16 lutego

Pomroczność jasna Lichockiej.

Pomroczność jasna Lichockiej.
W czwartek Sejm głosował nad ustawą dotyczącą dodatkowych pieniędzy dla publicznej telewizji. Opozycja chciała te 2 mld zł przeznaczyć na dofinansowanie onkologii, więc nikt nie wstrzymał się od głosu. Jak było do przewidzenia telewizja te pieniądze dostanie, więc naród dalej będzie mógł radować się propagandą oraz najwyższej klasy kulturą. Posłanka PiS Joanna Lichocka po wygranym głosowaniu pokazała opozycji środkowy palec, zapisując się na zawsze w historii polskiego parlamentaryzmu, choć najpewniej nie tak, jakby chciała. Moja nieżyjąca już od lat ciotka, osoba wielkiej prawości, widząc takie publiczne kompromitacje zwykła mawiać: „Jak kogoś Pan Bóg chce pokarać, to mu rozum odbiera”. Tak, jak pani posłance. Mam wrażenie, że doceniając jej arogancję i pychę uczynił ją w tej utracie rozumu chroniczną, bowiem zamiast przeprosić za swoje zachowanie, brnie ona w żenujące tłumaczenia, jeszcze bardziej się pogrążając... 
Prezes Kaczyński swoim "Won!" uchylił drzwi, pani Lichocka fakulcem zaś przetarła część szlaku ku dnu. Co będzie dalej? Plucie, wyzwiska i rękoczyny?

02 stycznia

O odpadnięciu

O odpadnięciu
Ręce mi odpadły w wyniku dwuipółgodzinnego odkopywania auta i podjazdu spod śniegu. Nie, nie napadało dużo, ale tak zawiewało, że porządnie zasypało auto i podjazd. Odwalając łopatologicznie śnieżną hałdę myślałem sobie, że jest w tym jakaś złośliwość, żeby właśnie na tych strategicznych dziesięciu metrach podjazdu tyle śniegu się zebrało, choć niemal wszędzie indziej zaledwie dziesięcioma centymetrami ziemię pokryło. Złośliwość wymierzona we mnie, żeby mnie rąk pozbawić. Nie od razu jednak te ręce mi odpadły i nic ich odpadnięcia nawet nie zwiastowało. Odkopałem się z zasp, objechałem do centrum mojego grajdoła na zakupy i z powrotem, spędziłem miłe popołudnie i wieczór, by w końcu pójść do łóżka spać, normalnie jak człowiek,  mając ręce, obudziłem się już jednak bez nich, bo wzięły i odpadły mi we śnie. Zastanawiasz się zapewne drogi Czytelniku, jak to możliwe, że nie mając rąk publikuję tego posta. Ano normalnie. Tak jak jednej nocy ręce odpadły, tak następnej odrosły. Cuda. Ech…

31 grudnia

2020

Odchodzisz dzisiaj
sam nie wiem
czy na Twoją cześć i pamięć
w powietrze polecą miliony
czy raczej na radość
tego co kryje w sobie nowy
rozbłysną światła
na czarnym niebie
jakby nie było
czy chcę czy nie chcę
pożegnać się muszę
i przywitać natychmiast
nawet jeśli wiem
że w oczy zagląda mi
znowu tajemnica

Piotr Brais

Oby Nowy Rok był dla nas wszystkich łaskawy, zdrowy i spokojny. Wszystkiego dobrego!

24 grudnia

Dobrych Świąt

Dobrych Świąt
Drogi Czytelniku
Niech te Święta przyniosą Ci radość i odpoczynek,
a Nowy Rok energię do sięgania po to,
co dla Ciebie najcenniejsze!
Spokojnych, radosnych Świąt!


21 grudnia

Przedświątecznie

Przedświątecznie
Sąsiadka z naprzeciwka zagoniwszy swoje dwie córki oraz małżonka do roboty, spełniła obowiązek umycia wszystkich swoich trzech okien na Święta, po czym opadła na kanapę umęczona nadzorowaniem. Symultaniczne, doskonale zsynchronizowane, niemal baletowe ruchy myjących były tak hipnotyzujące, że nieomal byłbym się przyłączył i pyknął moje trzy okna. W ostatniej sekundzie, kiedy już prawie całkowicie rozum mi odbierało, w drodze do łazienki po płyn do mycia szyb poraziła mnie myśl, że Święta spędzam w górach, więc z obowiązku jestem zwolniony, a poza tym szyby mam czyste. Prawie. Świadomość ta pozwoliła mi strząsnąć z siebie pokusę…

20 grudnia

Anomalia

Dzisiaj w Katowicach było 17 st. C. Na plusie. Pani Zosia tę anomalię uznałaby za widomy znak zbliżającej się nieuchronnie kary boskiej na zepsuty świat, a już na pewno na tę jego część, która nie podziela jej entuzjastycznego poparcia dla formacji politycznej obdarowującej trzynastą emeryturą oraz do hierarchii kościoła katolickiego. Dla porządku dodam, że owa zdegenerowana część świata złożona jest z ateuszy, gejów, lesbijek, tudzież innych zwyrodnialców. No i Trzaskowskiego, który jest podpadnięty u pani Zosi nawet bardziej niż ateusze, geje i lesbijki w kupę wzięci, odkąd gorszy warszawskie nielaty edukacją seksualną…

