31 lipca
Futro z szynszyli
10 lipca
Bonnie
Jako dzieciak uwielbiałem tę piosenkę, znałem melodię na pamięć a słowa zmyślałem, udając, że śpiewam po angielsku. Nikt z mojego otoczenia i tak angielskiego nie znał, więc choć co do moich lingwistycznych umiejętności byli sceptyczni, śpiewanie tej piosenki z Bonnie "po angielsku" mi uchodziło. Wyczytałem właśnie, że zmarło się biedaczce dwa dni temu. Niech jej się fajnie śpiewa, gdziekolwiek jest....
30 czerwca
Konie zielone
Wpadła na mnie dziś przypadkiem na YouTube ta piosenka. I zatkało mnie na moment, skąd Wielki Algorytm wiedział, że ją znam...
Nigdy nie byłem harcerzem, ale słyszałem tę piosenkę i pamiętam ją do dzisiaj z ogniska zorganizowanego przez Szarookiego i jego najbliższych przyjaciół. Szarooki, były harcerz i oazowiec, będąc w nastroju ogniskowym złapał za gitarę i wykonał tę piosenkę. Zrobiło to na mnie wrażenie, bo nie spodziewałem się, że potrafił tak ładnie śpiewać. Konie zielone przebiegły galopem i spod ich kopyt wytrysnęły kwiaty śpiewał swoim ciepłym barytonem. To jedno z tych wspomnień, które pozostały tak żywe, jakby dopiero co się wydarzyły...
A dziś mija kolejny rok. Piętnaście ich już minęło. Być może nawet bym o tym nie pomyślał, gdyby nie to przypadkowe spotkanie z piosenką na YouTube, które przywołało wspomnienie. Uśmiechnąłem się, pomimo, że serce ścisnęło się na chwilę...
19 czerwca
Odblask
Włożyłem dziś szorty po raz pierwszy tego roku. Wychodząc minąłem w przedpokoju szafę z lustrzanymi drzwiami i biel moich fajnych nóg oślepiła błękit oczu mych. Dobrze, że miałem okulary przeciwsłoneczne, bo by mi rogówkę wypaliło...
26 maja
Dziadek
Mój dziadek nie żyje już od wielu lat. Jemu zawdzięczam nauczenie się czytania i pisania w wieku 5 lat. Nie, nie nauczył mnie. Słuchał "Wolnej Europy" i czytał 'Gazetę krakowską' za komuny, mrucząc półgłosem swoje komentarze i czasem śmiejąc się z tego co czytał. Pamiętam "Głupie komuchy" i "Durne kacapy". Intrygowało mnie to, więc dopytywałem go o to co czyta, odpowiadał mi, że za mały jestem, ale jak będę większy i pójdę do szkoły, to nauczę się czytać i sam sobie przeczytam. Uznałem, że nie będę czekał, więc nauczyłem się. Sam. Dziadek był pod wrażeniem, jak się wydało. Przeczytałem tytuł jednego z artykułów. Dziadek nie zauważył. Potem następny, dziadek popatrzył na mnie podejrzliwie, odwrócił kartkę, wskazał bez słowa tytuł, przeczytałem bez zająknięcia, potem następny. Zapadło długie milczenie, po czym dziadek powiedział "On czyta". W kuchni, w której prócz mnie i dziadka był jeszcze mój wujek i matka, zapadła cisza. Moja matka po chwili milczenia, powiedziała lekko wstrząśnięta: "Ale jak to czyta?", dziadek odpowiedział: "No normalnie. Czyta". Był dumny, widziałem to. Parę lat później, kiedy zdarzyło mi się zaśpiewać piosenkę na szkolnym apelu, dziadek specjalnie przyszedł do szkoły, żeby posłuchać. Uśmiechał się do mnie z daleka dodając mi odwagi. Zaśpiewałem ładnie, coś o żołnierzach i dniu zwycięstwa. Widziałem, jak powiedział do jednego z rodziców, który stał obok niego "To mój wnuk". Niedawno minęło 35 lat od jego śmierci...
21 maja
Nasza Stasia
09 maja
3:03
29 sierpnia
18 lipca
28 czerwca
Kosmos
Media rozedrgały się w konwulsjach sensacji, że Polak w kosmosie, a ja zupełnie nie rozumiem tego podniecenia. bo czym się tu ekscytować skoro połowa narodu wystrzelona w kosmos?
17 maja
Jak z Warszawy
Miejsce akcji: Lidl. Chłodziarka z masłami. Wśród nich masło w promocji. Na przeciwko starsze małżeństwo wpatruje się uważnie w półkę, próbując namierzyć to promocyjne.
Sięgnąłem i wziąłem trzy kostki. W tym momencie starszy pan odezwał się do mnie:
– Czy to jest to masło w promocji?
– Tak, proszę pana, to właśnie to masło.
– Dzięki, bo tak się z żoną zastanawialiśmy, które to.
– A proszę bardzo – uśmiechnąłem się.
– Pan jest Ślązakiem? – zapytał z ciekawością.
– Nie, proszę pana, jestem tu napływowy.
– Tak myślałem, bo inteligencja i polszczyzna jak z Warszawy.
– A dzięki, bardzo pan miły.
Kurtyna.
13 marca
19 grudnia
15 grudnia
Duch świąt
Na przyosiedlowej łączce doszło dzisiejszego poranka do incydentu na wysokim sąsiedzkim szczeblu. Otóż jeden sąsiad z psem zwyzywał drugiego, również z psem, od debilów z powodu nie zebrania przez tegoż świeżo pozostawionego psiego szczęścia. Do rękoczynu nie doszło. Ludziska czują ducha świąt znaczy.
27 listopada
Halloween
- U mnie w bloku straszy!
- A tam, bzdury opowiadasz!
- No mówię Ci. Straszy w windzie i czasem na klatce schodowej.
- To siedź w domu!
-
Siedziałem, ale to nie pomogło, bo straszydło załomotało do moich
drzwi. Nie spodziewając się niczego złego otworzyłem i…. oniemiałem.
Straszydło albowiem wręczyło mi telefon z ładowarką i uprzejmie
poprosiło o naładowanie telefonu. Kiedy wciąż nie mogąc wydobyć z siebie
głosu posłusznie podłączałem telefon do gniazdka w przedpokoju,
straszydło mówiło, że jedyne dostępne gniazdko mu się w mieszkaniu
zepsuło, a resztę ma zasłonięte meblami, dlatego musi mnie o to prosić…
- No i co?
-
No i to, że w tym momencie mnie olśniło, że to nie żaden monster
zmaterializował mi się w progu, a spowity w szarobury szlafrok,
połyskujący gołymi, białymi łydkami, z długimi, sterczącymi na wszystkie strony jak po porażeniu piorunem, długo niemytymi włosami, pan Jan, sąsiad z pierwszego piętra.
- Ty to masz sąsiadów!
-
On akurat bardzo wykształcony, wykładowca na Uniwersytecie Śląskim.
Jakieś dwa lata temu przeszedł na emeryturę i zapadł był chyba na
depresję i alkoholizm, bo zaniedbał się straszliwie. No wypisz wymaluj
Baba Jaga. Tylko miotłę wręczyć, a usiadłby
okrakiem i poszybował w przestworza.
- Wyobrażam sobie.
- Wierz
mi, że rzeczywistość przerosłaby Twoje wyobrażenie. Gdyby zamiast mnie
drzwi otworzyło kilkuletnie dziecko, padłoby na zawał i wylew
jednocześnie, z wrażenia, że ujrzało na progu Babę Jagę we własnej jej osobie.
- Na szczęście nie masz dzieci.
- O ty! Co znaczy „na szczęście”?!
- Że nie masz.
-
No faktycznie, nie mam. Co do pana Jana podejrzewam, że mogło mu się
zapomnieć zapłacić rachunki za prąd i mu chwilowo odcięli. Wyobrażam
sobie, jak upiornie musi wyglądać w swoim ciemnym mieszkaniu siedząc
jedynie przy blasku świecy…
21 sierpnia
Kłos
- Wiejskiego foremki nie ma?
- Skończył się. Ale zwykły wiejski też jest bardzo dobry. Podać?
- Tak, bardzo proszę. Dzisiejszy? - zapytałem, kiedy pani podała chleb już pokrojony, zapakowany w worek.
- Dzisiejszy. Godzinę temu skroiłam. Jak Boga kocham! Nie oszukałabym pana! Jest pan stałym klientem!
Rzeczywiście nie oszukała...
12 czerwca
Dekada
Dziesięć lat temu ukazał się pierwszy post na tym blogu. Oczy przecieram myśląc banalnie o pędzącym czasie. Jestem o dekadę starszy. Czy inny? Trochę tak, choć w środku wciąż mam tyle samo lat. Bardzo rzadko tu zaglądam, ale dziś przypomniałem sobie o tym miejscu i postanowiłem napisać kilka jubileuszowych słów. Był czas, kiedy to miejsce było dla mnie ważne. Dzień zaczynałem od sprawdzenia, czy i co w komentarzach pod moimi postami napisali Czytelnicy i kończyłem często publikacją nowego posta...
Dane mi było w blogosferze zetknąć się z wieloma ciekawymi ludźmi, o wielkiej wrażliwości i empatii. Jestem za to doświadczenie wdzięczny. Żałuję, że ich blogi zamilkły, choć rozumiem, że stało się tak, bo spełniły swoją rolę i ich Autorzy po prostu ruszyli dalej realizować się w inny sposób. Mam nadzieję, że wszyscy Oni miewają się dobrze.
Udało mi się tu zrobić coś dobrego. Dać wsparcie. Uszczęśliwić Szalonego Marcina konsolą wraz z Grupą Szalonych Mikołajów.
Udało mi się tu zrobić coś złego. Zranić dobrego człowieka.
09 czerwca
Równowaga
Zrobiłem dziś na obiad curry z kurczaka. Wyszło obrzydliwe. Trafiło do kibla. Na pociechę zamówiłem pizzę. Była pyszna. Trafiła do brzuszka. Jest jednak jakaś równowaga we wszechświecie...
04 maja
Wersal
- Tak. Złote a skromne...
- No tu chyba nie do końca jest złoto...
- Złoto. Do renowacji użyte było złoto w płatkach. Pańcio sprawdzał niedawno czy apartament królowych został już udostępniony do zwiedzania po renowacji i dowiedział się, że szczere złoto kładli w płatkach.
- Udostępnione są ale dawno nikt tam nie spał bo pełno kurzu.
- Trudno o dobrą służbę w tych czasach zepsucia. Za to w czasach Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej nie było nawet szans, żeby kurz na łoże opadł, bowiem było ono eksploatowane nader intensywnie. Ludwik w łożu owym spłodził dziesięcioro dzieci, więc było regularnie trzepane hahahaha. Ale nie o tym. Jak już obejrzałeś, spakuj wszystko i przywieź - rozpakujemy w Katowicach, na pewno się u Ciebie na ogródku zmieści. Wyobrażam sobie te dzikie tłumy Azjatów kotłujących się u wejścia na posesję i Twoją apodyktyczną matkę usiłującą nad tym szturmem turystów zapanować...
[Kurtyna]
02 kwietnia
Siódme niebo
Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmierzona.
Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i zaczęło się siódme niebo.
Konstanty Ildefons Gałczyński – Siódme niebo (1945)
____________________
Od tamtego dnia mijają dzisiaj dwie dekady...