mnie na fejsie i zaproponował spotkanie. Zgodziłem się pomny dawnych czasów. Spotkaliśmy się tydzień temu, pogadaliśmy. Było miło, choć spotkania z eksami mają w sobie coś z lekkiej perwersji. Potwierdził mi to dzisiejszy poranek. Wlazłem bowiem na innego mojego eksa. Był równie zaskoczony jak ja. Przyszedł robić audyt w mojej firmie. Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy. Było miło. Aż boję się jutro iść do roboty, żeby nie wpaść na jeszcze innego…

20 stycznia

Blue Friday

Zaczęło się już o świcie, kiedy budzik wyrwał mnie brutalnie z mojego pięknego snu o niczym. Później było już tylko lepiej. Wstąpiwszy w pracy do sekretariatu po korespondencję nadziałem się na nadszefa.
- Byliśmy umówieni na dzisiaj – powiedział podając mi rękę na powitanie. – Zapraszam.
- Byliśmy? – zdziwiłem się szczerze, bo nie pamiętałem w jakiej sprawie miało być to spotkanie. Improwizowałem, bo spraw służbowych nigdy nie brakuje. Gdzieś z tyłu mojej głowy kołatała się dziwna myśl, że to ja prosiłem o to spotkanie. Kwadrans po opuszczeniu gabinetu nadszefa przypomniałem sobie, po co byliśmy umówieni, więc wróciłem. Nawet nie patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, był zbyt zajęty. Cały dzień w pracy spędziłem w jakimś takim roztargnionym rozprzężeniu, wykonując swoje obowiązki automatycznie. Stan ten osiągnął apogeum po pracy, może dlatego, że resztki koncentracji i zborności zużyłem na pokonanie samochodem drogi do domu. Gdzie czekał ciekawy mejl od jednego z blogerów na temat deliberacji, który musiałem przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć, a zwykle nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem. No i odpowiedzieć, co zajęło mi również o wiele więcej czasu niż standardowo. Towarzysząca tym czynnościom refleksja, że oto demencja pożarła resztki mojego intelektu, nie zdołała mnie zgnębić tylko dlatego, że późny wieczór zlitował się nade mną każąc pójść spać…     

***

Blogger zdurniał kompletnie i przeniósł większość komentarzy spod postów do spamu. Pewnie zupełnie bym się w tym nie złapał, gdyby nie chwila mniejszego roztargnienia. Zwróciłem mianowicie uwagę na informację o pojawieniu się nowego komentarza pod postem, którą otrzymałem mejlem. Chcąc na niego odpowiedzieć nawiedziłem swojego bloga i ze zdziwieniem skonstatowałem, że komentarzy żadnych nie ma. WTF pomyślałem i zadumałem się egzystencjalnie, co też zaowocowało, dlatego warto się czasem zadumać. Przypomniałem sobie, że eM coś wspominała u siebie o znikających komentarzach i Mr Aberfeldy, wszedłem więc w spam w ustawieniach i tam je odnalazłem. Chyba serwery źle znoszą zmasowany atak blogerów przenoszących swoje blogi z zamykanego blog.pl.

08 stycznia

Foch

Od jakiegoś już czasu obserwuję, że osób sfrustrowanych jest wokół coraz więcej. Głównie młodych, takich w okolicach trzydziestki. Na jednego takiego trafiłem dziś w sklepie. Mało atrakcyjny pan z wózkiem dziecięcym, płaskim tyłkiem i łupieżem na kołnierzu kurtki wyłożył swoje zakupy na końcu taśmy przy kasie. W czasie, kiedy podawał dziecku soczek, taśma przesunęła się, robiąc miejsce na moje zakupy, które zacząłem wykładać.  
- Po co pan to przesuwa!!? – zaatakował mnie, kiedy przesuwałem zgrzewkę mojej wody bliżej jego bio papierów toaletowych i drożdżówki w foliowym woreczku. 
- Bo mogę? – odpowiedziałem pytaniem nieco zaskoczony.
- Nie ogarniam tego – żachnął się na wysokim fochu, myśląc najpewniej, że przesunąłem jego zakupy, żeby zrobić miejsce na swoje.
- Widzę, że pan nie ogarnia, ale tym nie należy się chwalić – odpowiedziałem spokojnie nie patrząc na niego. – Nie ruszałem pańskich zakupów, to taśma się przesunęła, więc z tym fochem to nie do mnie. Dziękuję. 
Kasjerka nie zdołała powstrzymać chichotu, co pana trochę otrzeźwiło. Nie przeprosił jednak,  ale przynajmniej kasjerce podziękował i poszedł oburmuszony, pchając przed sobą wózek, z którego wystawały różowa czapeczka i dwie radośnie majdające różowo obute  nózie...
Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger