Elka. Niegdyś moja bliska przyjaciółka. Choć była kilka lat ode mnie starsza, bardzo dobrze się rozumieliśmy. Tak się złożyło, że w tym samym czasie, kiedy ja wyjechałem do Katowic na studia, Elka, po tym, jak jej małżeństwo się rozpadło, wyemigrowała do UK. Nasza przyjaźń siłą rzeczy rozluźniała się, aż w zasadzie zanikła. W międzyczasie Elka w UK poznała kogoś, z kim była kilka lat. Ten związek również się rozpadł. Choć zawsze kręciło się wokół niej mnóstwo mężczyzn, bo śliczna, Elka rozczarowana dwoma nieudanymi związkami przez jakiś czas była sama, jednak 5 lat temu, zupełnie przypadkiem, poznała kogoś. Zakochali się w sobie jak para nastolatków. Byli razem trzy lata – szczęśliwi, zakochani. Któregoś niedzielnego poranka zbudziła się z poczuciem, że coś jest nie tak. Wzbierający nieokreślony strach sprawił, że odruchowo przytuliła się do niego i wtedy świadomość poraziła ją jak błyskawica: był bezwładny i nie czuła ani nie słyszała jego oddechu. Zerwała się i próbowała go zbudzić – nie reagował. Wezwała pogotowie. Lekarz stwierdził zgon. Autopsja wykazała, że zmarł we śnie z powodu pęknięcia tętniaka aorty. Elka pogrążyła się w rozpaczy. Teraz już jest lepiej, choć wciąż robi sobie wyrzuty za jakiekolwiek objawy swojej radości. Bardzo jej współczuję. Pamiętam nasze niekończące się rozmowy o życiu, o nadziejach i marzeniach. Pragnęła miłości jak w „Pożegnaniu z Afryką” i to jej marzenie spełniło się. Spotkałem przypadkiem jej siostrę, która opowiedziała mi tę smutną historię…
Moja życiówka i zapowiedź książki
55 minut temu