19 grudnia

Reklama...

Reklama...

...sprzed wieku.


15 grudnia

Duch świąt

Na przyosiedlowej łączce doszło dzisiejszego poranka do incydentu na wysokim sąsiedzkim szczeblu. Otóż jeden sąsiad z psem zwyzywał drugiego, również z psem, od debilów z powodu nie zebrania przez tegoż świeżo pozostawionego psiego szczęścia. Do rękoczynu nie doszło. Ludziska czują ducha świąt znaczy.

27 listopada

Halloween


- U mnie w bloku straszy!
- A tam, bzdury opowiadasz!
- No mówię Ci. Straszy w windzie i czasem na klatce schodowej.
- To siedź w domu!
- Siedziałem, ale to nie pomogło, bo straszydło załomotało do moich drzwi. Nie spodziewając się niczego złego otworzyłem i…. oniemiałem. Straszydło albowiem wręczyło mi telefon z ładowarką i uprzejmie poprosiło o naładowanie telefonu. Kiedy wciąż nie mogąc wydobyć z siebie głosu posłusznie podłączałem telefon do gniazdka w przedpokoju, straszydło mówiło, że jedyne dostępne gniazdko mu się w mieszkaniu zepsuło, a resztę ma zasłonięte meblami, dlatego musi mnie o to prosić…
- No i co?
- No i to, że w tym momencie mnie olśniło, że to nie żaden monster zmaterializował mi się w progu, a spowity w szarobury szlafrok, połyskujący gołymi, białymi łydkami, z długimi, sterczącymi na wszystkie strony jak po porażeniu piorunem, długo niemytymi włosami, pan Jan, sąsiad z pierwszego piętra.
- Ty to masz sąsiadów!
- On akurat bardzo wykształcony, wykładowca na Uniwersytecie Śląskim. Jakieś dwa lata temu przeszedł na emeryturę i zapadł był chyba na depresję i alkoholizm, bo zaniedbał się straszliwie. No wypisz wymaluj Baba Jaga. Tylko miotłę wręczyć, a usiadłby okrakiem i poszybował w przestworza.
- Wyobrażam sobie.
- Wierz mi, że rzeczywistość przerosłaby Twoje wyobrażenie. Gdyby zamiast mnie drzwi otworzyło kilkuletnie dziecko, padłoby na zawał i wylew jednocześnie, z wrażenia, że ujrzało na progu Babę Jagę we własnej jej osobie.
- Na szczęście nie masz dzieci.
- O ty! Co znaczy „na szczęście”?!
- Że nie masz.
- No faktycznie, nie mam. Co do pana Jana podejrzewam, że mogło mu się zapomnieć zapłacić rachunki za prąd i mu chwilowo odcięli. Wyobrażam sobie, jak upiornie musi wyglądać w swoim ciemnym mieszkaniu siedząc jedynie przy blasku świecy…

21 sierpnia

Kłos

- Wiejskiego foremki nie ma?
- Skończył się. Ale zwykły wiejski też jest bardzo dobry. Podać?
- Tak, bardzo proszę. Dzisiejszy? - zapytałem, kiedy pani podała chleb już pokrojony, zapakowany w worek.
- Dzisiejszy. Godzinę temu skroiłam. Jak Boga kocham! Nie oszukałabym pana! Jest pan stałym klientem!

Rzeczywiście nie oszukała...

12 czerwca

Dekada

Dekada

Dziesięć lat temu ukazał się pierwszy post na tym blogu. Oczy przecieram myśląc banalnie o pędzącym czasie. Jestem o dekadę starszy. Czy inny? Trochę tak, choć w środku wciąż mam tyle samo lat. Bardzo rzadko tu zaglądam, ale dziś przypomniałem sobie o tym miejscu i postanowiłem napisać kilka jubileuszowych słów. Był czas, kiedy to miejsce było dla mnie ważne. Dzień zaczynałem od sprawdzenia, czy i co w komentarzach pod moimi postami napisali Czytelnicy i kończyłem często publikacją nowego posta... 

Dane mi było w blogosferze zetknąć się z wieloma ciekawymi ludźmi, o wielkiej wrażliwości i empatii. Jestem za to doświadczenie wdzięczny. Żałuję, że ich blogi zamilkły, choć rozumiem, że stało się tak, bo spełniły swoją rolę i ich Autorzy po prostu ruszyli dalej realizować się w inny sposób. Mam nadzieję, że wszyscy Oni miewają się dobrze.

Udało mi się tu zrobić coś dobrego. Dać wsparcie. Uszczęśliwić Szalonego Marcina konsolą wraz z Grupą Szalonych Mikołajów.

Udało mi się tu zrobić coś złego. Zranić dobrego człowieka.


I really don't know life at all....

09 czerwca

Równowaga

Zrobiłem dziś na obiad curry z kurczaka. Wyszło obrzydliwe. Trafiło do kibla. Na pociechę zamówiłem pizzę. Była pyszna. Trafiła do brzuszka. Jest jednak jakaś równowaga we wszechświecie...

04 maja

Wersal

- Duuuuuuże to. Glapiński nie ma tyle złota w NBP co tutaj na ścianach. - napisał mój przyjaciel zwiedzając Wersal.
- Tak. Złote a skromne...
- No tu chyba nie do końca jest złoto...
- Złoto. Do renowacji użyte było złoto w płatkach. Pańcio sprawdzał niedawno czy apartament królowych został już udostępniony do zwiedzania po renowacji i dowiedział się, że szczere złoto kładli w płatkach.
- Udostępnione są ale dawno nikt tam nie spał bo pełno kurzu.
- Trudno o dobrą służbę w tych czasach zepsucia. Za to w czasach Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej nie było nawet szans, żeby kurz na łoże opadł, bowiem było ono eksploatowane nader intensywnie. Ludwik w łożu owym spłodził dziesięcioro dzieci, więc było regularnie trzepane hahahaha. Ale nie o tym. Jak już obejrzałeś, spakuj wszystko i przywieź - rozpakujemy w Katowicach, na pewno się u Ciebie na ogródku zmieści. Wyobrażam sobie te dzikie tłumy Azjatów kotłujących się u wejścia na posesję i Twoją apodyktyczną matkę usiłującą nad tym szturmem turystów zapanować...

[Kurtyna]

02 kwietnia

Siódme niebo

Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmierzona.

Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i zaczęło się siódme niebo.

Konstanty Ildefons Gałczyński – Siódme niebo (1945) 

____________________

Od tamtego dnia mijają dzisiaj dwie dekady...

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger