Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brązowooki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brązowooki. Pokaż wszystkie posty

21 września

Szybki przelot

Matrix mi się zaciął i dni tygodnia pomieszały. Mało brakowało, a w sobotę rano zamiast do pracy pojechałbym na delegację, bo byłem pewny, że to niedziela. Dzień wcześniej spakowałem nawet bagaż. Na szczęście tuż przed wyjściem rzuciłem przytomnym okiem na komórkę i odkryłem, że to sobota, więc skorygowałem azymut na firmę. Staję się roztargniony. Jakież to romantyczne. 

W ową sobotę musiałem po drodze do pracy wstąpić do mojej Alma Mater, gdzie wpadłem przypadkiem na mojego przyjaciela z pierwszych lat studiów. Przyjaźń ta, jak to czasem w życiu bywa, zmarła była śmiercią naturalną po ukończeniu studiów. Nie wiem nawet, czy można ją nazwać przyjaźnią, choć w owym czasie taką się być wydawała. To było miłe przypadkowe spotkanie, bo chwilę porozmawialiśmy serdecznie. Przypomniały mi się radosne i beztroskie czasy studenckie.

Wróciłem z delegacji nad ranem, wykończony. Zazdroszczę osobom, które potrafią spać w pociągu czy autobusie – ja niestety nie potrafię, więc męczę się w takim upierdliwym, przykrym trwaniu między czuwaniem a spaniem. 

Poranki i wieczory są już jesiennie rześkie i wilgotne, z drzew zaczynają powoli opadać liście. W powietrzu czuć nadchodzącą jesień. Jeszcze parę dni i studenci się zjadą, zacznie się rok akademicki. Szarooki i Brązowooki rozpoczną drugi rok swoich studiów. Studenci z czuprynami poprzetykanymi siwizną… 

26 lipca

Szybki przelot

Jestem zafascynowany retoryką Rosjan w sprawie dopingu, ale też w każdej innej ich dotyczącej. Twierdzenia, że białe jest czarne, a czarne białe, wygłaszane spokojnie, stanowczo i konsekwentnie, robią wrażenie. Owa retoryka, rodem z najlepszych lat bolszewizmu, miewa się tam znakomicie. Muszę przyznać, że wznieśli cynizm do poziomu sztuki.

***

Szarooki podpisał w Paryżu kontrakt na 5 lat, zostaje tam więc, jak można się było spodziewać. Aktualnie spędza część swojego urlopu w Bieszczadach: Polańczyk nad Soliną, Cisna, Wetlina, połoniny. Trochę żeglowania, trochę pluskania i dużo wędrowania po górach – tak jak lubi. Brązowooki również spędzi poza ojczyzną następne pięć lat, bowiem, jak się okazało, robi na obczyźnie specjalizację, którą zakończy doktoratem.

***

Luśka nauczyła się piszczeć swoim ulubionym barankiem. Zapiszczałem nim raz, Luśka ze zdziwienia uszy podniosła, a potem przez pół dnia kombinowała aż zlokalizowała element piszczący w baranku i nauczyła się go obsługiwać. Teraz nosi go po domu i popiskuje. Zdolna Luśka.

19 listopada

Welcome to the real world (2)

Śnił mi się Brązowooki. Siedziałem w jakiejś długiej ławce, jakby w kościele, a on stał obok tej ławki, po lewej stronie i rozmawiał z kimś. Spojrzałem na niego, nasze oczy się spotkały, zarumienił się i spuścił wzrok. Miał skośne oczy. Zastanowiłem się, dlaczego on ma skośne oczy? Dziwny sen. Zresztą jak wszystkie moje sny. 
***
W pracy ciężki dzień. Musiałem odwiedzić nadszefa, żeby zdać mu relację z wykonania czynności, którą mi powierzył. Uraczył mnie następnym zadaniem, które wcale, ani trochę mi się nie podoba, a które wykonać będę musiał. Pogoda dzisiaj paskudna, ludzie jacyś tacy nerwowi, podminowani, niecierpliwi. W powietrzu kotłowały się niedobre emocje, sprawiając, że napinałem się wewnętrznie. Zmęczyło mnie to. Nie mam weny do pisania, bo jakiś taki jałowy się czuję...
***
To były trudne dwa tygodnie - pełne napięcia i emocji. Dwie życzliwe mi osoby, powiedziały mi dzisiaj, że schudłem. Znaczy, że te emocje po mnie widać. Zważyłem się po powrocie do domu i rzeczywiście zjechałem z 77 na 75 kg w ciągu tygodnia.
***
Zdecydowałem nie kupować HUGO Hugo Bossa - chcę odpocząć od tego zapachu, bardzo pięknego, ale jednoznacznie kojarzącego mi się z Szarookim. To objaw rozsądku. Chyba.

30 czerwca

21

Dokładnie o tej szarej godzinie
widzieliśmy się ostatni raz.
Pamiętam Twoją twarz, oczy, spojrzenie,
małego pieprzyka na Twojej szyi,
pierwsze siwe włosy na Twoich skroniach
i Twoją zmęczoną twarz.
Pamiętam...

W tej chwili mojej słabości
ukryta w najgłębszym zakamarku
gdzieś w środku mnie,
w tajemnicy nawet przede mną samym
tęsknota
bezgłośnie wyszeptała Twoje imię
i jedna samotna łza
powoli stoczyła się po jej policzku.
Twoim policzku.
Bo ona Twoją ma twarz...

13 czerwca

Brązowooki

Minęliśmy się. Półtorej miesiąca temu. Na widok Brązowookiego uśmiechnąłem się, a Brązowooki natychmiast ten uśmiech odwzajemnił. A może to Brązowooki uśmiechnął się pierwszy? Nieistotne. Mijaliśmy się tak już od jakiegoś czasu, służbowo, kilka razy w roku, zawsze uśmiechając się do siebie. Lubiłem te chwile kiedy moje błękitne oczy spotykały się z Jego brązowymi, wywołując na twarz uśmiech.

Brązowooki… Ma imię. Nazwisko też ma. Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z Nim, nazwałem Go w myślach „Brązowooki” i tak już zostało. Brązowooki. W swoim hermetycznym zawodowym środowisku osoba znana i powszechnie lubiana. Posiadał, a może miał to po prostu od urodzenia w sobie, niezwykle rzadką umiejętność zjednywania sobie ludzi. Zawsze uśmiechnięty, miły, emanujący jakąś taką naturalną serdecznością, lubiący ludzi. I do tego bardzo przystojny. Dziwne to były zetknięcia – naładowane jakimś subtelnym napięciem. Wydawało mi się, że to napięcie jest wytworem wyłącznie mojej wyobraźni. Do czasu…

Stałem niedaleko wejścia do budynku i paliłem. Półtorej miesiąca temu. Przed budynkiem mnóstwo zaparkowanych samochodów, ale kilka miejsc parkingowych wolnych. Jedno z tych wolnych miejsc parkingowych zaanektowałem sobie na palarnię. Stałem sobie spokojnie delektując się papierosem, kiedy nagle wypłoszył mnie z tego miejsca samochód, który z kilku wolnych miejsc parkingowych, wybrał sobie na postój właśnie to miejsce gdzie stałem. Auto zajechało i zatrzymało się z impetem. Z samochodu wysiadł, a w zasadzie energicznie wyskoczył Brązowy. Uśmiechając się szeroko, zaprezentował chłopięce dołeczki w policzkach.
- Sorry, że tak przegoniłem z tego miejsca – powiedział. Miał bardzo miły głos, doskonale harmonizujący z jego powierzchownością.
- Nie ma sprawy – odrzekłem również uśmiechając się. Pomyślałem sobie, że te Jego dołeczki w policzkach są bardzo efektowne. Wprost do schrupania. 
Krótką chwilę uśmiechaliśmy się do siebie, patrząc sobie w oczy. Wyczułem, że Brązowooki chciał coś jeszcze powiedzieć, ale… zrezygnował. Uśmiechnął się tylko ponownie.
- Dobrego dnia – powiedział i ruszył do wejścia do budynku.
- Wzajemnie – odpowiedziałem również z uśmiechem.
Zanim wszedł, jego oczy spotkały się jeszcze raz z moimi oczyma. W tej jednej chwili uświadomiłem sobie, że widziałem już kiedyś takie spojrzenie. Ktoś już kiedyś na mnie tak patrzył. Dostrzegłem w oczach Brązowookiego błysk zainteresowania i ciekawości…
Zgasiłem papierosa i wrzuciłem niedopałek do studzienki kanalizacyjnej. Wszedłem do budynku. Następne półtorej godziny spędziłem w tym samym gmachu co Brązowooki, mając go w polu widzenia. Obaj pełniliśmy swoje zupełnie różne obowiązki służbowe.  Zerkałem dyskretnie dość często w stronę Brązowego, jednak On, nawiązując kontakt wzrokowy z innymi, starannie unikał takiego kontaktu ze mną. 
- Dziwne – pomyślałem odrobinę zawiedziony.

Po opuszczeniu gmachu stałem przy wejściu czekając na koleżankę, którą miałem podrzucić do domu. Czekanie uprzyjemniałem sobie papierosem. Nie widziałem, kiedy Brązowooki wyszedł z gmachu, ale musiał wyjść przede mną, bo właśnie przejeżdżał obok. Mijając mnie zwolnił, odwrócił głowę i patrząc na mnie dodał gazu, ruszając z dużym impetem. Zupełnie jakby chciał zwrócić moją uwagę na siebie… Bardzo chciałem, żeby tak właśnie było.
- Zdawało mi się – pomyślałem. Nie byłem jednak przekonany. Brązowooki był dla mnie zagadką. Znakiem zapytania. Budził ciekawość...
Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger