Jakiś czas temu na moich oczach rozpoczęła się, błyskawicznie przebiegła i zakończyła się historia miłosna. Zenon poczuł miętę do Maryśki – swoim wzdychaniem robił przeciągi na korytarzach, wpatrywał się w Maryśkę maślanym wzrokiem i kilka miesięcy się zbierał, żeby przypuścić na Maryśkę szarżę ułańską. Powiernicą jego sercowych rozterek została koleżanka o swojsko brzmiącym słowiańskim imieniu Marika. Maryśka z Zenonem mogliby stworzyć stadło doskonałe, ponieważ ich systemy operacyjne wykazywały kompatybilność. Marika też nie powiem, świetnie pasowała i razem stanowili tercet niebywale barwny. Maryśka patologiczna konfabulatorka, Zenon bajkopisarz i Marika kupidynka – posłanka miłości. Po kilkumiesięcznym robieniu przeciągów wzdychaniem i wpatrywaniu się w Maryśkę maślanym wzrokiem, zmotywowany przez Marikę Zenon uczynił wysiłek i pościemniał Maryśce niestworzone historie o sławie i szczęściu. Maryśka wysłuchała, odpaliła wbudowany zestaw surwiwalowy, napięła się, nadęła, przemieliła w sobie i… wyskoczył wynik negatywny dla Zenona. Zenon miał jedną wadę, która go dyskwalifikowała – nie był mianowicie prezesem, ani dyrektorem, ani nawet kierownikiem nie był. Rzecz z perspektywy Maryśki niewybaczalna. Maryśka, jako osoba empatyczna, delikatnie poinformowała Zenona, że nie jest zainteresowana, uzasadniając to… Trudno uwierzyć, że to zrobiła, ale myślę, że zrobiła to naprawdę: powiedziała mianowicie Zenonowi, że nie może się z nim związać, ponieważ Zenon zdradzałby ją z… Mariką! Zenon uzasadnienie przyjął ze zrozumieniem i odszedł z opuszczoną głową…. Prosto do Mariki po wsparcie. Otworzył przed Mariką serce i poskarżył się jej, że Maryśka go odrzuciła i powiedział dlaczego. Marika wysłuchała, wsparła i pojechała do domu. Otwierając drzwi do domu doznała nagłego olśnienia i doszło do jej świadomości uzasadnienie odrzucenia Zenona przez Maryśkę – ręka Marice zadrżała, klucze złowrogo zadźwięczały. Nagły szlag Marikę trafił. Była jak furia, nawet jej własne koty, które kocha, pochowały się gdzieś po kątach i bały się wychylić nosy, ze strachu, że mogłyby podejść wściekłej Marice pod rękę. Mąż również starał się raczej nie rzucać jej w oczy. Szlag Marikę trafił, trzymał do białego rana i nie puszczał. Przywiozła ten szlag do pracy, dopadła Maryśkę i rzuciła się na nią z zamiarem przegryzienia jej aorty szyjnej. Maryśka w desperackim akcie ratowania życia wyparła się wszystkiego i zwaliła na wybujałą fantazję Zenona. Też ją szlag trafił, że Zenon wylaptał wszystko Marice. Zwarły szyki i jak dwie Walkirie pogalopowały na niczego nie spodziewającego się Zenona. Przypadkiem byłem tego świadkiem. Wjechały jak dwie furie i zahamowały frontalnie przed siedzącym Zenonem. Marika złowrogo, acz w miarę dyskretnie, powiedziała: ”Zenon, czy możemy cię prosić na słowo?”. Zenonowi krew się ścięła w żyłach, tyłek przykleił do krzesła i wstać nie był w stanie. Marika ponowiła prośbę, tym razem jednak już nie tak dyskretnie: „Zenon pozwól na słowo!”. Zenon dalej nie reagował. Maryśka nie bawiąc się w konwenanse ryknęła: „Zenon marsz z nami na korytarz!”. Tu ściszyła teatralnie głos i syknęła: ”No chyba, że wolisz, żebyśmy to załatwiły tutaj, przy świadkach?”. Nie, Zenon zdecydowanie tego nie chciał! Odkleił tyłek od krzesła i posłusznie pomaszerował za swoimi oprawczyniami. Nie wiem, co tam na korytarzu się stało, ale cokolwiek tam zaszło, te dwie Walkirie rozprawiły się z nim szybko. Zenon wrócił i zasiadł na swoim krześle, ale już jako kastrat. Aż żal było na niego patrzeć. Sojusz Mariki z Maryśką trwał tylko do tej ich husarskiej szarży na Zenona, bo Marika miała bardzo poważne podejrzenia, że Zenon tylko powtórzył produkt niebywale wyrafinowanej umysłowości Maryśki, ale nie mając dowodów, nie mogła Maryśce przegryźć aorty, tak jak w pierwszej chwili planowała. Natomiast Maryśka nie była pewna, czy Marika jednak tego nie będzie chciała zrobić, więc nie czuła się bezpiecznie. Maryśka pełna oburzenia zrelacjonowała mi całą sprawę w drodze z pracy. A Zenon? Został obłożony dubeltową anatemą. Marika teatralnie uniosła rękę i powiedziała mu, że z nim skończyła i nie chce mieć z nim więcej nic do czynienia. Maryśka powtórzyła gest i to, co przed chwilą powiedziała Marika i tym oto sposobem rzucona została na niewinnego, acz niemądrego Zenona podwójna anatema… Marika przez kilka dni dąsała się na Maryśkę, ale szybko się pogodziły, jak na pokrewne dusze przystało. Myślę, że Zenon powtórzył tylko po Maryśce. To moje domniemanie graniczy niemal z pewnością. To bajkopisarz i konfabulator, tak, ale w porównaniu z Maryśką to niewinna, prawdomówna dziecina...