24 listopada

Maja

Maja

Wokalistka, która śpiewa tę piosenkę z plażą nad Wisłą w tle, potrzebuje pomocy. Cierpi od najmłodszych lat na poważne, zagrażające życiu problemy z kręgosłupem. Do zbioru swoich doświadczeń wlicza osiemnaście przebytych operacji, śruby wkręcane w czaszkę, niezliczenie długą listę dolegliwości, ból. W wieku dwudziestu lat przeszła operację, która miała być ostatnią. Teraz ma dwadzieścia cztery lata i okazało się, że metalowy pręt, który podtrzymywał jej sylwetkę, jest pęknięty. Wykrzywiony kręgosłup nie pełni swojej funkcji, nie utrzymuje torsu, który opada pod własnym ciężarem i miażdży narządy wewnętrzne.

Wiecie, to jedna z tych historii, gdy lekarze w Polsce rozkładają bezradnie ręce i nie obiecują zbyt wiele. Może przeżycie, ale zdrowia i sprawności na pewno już nie. Dostępne za granicą leczenie, w tym przypadku w Nowym Jorku, kosztuje niebotyczne pieniądze. Dwa i pół miliona dolarów, w złotówkach to pięć i pół miliona za możliwość zwykłego, normalnego funkcjonowania na co dzień. Takiego funkcjonowania, które większość z nas dostała zupełnie za darmo.

Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje osoba, która od ponad miesiąca nie wychodzi z domu, leży w łóżku, prawie się nie podnosi z bólu i lęku, by nie przygniotło jej jej własne ciało, a pęknięty pręt nie przebił któregoś z narządów. Nie może przecież uciec w żadne działanie, by choć na chwilę zapomnieć o swojej sytuacji. Nie wiem, jak ona utrzymuje równowagę psychiczną w oczekiwaniu na to, aż dobrzy ludzie uskładają pieniądze na jej operację. Takie oczekiwanie wyobrażam sobie jako ogromną torturę. Proszę, >>wpłaćcie datki<< na zbiórkę dla Mai, żeby nie musiała aż tyle czekać. I żeby miała szansę, by przeżyć i podnieść się z łóżka na własnych nogach.*
_______________________

17 listopada

Oskarżam


Polityka

Ignacy Dudkiewicz 15 sierpnia 2019

Oskarżam Kościół rzymskokatolicki w Polsce – czyli mój Kościół – oraz jego przywódców o to, że swoimi działaniami i zaniechaniami doprowadzili do eskalacji nienawiści wobec osób LGBT+.

Nie czas już na miłe słowa i miarkowanie się w ocenach. Nie czas na uniżone listy do biskupów sformułowane tak, by przypadkiem ich nie urazić i nie zmieścić w nich jednego mocniejszego słowa. Nie czas na prośby o opamiętanie. Dziś potrzeba oskarżeń. I choć nawiązania do słynnego listu Emile’a Zoli „Oskarżam…!” w ostatnich latach spowszedniały i straciły na sile, to nie widzę lepszej formuły na wyrażenie tego, co noszę w myślach i sercu po wydarzeniach z Marszu Równości w Białymstoku.

A zatem: ja, praktykujący rzymski katolik, redaktor naczelny czasopisma odwołującego się do katolickich wartości, członek zarządu katolickiego stowarzyszenia, wieloletni wychowawca młodzieży oraz ministrant, heteroseksualny mężczyzna i mąż, oskarżam Kościół rzymskokatolicki w Polsce – czyli mój Kościół – oraz jego przywódców o to, że swoimi działaniami i zaniechaniami doprowadzili do eskalacji nienawiści wobec osób LGBT+. Oskarżam, że legitymizują przemoc i nie przeciwstawiają się jej w adekwatny do sytuacji sposób. Oskarżam, że uczestniczą w nagonce. Oskarżam wreszcie, że nie czynią tego w trosce o „chrześcijańskie wartości”, lecz o własny los i w obronie swoich interesów.

Licznych biskupów, księży i świeckich mojego Kościoła oskarżam o łamanie Dekalogu. Oskarżam ich o to, że – niepomni przykazania „Nie zabijaj” – ranią naszych braci i siostry LGBT+ słowami, obelgami, inwektywami oraz sankcjonują stosowanie wobec nich przemocy poprzez wzywanie do walki i konfrontacji. Oskarżam o to m.in. bp. Edwarda Frankowskiego, który mówił, że „nadszedł czas walki” i posługiwał się metaforą potopu. Tę samą metaforę przywołał choćby bp Ignacy Dec, porównując działania środowisk LGBT+ do „potopu szwedzkiego czy bolszewickiego”. Oskarżam o to abp. Tadeusza Wojdę, który przed Marszem Równości w Białymstoku, zamiast tonować i tak ogromne emocje, podgrzewał je swoją odezwą. Oskarżam ich więc o to, że angażują polski Kościół w wojnę (i ją rozpętują), zamiast nieść pokój.

Oskarżam ich, że nie odróżniają postulatów czy idei głoszonych przez środowiska osób LGBT+ od nich samych. Że – wbrew nieustającym i, jak widać, pełnym hipokryzji zapewnieniom o odróżnianiu „grzesznika” i „grzechu” – niszczą człowieka.

Równie licznych przedstawicieli Kościoła oskarżam o łamanie przykazania zakazującego mówienia fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Oskarżam m.in. ks. Dariusza Oko (oraz tych, którzy od lat udzielają mu łamów, sal i czasu na konferencjach) o szerzenie jawnych kłamstw i pomówień względem osób LGBT+, które nie znajdują oparcia w faktach i badaniach naukowych. Oskarżam wielu biskupów, księży, katolickich publicystów i wiernych – w tym przewodniczącego polskiego episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego – o tworzenie kłamliwych konotacji między pedofilią a orientacją homoseksualną. Oskarżam ich o ignorowanie wyników badań oraz wniosków formułowanych w raportach pisanych na zlecenie państw oraz samego Kościoła. Oskarżam ich o niechęć do współpracy z ekspertami i ekspertkami z zakresu psychologii i seksuologii, niechęć do edukacji i zwiększania świadomości społecznej na temat podejmowanych przez siebie zagadnień. Część z nich oskarżam także o ignorancję i brak jakiejkolwiek staranności w zajmowaniu się tematem sytuacji osób nieheteronormatywnych. Oskarżam o to abp. Wojdę, który w swojej odezwie nie potrafił nawet prawidłowo rozwinąć skrótu LGBT.

Oskarżam ludzi polskiego Kościoła, że nie realizują nawet niekonkretnych i rozmytych wskazań Katechizmu Kościoła Katolickiego nakazujących traktować osoby LGBT+ „z szacunkiem i delikatnością”.

Polskich biskupów oskarżam o tworzenie fałszywej symetrii między mniejszością – jaką są osoby LGBT+ codziennie mierzące się z dyskryminacją i wykluczeniem – a dzierżącą polityczną, symboliczną i kulturową władzę większością, jaką są w Polsce katolicy. Znaczącą część hierarchów oskarżam także o pójście krok dalej i sugerowanie, że to owa mniejszość uciska większość, a katolicy są w Polsce prześladowani. Oskarżam ich więc o brak wrażliwości na cierpienia naszych braci i sióstr LGBT+ oraz – jednocześnie – rzeczywiście prześladowanych katolików i katoliczek na świecie. Oskarżam o niewspółmierne (a niekiedy kłamliwe) reagowanie na działania wymierzone w Kościół i ludzi wierzących przy braku reakcji na krzywdzące słowa i akty przemocy wobec osób LGBT+ ze strony ludzi Kościoła. Oskarżam o to m.in. abp. Marka Jędraszewskiego, który zauważa „hejt i mowę nienawiści” wobec Kościoła, a słowem nie zająknie się o codziennym lżeniu i opluwaniu osób LGBT+.

Oskarżam wspomnianego bp. Frankowskiego, który mówił: „Już dłużej cofać się nie możemy i nie będziemy”, nie zauważając, że to osoby LGBT+ są w Polsce pod nieustanną presją ze strony m.in. władz politycznych. Oskarżam raz jeszcze bp. Deca, który straszył, mówiąc: „W Europie nie ma dziś, przynajmniej na razie, gilotyny i więzień dla wyznawców Chrystusa” (podkreślenie własne). Oskarżam abp. Sławoja Leszka Głódzia, który twierdził: „Znaleźliśmy się pod ostrzałem nihilistycznych ideologii”, słowem nie komentując ostrzału z kostki brukowej, kamieni i petard, jaki urządzili swoim współobywatelom i współobywatelkom bandyci w Białymstoku (a wcześniej w innych miastach), z których część trzymała różańce w rękach. Oskarżam go, który powiedział: „Kościół staje pod pręgierzem laickich, libertyńskich i kosmopolitycznych środowisk”, a nie stanął w obronie mężczyzn i kobiet, w tym dzieci, bitych na białostockich, i nie tylko, ulicach.

Oskarżam ludzi polskiego Kościoła o ślepotę i brak wyobraźni, o niewyciąganie wniosków z wydarzeń, które w ostatnich latach miały miejsce m.in. w Lublinie, Rzeszowie czy Częstochowie, gdzie pokojowi manifestanci i manifestantki byli atakowani przez przeciwników z religijnymi hasłami na ustach. Oskarżam ich o brak odpowiedniej reakcji na wzywanie imienia Pana Boga w imię agresji, przemocy i nienawiści, na przeplatanie modlitw wulgarnymi okrzykami. Nie są taką reakcją słowa wypowiadane wyłącznie post factum i wielokrotnie okraszone różnorakim „ale”.

Oskarżam o bezczynność wobec wznoszonych na jasnogórskich wałach haseł mówiących o „śmierci wrogom ojczyzny”. Paulinów, gospodarzy klasztoru jasnogórskiego, licznych biskupów oraz księży w całej Polsce oskarżam o błogosławienie osobom wznoszącym takie okrzyki, o bierność wobec zjawiska rosnącej w siłę skrajnej prawicy, w tym prawicy neofaszystowskiej, oraz wobec jej skłonności do odwoływania się do chrześcijaństwa i Boga. Oskarżam ich więc o zaniechanie niezbędnych działań w celu ochrony ludzkiej godności i pokoju społecznego. Oskarżam ich tym samym o hipokryzję, gdy na ochronę tej godności i pokoju społecznego się powołują. Oskarżam o to choćby bp. Deca, który raczył przestrzegać („Jakże łatwo, ale też jakże niebezpiecznie jest przeciwstawić człowieka drugiemu człowiekowi!”), prosić („prosimy, aby każdy zamyślił się chociaż przez chwilę nad zgodnością swojego działania z Ewangelią”) oraz pouczać („Kto antagonizuje i rozpala emocje, ten nie służy Bożej sprawie”), nie realizując własnych wskazań.

Oskarżam ludzi polskiego Kościoła – licznych księży i biskupów – o niszczenie rodzin poprzez wspieranie homofobii, w imię której rodzice wyrzucają z domu swoje dzieci, odcinają się od nich, zrywają z nimi relacje. Oskarżam ich o współtworzenie atmosfery, w której osoby odkrywające swoją nienormatywną orientację seksualną lub tożsamość płciową boją się powiedzieć o tym swoim najbliższym, przez co nieumyślnie i bez własnej winy krzywdzą siebie i innych. Oskarżam katolickich aktywistów i kapłanów o promowanie szalbierczych „terapii” homoseksualizmu.

Polski episkopat i jego przywódców oskarżam o to, że uczestniczy w nagonce na osoby LGBT+, nie zważając, że grają w sztuce rozpisanej przez kogo innego – czyli przez polskie władze. Oskarżam ich, że kolejny raz pozwalają na instrumentalizację chrześcijańskiej wiary i Ewangelii w imię politycznych interesów konkretnej partii – rzekomo broniącej katolickiej moralności – której prezes wznosi okrzyki („Ręce precz od naszych dzieci”) obliczone wyłącznie na zysk polityczny i konflikt społeczny.

Ten sam episkopat i tych samych przywódców – zwłaszcza abp. Gądeckiego i Jędraszewskiego oraz bp. Artura Mizińskiego – oskarżam o to, że bagatelizują kryzys Kościoła związany z ujawnieniem skali przestępstw seksualnych dokonywanych przez księży oraz ukrywania tych zbrodni przez przełożonych, spośród których niektórzy wciąż pełnią zaszczytne funkcje w polskim Kościele. Oskarżam ich, że uczestnictwo w atakach na społeczność LGBT+ jest sposobem na zwekslowanie winy i znalezienie kozła ofiarnego, na którego będzie można przerzucić odpowiedzialność za przewiny swoje, swoich znajomych, podwładnych oraz całej instytucji, którą się reprezentuje. Oskarżam ich więc o cynizm i podłą grę, której ofiarami są osoby LGBT+.

Wielu innych biskupów, którzy nie zabierają głosu w tych sprawach, oskarżam o kunktatorstwo, którego dali wyraz, wybierając ponownie na stanowiska kierownicze w episkopacie hierarchów, którzy nie sprawdzili się jako przywódcy na trudne czasy. Biskupów, którzy chwilę później skompromitowali się podczas niesławnej konferencji prasowej, na której rozmywali winę Kościoła za ukrywanie przestępców w sutannach.

Biskupów, którzy rozumieją powagę sytuacji, chcą rozliczyć winy ludzi Kościoła, a także nie godzą się na przerzucanie odpowiedzialności za nie na innych, tych, którzy nie akceptują obrażania, obrzucania obelgami i kalumniami osób LGBT+ oraz instrumentalnego podgrzewania atmosfery, oskarżam o tchórzostwo. Oskarżam o nie biskupów, o których mówimy jako o „progresywnych” czy „umiarkowanych”, którzy również piastują ważne funkcje w polskim Kościele i zarządzają dużymi diecezjami, a nie potrafią zebrać się na odwagę wypowiedzenia kilku słów niezbędnego sprzeciwu wobec zła, w którym udział mają ich bracia w biskupstwie i kapłaństwie. Oskarżam – powtarzając za Szymonem Hołownią – że „ci z naszych biskupów, którzy mają serce, nie mają niestety za grosz odwagi. Ci, którzy odwagę mają, najczęściej nie mają serca”. O tchórzostwo oskarżam również licznych księży, którzy – nie godząc się na to, co się dzieje – nie dadzą temu wyrazu publicznie. O to samo tchórzostwo oskarżam katolickich publicystów i publicystki, a nawet całe środowiska, które zbyt długo dojrzewały – lub wciąż dojrzewają – do realizacji podstawowego moralnego wymogu, jakim jest stawanie w obronie bitych, opluwanych i wyszydzanych.

Oskarżam polski Kościół o błędne rozeznawanie priorytetów i spraw wymagających największej uwagi. Oskarżam nas o to, że grzmimy nie w tych sprawach, w których trzeba. Oskarżam nas o bierność wobec faszystowskich ruchów, które przenikają do naszej wspólnoty. Oskarżam nas o niewystarczające działania mające na celu przeciwstawienie się rasizmowi i ksenofobii. Oskarżam – jak ks. Kazimierz Bem – o to, że spędzamy kolejne dekady na obsesyjnym czytaniu tych cytatów z Biblii, w których można dostrzec jakikolwiek związek z negatywną oceną zachowań nieheteroseksualnych, zamiast uważnie czytać te, które mówią chociażby o pomocy uchodźcom. W tym samym zaś czasie liczba tych ostatnich na świecie nigdy nie spadła poniżej 10 mln.

Oskarżam przedstawicieli polskiego Kościoła, że nie są również na co dzień otwarci na konkretne osoby LGBT+ i otoczenie ich duszpasterską opieką, do której, jeśli jej pragną, mają prawo jak każdy człowiek szukający Boga. Oskarżam polski Kościół o restaurowanie konserwatywnych wzorców, bez oglądania się na współczesną teologię czy biblistykę. Oskarżam polski świat katolicki o duszenie w zarodku dyskusji na temat katolickiego podejścia do osób nieheteronormatywnych. Oskarżam animatorów grup młodzieżowych, duszpasterzy, liderów wspólnot o wykluczanie z naszego Kościoła osób LGBT+, gdy te ujawnią swoją tożsamość. Oskarżam więc o utrudnianie im drogi do sakramentów, Boga i wzrastania w wierze. Oskarżam o krzywdzenie ich odrzuceniem i napiętnowaniem. Oskarżam polski Kościół, że udaje, że nie wie, że wśród katolików i katoliczek są osoby nieheteronormatywne. Oskarżam bp. Deca – i wielu innych polskich biskupów sprzeciwiających się w ostrych słowach regulacji związków partnerskich w prawie cywilnym – o brak elementarnej otwartości na zapewnienie poszanowania praw osób LGBT+. Otwartości, którą wykazało wielu hierarchów katolickich w Europie i na świecie, popierających podobne rozwiązania.

Tak, polscy katolicy i katoliczki, księża i biskupi – my wszyscy, choć w bardzo różnym stopniu – mamy krew na rękach. Mamy na rękach krew Milo, która w maju tego roku skoczyła z mostu, nie mogąc wytrzymać tego, co spotyka ją w Polsce. Mamy na rękach krew innych osób LGBT+ – nastolatków i osób dorosłych – które popełniły samobójstwo w wyniku zaszczucia, również w szkole. Mamy na rękach krew płynącą z rozbitych kamieniami głów, z podbitych oczu, rozciętych łuków brwiowych, odartych ze skóry kolan i łokci. Mamy na rękach krew pobitych, ale odpowiadamy także za krzywdę, której nie widać gołym okiem, a która jest udziałem osób LGBT+ za każdym razem, gdy słyszą kolejne kłamstwo na swój temat, gdy są wykluczane, gdy mówi im się, że nie ma dla nich miejsca w danym środowisku, społeczności, w Polsce, w Kościele, gdy są obrażane i zastraszane, gdy mówi się, że są zagrożeniem dla dzieci, że są gwałcicielami nieletnich i pedofilami, gdy ich tożsamość nazywa się dewiacją, chorobą, zboczeniem czy efektem ideologii.

Tak, szanowni biskupi, żaden z Was nie rzucił kamieniem w żadnego geja, lesbijkę, osobę biseksualną czy transpłciową. Podobnie jak Szaweł nie rzucił kamieniem w św. Szczepana, gdy inni – w imię religijnego fundamentalizmu – to czynili. Dziś jednak wielu z Was występuje w roli Szawła, u którego stóp oprawcy złożyli swoje szaty. Trzymacie bandytom płaszcze, nie rozumiejąc lub udając, że nie rozumiecie, co się dzieje.

Nie będę stał koło Was. Moje miejsce – jako chrześcijanina – jest u boku tych, w których stronę leci kamień. Kamień, który leci także z powodu Waszych słów i Waszej bezczynności.

Ignacy Dudkiewicz

Bioetyk i dziennikarz, redaktor naczelny magazynu „Kontakt” (www.magazynkontakt.pl), członek zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. Wieloletni wychowawca młodzieży w Sekcji Rodzin KIK. Specjalizuje się w tematach bioetyki, Kościoła, aktywności społecznej, bezdomności i wykluczenia społecznego.

06 listopada

"Opowiadania bizarne"

Jeden z komentarzy, który pojawił się pod fragmentem audiobooka "Opowieści bizarnych" Olgi Tokarczuk na youtubie, rozbawił mnie tak, że nie mogłem przejść koło niego obojętnie:

Rudolf Holletzek (prawy Polak): 

Cóż - następny żołnierz w służbie szatana
przeciw Polsce i Polakom.
Wniosek?
Żołnierz szczególnej rangi - bo "nobilitowany" Noblem - więc może zająć miejsce wśród wcześnie "nobilitowanych" Noblem - antypolskich kanalii


Adam Madulski (wykształciuch, gorszy sort i element stracony, bo gej - tu, jak mniemam, Rudolf Holletzek, jak przystało na prawego Polaka, zemdlał ze zgrozy):

Nobilitowane Noblem kanalie: Maria Skłodowska-Curie (baba-wykształciuch w naukach ścisłych, element niewierzący, emigrantka, która - o zgrozo - przybrała nazwisko cudzoziemskiego męża, zdradzając tym samym swój kraj ojczysty - to, że jeden z odkrytych nowych pierwiastków nazwała Polonem jej nie usprawiedliwia!), Henryk Sienkiewicz (kłamliwie miejsce akcji "Quo vadis" umieścił w starożytnym Rzymie, a przecież powszechnie wiadomym jest fakt, że Św. Piotr przechodził przez okolice Wąchocka, jak usłyszał te słowa), Władysław Reymont (zboczeniec imputował zdrowej, chłopskiej tkance puszczalstwo i brak dla tego puszczalstwa tolerancji, a przecież wiadomo, że puszczalstwa nigdy na wsiach nie było, więc i potrzeba tolerancji się nie wykształciła - co wiele tłumaczy),  Czesław Miłosz (dostał Nobla i nigdy nie zostanie mu to zapomniane ani wybaczone!), Lech Wałęsa (przeskoczył przez płot zamiast przejść, jak normalny człowiek, przez furtkę- niewybaczalna ostentacja!), Józef Rotblat (nazwisko podejrzane!), Wisława Szymborska (baba-poetka, niewierząca - znaczy kanalia!), no i ta straszna Olga Tokarczuk, która ośmiela się twierdzić w swoich opowiadaniach, że chłody w Polsce trwały pół roku, a przecież wiadomo, że tylko sześć miesięcy (antypolska arcykanalia!), niewierząca (dno kanalizacyjne po prostu!). A ja tak sobie myślę, przeczytawszy "Opowieści bizarne" i będąc w trakcie czytania "Ksiąg Jakubowych", że Tokarczuk zasłużyła sobie na dołączenie do grona nobilitowanych Noblem kanalii.

Jak na razie nie doczekałem się odpowiedzi.

25 października

Someone

Someone

Chodzi dziś za mną ta piosenka. Nie bez powodu...

18 października

Spirala nienawiści

"Sejm Rzeczypospolitej zdecydowanie potępia wszystkie akty nienawiści i pogardy antykatolickiej i wzywa do ich potępienia wszystkie podmioty życia publicznego: państwa i organizacje międzynarodowe, władze publiczne i ośrodki opinii społecznej. Katolicyzm i katolicy są ofiarami notorycznych prześladowań i wrogości w wielu miejscach świata. Mimo to nienawiść antykatolicka nie została do tej pory wprost potępiona, co samo w sobie stanowi wyraz pogardy antykatolickiej. Również w naszym kraju byliśmy w ostatnim czasie świadkami drastycznych aktów nienawiści antykatolickiej (próba zamordowania księdza Ireneusza Bakalarczyka) i pogardy antykatolickiej (profanacje w czasie ostatnich manifestacji politycznego ruchu homoseksualnego). Wszystko to świadczy o potrzebie jednoznacznego nazwania i potępienia wszystkich tych przejawów wrogości wobec ludzi i wspólnot, które mają prawo do pokoju społecznego, poszanowania swej godności i bezpieczeństwa.".

Uchwała Sejmu RP podjęta wczorajszym wieczorem (link).

Wstrząsające jest to, że reprezentanci Narodu, mający dbać o bezpieczeństwo WSZYSTKICH obywateli nawołują do pogromu. Straszne jest to, że inicjatorzy tej uchwały (Piotr Apel, Józef Brynkus, Barbara Chrobak, Paweł Grabowski, Jerzy Jachnik, Tomasz Jaskóła, Norbert Kaczmarczyk, Jan Klawiter, Andrzej Kobylarz, Paweł Kukiz, Andrzej Maciejewski, Robert Mordak,  Stefan Romecki, Łukasz Rzepecki, Tomasz Rzymkowski, Jarosław Sachajko, Krzysztof Sitarski, Paweł Skutecki, Paweł Szramka, Agnieszka Ścigaj, Stanisław Tyszka i Elżbieta Zielińska) uważający się za prawych katolików dają takie właśnie świadectwo swojej religijności i wiary. Dumni z siebie myślą, że są sercem kościoła, kiedy tak naprawdę są jego słupem granicznym, za którym tylko fanatyzm, ciemnota i zabobon. Widzę w tej uchwale również owoc tępego romansu części hierarchii katolickiej z rządzącymi, mającym cynicznie odwrócić uwagę od nierozwiązanego problemu pedofilii (to oczywiste, że KK nie chce pójść drogą wynagrodzenia cierpień ofiar, bo musiałby naruszyć część swoich bogactw) oraz nadchodzącego spowolnienia gospodarczego (rządzący). Jak pokazuje historia, tępe romanse KK z rządzącymi zazwyczaj owocowały nagonkami - na Żydów, na protestantów, na wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób nie byli katolicko normatywni. Nagonka to bardzo efektywny sposób na odwrócenie uwagi społeczeństwa od problemów, które mają pozostać nierozwiązane, zwłaszcza jeśli wcale nie mała część tego społeczeństwa jest niewyedukowana i prezentuje katolicyzm w jego patologicznej, ciemnotowo-zabobonnej wersji. To, że ludzie, którzy mają głosić miłość bliźniego i czynić bliźniemu jedynie dobro, bo taki jest fundament wyznawanej przez nich religii, sieją nienawiść, jest smutnym obrazem kondycji części polskiego katolicyzmu. Boję się myśleć, co może być dalej, bo ta spirala wzajemnej nienawiści (radykalna część ruchu LGBT jest równie zajadle fanatyczna i nietolerancyjna) może przynieść nieszczęście i ktoś może stracić życie. W imię jakich wartości?

05 października

Ożeż ty!

Dowiedziałem się dziś zupełnym przypadkiem, że słowo "ożeż" pisze się przez dwa ż i do tego łącznie, a nie "o żesz", jak dotąd myślałem. Poczułem się tak, jakbym odkrył jedną z tajemnic wszechświata...

04 października

Kanar

- Pan jest kontrolerem biletów? – zapytał starszy pan, podszedłszy do mnie na przystanku tramwajowym.
- Ja? Dlaczego? – zapytałem zaskoczony.
- Tak tylko pytam, bo kiosk zamknięty i nie udało mi się kupić biletu. Pomyślałem, że mógłbym kupić u pana. Gdyby był pan kontrolerem. Ale nie jest pan… - zamilkł nieco speszony.
- No niestety nie jestem. Ale miło mi, że uznał pan, że nadawałbym się – powiedziałem z uśmiechem.
Starszy pan nic już nie powiedział i pośpiesznie oddalił się na drugi koniec przystanku. Wsiadając do tramwaju, który w międzyczasie podjechał, zamyśliłem się głęboko nad tą moją hipotetyczną przydatnością do tego zawodu. Zanim owo zamyślenie miało szansę zaowocować jakąś refleksją, trąciłem dłonią zawieszoną na mojej szyi firmową elektroniczną kartę dostępową, którą noszę na smyczy, żeby nie zgubić i wszystko stało się jasne. ..

03 sierpnia

Tęczowa zaraza

Tak sobie myślę, że skoro już abp Jędraszewski pochylił się z taką troską nad narodem narażonym na skażenie „tęczową zarazą”, powinien przy okazji owego pochylenia zatroszczyć się również o tę jego część, która została skrzywdzona przez kler, wypłacając w swojej diecezji odszkodowania pokrzywdzonym. Jakiż byłby to piękny przykład ewangelicznej miłości bliźniego...

30 lipca

Nagonka

Nagonka
Wiele warszawskich restauracji wywiesiło na swoich drzwiach naklejki "Tu jesteś u siebie, bo miłość nie wyklucza", w reakcji na nalepkę "Strefa wolna od LGBT" dodaną do wydania jednego z prawicowych tytułów. Sąd wydał wyrok zabraniający dystrybucji naklejki „Strefa wolna od LGBT”. Wyrok został zignorowany…

W Szczecinie ksiądz został zaatakowany w zakrystii przez (jak się później okazało) trójkę notowanych już, nietrzeźwych zbirów – został uderzony, poturbowany, oberwał też kościelny. Według Polsat News, na podstawie relacji poszkodowanych, najpierw napastnicy mieli domagać się ornatów i różańców. Mieli chcieć też odprawić mszę ze ślubem - jeden z nich miał się zastanawiać, czy ma przy sobie obrączki. Nieco więcej „światła” na tę sprawę rzuciła telewizja publiczna w programie informacyjnym o 17 informując, że miało dojść do profanacji świątyni, ponieważ ów ślub, którego bandyci mieli udzielać, miał być ślubem gejowskim. Czytałem i oglądałem wypowiedzi zaatakowanego księdza, komunikat kurii szczecińskiej, włączyłem nawet informacje Telewizji Trwam ciekawy, jak oni tę sprawę przedstawią – nie było w nich ani słowa o ślubie gejowskim…

Kilka dni temu Biedroń na spotkaniu przedwyborczym mówił o „zmienianiu oblicza kraju” – Madzia Ogórek zatrzęsła się w telewizji publicznej z oburzenia, bo zdaniem biedaczki naigrawał się ze słów papieża Jana Pawła II, wypowiedzianych przez niego czterdzieści lat temu na Placu Defilad w Warszawie… 

Przy okazji wczorajszego piętnastominutowego obcowania z telewizją publiczną (niestety mama siłą przyzwyczajenia ogląda program informacyjny o 17) odkryłem dlaczego ojciec dyrektor stwierdził onegdaj podczas zlotu swoich bojówek na Jasnej Górze, że telewizja publiczna pokazuje plugastwo. I ja się z nim ten pierwszy i może jedyny raz zgadzam, bo na własne oczy i uszy owego plugastwa doświadczyłem…

