- U mnie w bloku straszy!
- A tam, bzdury opowiadasz!
- No mówię Ci. Straszy w windzie i czasem na klatce schodowej.
- To siedź w domu!
-
Siedziałem, ale to nie pomogło, bo straszydło załomotało do moich
drzwi. Nie spodziewając się niczego złego otworzyłem i…. oniemiałem.
Straszydło albowiem wręczyło mi telefon z ładowarką i uprzejmie
poprosiło o naładowanie telefonu. Kiedy wciąż nie mogąc wydobyć z siebie
głosu posłusznie podłączałem telefon do gniazdka w przedpokoju,
straszydło mówiło, że jedyne dostępne gniazdko mu się w mieszkaniu
zepsuło, a resztę ma zasłonięte meblami, dlatego musi mnie o to prosić…
- No i co?
-
No i to, że w tym momencie mnie olśniło, że to nie żaden monster
zmaterializował mi się w progu, a spowity w szarobury szlafrok,
połyskujący gołymi, białymi łydkami, z długimi, sterczącymi na wszystkie strony jak po porażeniu piorunem, długo niemytymi włosami, pan Jan, sąsiad z pierwszego piętra.
- Ty to masz sąsiadów!
-
On akurat bardzo wykształcony, wykładowca na Uniwersytecie Śląskim.
Jakieś dwa lata temu przeszedł na emeryturę i zapadł był chyba na
depresję i alkoholizm, bo zaniedbał się straszliwie. No wypisz wymaluj
Baba Jaga. Tylko miotłę wręczyć, a usiadłby
okrakiem i poszybował w przestworza.
- Wyobrażam sobie.
- Wierz
mi, że rzeczywistość przerosłaby Twoje wyobrażenie. Gdyby zamiast mnie
drzwi otworzyło kilkuletnie dziecko, padłoby na zawał i wylew
jednocześnie, z wrażenia, że ujrzało na progu Babę Jagę we własnej jej osobie.
- Na szczęście nie masz dzieci.
- O ty! Co znaczy „na szczęście”?!
- Że nie masz.
-
No faktycznie, nie mam. Co do pana Jana podejrzewam, że mogło mu się
zapomnieć zapłacić rachunki za prąd i mu chwilowo odcięli. Wyobrażam
sobie, jak upiornie musi wyglądać w swoim ciemnym mieszkaniu siedząc
jedynie przy blasku świecy…
Moja życiówka i zapowiedź książki
56 minut temu