Jozsef Szájer, współtwórca węgierskiej ultraprawicowej partii Fides, jeden z najbliższych współpracowników Orbana, współautor ustawy dyskryminującej osoby LGBT, eurodeputowany perorujący w Parlamencie Europejskim o obronie chrześcijańskich wartości, mąż i ojciec, został niedawno przyłapany przez belgijską policję na uczestnictwie w GEJOWSKIEJ orgii. Parlamentarzysta przyznał się i przeprosił za swoje zachowanie. Policja poinformowała, że europoseł został ranny, kiedy uciekał z budynku, zjeżdżając po rynnie. W jego plecaku znaleziono narkotyki. Naczelny węgierski homofob okazał się gejem, a przynajmniej biseksem.
Zupełnie nie interesuje mnie to kto, z kim i jak uprawia seks. Uważam, że to prywatne sprawy dorosłych łudzi. W ogóle mnie to nie obchodzi. Chyba, że dotyczy to członków związków wyznaniowych oraz formacji politycznych roszczących sobie prawa do roli autorytetów moralnych, wyznaczających ludziom standardy moralno-etyczne, jak również do decydowania o tym kto jest moralny, uczciwy, prawy, normalny, a kto nie. Uważam, że mam prawo oczekiwać i żądać, żeby takie osoby stosowały wyznaczone przez siebie standardy skrupulatnie i transparentnie, a nie zachowywały się jak kasta, której one nie dotyczą, bo przeznaczone są jedynie dla maluczkich. Zwłaszcza na naszym rodzimym podwórku, pełnym hipokryzji kościelnej i politycznej.
Dawid Manzheley, który te orgie gejowskie w Brukseli organizuje (a który w Polsce prawdopodobnie poszukiwany jest za oszustwa, więc jego wiarygodność jest wątpliwa) twierdzi, że paru prawicowych posłów z Polski na organizowanych przez niego orgiach bywało. Jeśli tak było w istocie, ochoczo domniemam, że uczestniczyli w nich nie po to, by tarzać się w dekadenckiej, wyuzdanej rozpuście, ale by w misyjnych interwencjach heroicznie bronić tam chrześcijańskich wartości i świadectwem własnych czynów nawracać grzeszników, by sprowadzić ich z drogi występku, ratując ich duszyczki zbłąkane...