29 lipca

Życie polityczne

- Przytoczę taki obrazek obyczajowy, który moim zdaniem dobrze ilustruje to, co się teraz dzieje w polskiej polityce – powiedział onegdaj Gustaw Holoubek poproszony przez "Charaktery" o skomentowanie ówczesnej sytuacji politycznej w kraju. - W jednym z teatrów na próbie Kalina Jędrusik zapaliła papierosa. Na scenie nie wolno palić papierosów. Zbliżył się strażak i powiedział: „Proszę zgasić papierosa, bo tu nie wolno palić”. A Kalina jak Kalina – z wdziękiem odparła: „Odpier… się, strażaku”. I on strasznie się zamyślił, poszedł za kulisy i tam trwał jakiś czas. Potem nabrał powietrza, wrócił na scenę, ale tam już nie było Kaliny, tylko Basia Rylska. On jednak tego nie zauważył, bo oczy zaszły mu bielmem z wściekłości, i krzyknął do Rylskiej: „Ja też potrafię przeklinać, ty k… stara!” Kompletnie zdumiona Basia pobiegła do Edwarda Dziewońskiego, który był reżyserem spektaklu, i powiedziała mu, że strażak zwariował, bo ją zwyzywał bez żadnego powodu. Dziewoński strasznie się zezłościł, poszedł do strażaka i powiedział: „A pan jest ch…!” Przy czym strażak na posterunku też już był inny. Więc tak wygląda życie polityczne w naszym kraju.

29 czerwca

Tsunami

Podnosząc się z kucków wygrzmociłem kością ogonową w komodę z impetem, który w stojącym na niej akwarium wywołał tsunami tak spektakularne, że aż zamieszkująca je welonka sfajdała się z wrażenia. Szczęśliwie komoda, akwarium, welonka i moja część peryferyjna, choć nieco sponiewierane, wyszły z tego zdarzenia bez szwanku.

28 czerwca

Porno

Porno
Czerwone kropki na czarnym tle zainspirowały mnie do sięgnięcia po aparat. Wyszło mi zdjęcie pornograficzne. Niechcący.

18 czerwca

Łąka

Łąka









15 czerwca

Zrozumienie

Mój przyjaciel obwieścił mi niedawno, że drugą połowę sierpnia zamierza spędzić z paczką znajomych na włóczędze po Portugalii.
- Wiesz, wypożyczymy auto i będziemy improwizować – powiedział.
- A powiedz Ty mi, w jakim języku zamierzasz tam improwizować? No bo przecież będziesz musiał porozumiewać się z autochtonami, a włoski podstawowy tam zdecydowanie przydatny nie będzie.
- Jakoś sobie poradzę – odpowiedział optymistycznie.
- Jakoś na pewno będziesz musiał. Może zrób tak, jak robi naród na zagranicznych wczasach.
- Czyli jak? – zapytał ostrożnie.
- Mów po polsku, ale powoli, wyraźnie i głośno, wtedy na pewno zostaniesz zrozumiany.
Obaj parsknęliśmy śmiechem.

12 czerwca

5

Pięć lat temu, w takie jak dzisiejsze upalne popołudnie narodził się ten blog. Przypomniałem sobie o tym wczoraj i przeczytałem go całego od początku. Kilka razy uśmiechnąłem się do siebie, parę razy parsknąłem śmiechem, wiele razy zamyśliłem, ale generalnie podobało mi się to, co czytałem. Myślę, że nie tylko mnie, skoro w ciągu tych pięciu lat odwiedziło mnie niemal dwieście tysięcy Czytelników, co zaskoczyło mnie ogromnie, bo pisząc przede wszystkim dla samego siebie, by wyejakulować swoje myśli i emocje, nie sprawdzałem statystyk. Zetknąłem się w tym czasie z wieloma niezwykłymi ludźmi dryfującymi w odmętach Internetów, doświadczając od nich wsparcia i dobroci, za co jestem im ogromnie wdzięczny. Te znajomości trwają, bo wciąż z zainteresowaniem odwiedzam ich blogi, a oni odwiedzają mój, jak coś nowego w nim się pojawia. Jedna z blogowych znajomości zaowocowała nawet osobistym kontaktem, który trwa od ponad czterech lat, rozwijając się i stając coraz bliższym. Dziękuję H. 

Sporo się u mnie od 12 czerwca 2014 r. zmieniło i niewiele zarazem. Nie wyszedłem za mąż, nie zmieniłem pracy, mieszkania również nie, przybyło mi za to kilka lat, kilka siwych włosów na głowie, kilka kilogramów, również rzeczywistość wokół mnie zmieniła się trochę. Szczęśliwie jednak mogę powiedzieć, że zarówno prywatnie, jak i zawodowo miewam się całkiem nieźle. I oby tak pozostało.

Pięć lat. Kawał życia. Ech… Pisząc „Prolog” nie przypuszczałem nawet, że blog przetrwa tak długo. Lubię to miejsce przez siebie stworzone, więc będę tu wracał...
Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger