29 września

Pani Zosia (3)

Odwiedziłem dziś Panią Zosię. Po performensie w przychodni doszła do siebie i jest zdecydowanie w bardzo dobrej formie. Najwidoczniej ten show, który zrobiła, podziałał na Nią odświeżająco. Pani Zosia poczuła się zadbana, zauważona i zaopiekowana – po prostu rozkwitła. Udzieliła audiencji zadowolona, radosna, żwawa i energiczna. Wciąż jeszcze odrobinę czuje wyrzut sumienia, że pomówiła moją mamę o udzielenie Bronce informacji o przychodnianym performensie (post pt. Sensacja), bo Pani Zosia jest do mojej Mamy bardzo przywiązana – to ponad trzydziestoletnia przyjaźń. Cieszę się, że Pani Zosia wróciła do formy.

18 września

Pani Zosia (2)

Moja Mama odwiedziła dziś Panią Zosię i stwierdziła, że Pani Zosia po tych ekscesach przychodniano – szpitalnych zaczęła się izolować i wybiórczo wpuszcza do domu. Kilka dni temu nie wpuściła córki, dzisiaj nie wpuściła mojej Mamy. Wstąpiła do Pani Zosi na chwilę idąc na spacer i umówiły się, że jak będzie wracać, zajdzie na pogawędkę. Wracając wstąpiła, ale Pani Zosi się odmieniło i nie otworzyła – udawała, że nie ma Jej w domu. Pani Zosia w ciągu tego roku dość mocno się posunęła. Na temat swoich niezliczonych dolegliwości konfabuluje, zmieniając wersje w zależności od pogody. Moja Mama martwi się o Nią, ale też denerwuje się tymi fochami Pani Zosi, która po tym show, który zrobiła, obraziła się trochę na świat, że się tym show zainteresował. Świat, czyli sąsiadki plotkary. Powiedziałem mojej Mamie, że może Pani Zosi do kolekcji chorób brakowało tylko zawału, więc jak się okazało, że to tylko atak paniki, wkurzyła się rozczarowana. Może zbiera punkty: za zawał 10 punktów, za atak paniki tylko 2. Uśmialiśmy się. To lepsze niż denerwowanie się ekscesami Pani Zosi, która naprawdę stała się ostatnio dość, hmm... ekscentryczna. Czasem opowiada bzdury, w które brnie z uporem trzyletniego dziecka. Jak byłem ostatnio w górach, wstąpiłem do Pani Zosi z Mamą, zaraz po tym show przychodniano - szpitalnym [pisałem o tym w tym poście] zastaliśmy córkę Pani Zosi. Pani Zosia zdawała relację z wydarzeń, a córka siedząc tak, że Pani Zosia jej nie widziała, często gęsto przecząco kiwała głową. Pani Zosi się pieprzy rzeczywistość z wyobraźnią, albo konfabuluje, lub też jedno i drugie. Żal mi Jej, bo ten proces jakiejś takiej wewnętrznej degrengolady u Niej postępuje. Wspomniałem Jej, że psycholog mógłby Jej pomóc i może poczułaby się lepiej. W pierwszej chwili bardzo się zainteresowała, ale zaraz zrobiła się czujna, no bo jak mogłaby pójść do psychologa. No co by powiedziały plotkary, gdyby się o tym dowiedziały - nosiłyby Panią Zosię na jęzorach, a tego by Pani Zosia nie zmogła. Zwęziła tylko oczy w szpareczki, łypnęła na mnie i powiedziała, że ona nie ma żadnych problemów, które nadawałyby się na zawracanie głowy psychologowi. Poddałem się i już więcej o psychologu nie wspominałem. 

08 września

Sensacja

Wczoraj w drodze z gór wstąpiłem z Mamą do Pani Zosi, sprawdzić, w jakiej jest formie. Nerwowa była, bo sąsiadka Bronka zapytała syna Pani Zosi o jej przygody przychodniano – szpitalne. Bronka plotkara jakimś sposobem dowiedziała się o tych przygodach Pani Zosi i mocno zdziwiła się widząc, że Pani Zosia przyszła do kościoła, jakby nigdy nic. Nie dawało jej to spokoju, więc po mszy dopadła syna Pani Zosi i usiłowała przesłuchać na tę okoliczność. Syn doniósł Pani Zosi o tym i Pani Zosia się wkurzyła. Postanowiła wyśledzić od kogo Bronka się dowiedziała. Ledwo usiedliśmy, wycelowała oskarżycielskie spojrzenie w moją Mamę i rzekła:
- Bronka dopadła Marka i pytała o mój piątkowy szpital. Ciekawe od kogo się dowiedziała? – zawiesiła znacząco głos…
Moja Mama się wkurzyła i odpowiedziała Pani Zosi:
- Od tych ostatnich przygód Zocha, w głowie Ci się chyba coś pomieszało. To, że zaistniałaś w przychodni i w szpitalu, nie znaczy od razu, że jesteś jakąś celebrytką. Nie martw się, w Gościu Niedzielnym o tym nie napiszą, ani w TVN24 nie pokażą. Nie patrz na mnie tak znacząco, bo Bronka nie dowiedziała się tego ode mnie.
- Ale ja nie mówię, że to Ty jej powiedziałaś. Ja tylko pytam skąd Bronka wiedziała. No, żeby zaraz taką sensację z tego robić - próbowała wybrnąć Pani Zosia.
- Sensację to sama zrobiłaś, więc się nie dziw, że plotkary są ciekawe szczegółów. Mnie o to pytasz, skąd Bronka wie? Jak jesteś tego ciekawa zapytaj Bronkę, może Ci powie.
- Ale ja nie mówię, że to Ty – brnęła Pani Zosia.
- Nie, nie mówisz, ale pytasz mnie ze wskazaniem. Na mnie.  
Pani Zosia wyznaje zasadę, że trzeba żyć tak skrycie, żeby nie gościć na językach bliźnich. Całe życie o to walczyła i ponosiła klęskę, bo im bardziej kryła, tym bardziej ludziska nosili ją i jej męża na językach.
- Zocha, jak się chce być celebrytką to trzeba się liczyć z tym, że ludzie będą ciekawi i będą gadać. Masz, co chciałaś – zakończyła temat moja Mama i zaczęła się śmiać.
- Ale Ty głupio gadasz – powiedziała na to Pani Zosia i też zaczęła się śmiać. 

06 września

Nemezis

Pani Zosia odwiedziła wczoraj neurologa i… uruchomiła wszystkich lekarzy w przychodni oraz pobliski szpital. Pani Zosia odstawiła taką szopkę, że neurolożka w pół sekundy odświeżyła sobie w głowie kardiologię. Na cito kazała zrobić Pani Zosi EKG i dla pewności wezwała na konsultację kardiologa. EKG było czyste, ale Pani Zosi to nie przekonało, histeryzowała dalej, więc neurolożka wezwała pogotowie i kazała powieźć Panią Zosię do szpitala. Cały oddział chorób wewnętrznych pochylił się nad Panią Zosią z troską, starając się dociec przyczyn nagłej kardiologicznej dolegliwości. Oczywiście bez skutku. Zrobili Pani Zosi wszystkie możliwe badania, które okazały się wszystkie w normie. Pani Zosia szczęśliwa, że tylu lekarzy się o nią zatroszczyło, poczuła się na tyle dobrze, że wypisali ją po 3 godzinach do domu. Jak się później okazało, neurolożka wspomniała coś o neurochirurgu, co Pani Zosia zrozumiała jako skierowanie na operację neurochirurgiczną i wpadła w szał. Nie wiem, czy ze strachu, czy z radości. Złapała się za lewą pierś i odstawiła szopkę z zawałem, wprawiając w popłoch całą przychodnię. Zdała mi dziś relację ze swoich wczorajszych przygód i opowiadała te rewelacje z prawdziwym, nieukrywanym zadowoleniem. Wprawiła w ruch tylu lekarzy, którzy koło niej skakali, że poczuła się zauważona i zadbana. Spodobało jej się to, więc nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas tę szopkę powtórzy…

04 września

Taka dama

Mam dziś świetny humor. Z dwóch powodów. Piątek i poniedziałek mam wolne, więc jutro jadę w góry do Mamy, co ogromnie mnie cieszy.
Drugim powodem mojego dobrego humoru było spotkanie z moim kolegą Michałem i jego facetem Mariuszem. Choć myślę, że powinienem napisać odwrotnie - z Mariuszem i jego facetem Michałem.  Dlaczego taka kolejność? Ano dlatego, że Mariusz publicznie trzyma się dzielnie, ale niepublicznie przegina się jak jakaś diva. Strasznie mnie to zawsze śmieszy. Znam ich już parę lat. Wpadli do mnie wczesnym popołudniem na kawę.  Muszę przyznać, że choć Mariusz jest przegięty, choć śmieje się ściągając usta w kurzą dupkę, choć jest mało atrakcyjny, to jest bardzo wesoły, błyskotliwy i ma niesamowite poczucie humoru. Uśmiałem się dzisiaj z jego opowieści. Nasz pierwszy kontakt przed paru laty, telefoniczny, również był bardzo ciekawy. Mój kolega Michał jest cenionym lekarzem klinicystą. Kiedyś spotykaliśmy się – aspirował do bycia moim narzeczonym. Z narzeczeństwa nic nie wyszło, ale zakumplowaliśmy się. Tak się jakoś złożyło, że niedługo po tym, jak Michał zaczął się spotykać z Mariuszem, moja koleżanka poprosiła mnie o załatwienie jej konsultacji u niego. Michał to bardzo fajny, uczynny człowiek i chętnie się zgodził na tę konsultację. Wysłałem mu sms z podziękowaniem: „Misiu dziękuję Ci bardzo. Słodziak jesteś”. Tylko tyle. Jakąś godzinę później telefon zadzwonił, spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem, że dzwoni Michał. Odebrałem i… usłyszałem krzyk: „Odpierdol się od mojego faceta!”. Ktoś wydzierał się do słuchawki, zachodząc w falset. No darł się niemiłosiernie wyzywając mnie od najgorszych. Od razu zorientowałem się, że jestem obiektem szalonego porywu zazdrości. Słyszałem jak Michał próbował mu odebrać telefon, ale mu się nie udawało. Rozłączyłem się. Po jakichś pięciu minutach telefon znowu zadzwonił, na wyświetlaczu znowu Michał. Odebrałem licząc na ciąg dalszy obsypywania girlandami splecionymi z przekleństw, ale dla odmiany sam właściciel numeru zadzwonił, żeby mnie przeprosić. To była komedia. Spotykam się czasem z Michałami. Zawsze uśmieję się serdecznie z opowieści Mariusza, z jego połamanych nadgarstków, z buzi w ciup, głosu w emocjach zachodzącego w falset. Niezła z niego awanturnica. Mówię do niego „Mania” i jestem jedyną osobą mogącą bezkarnie tak do niego mówić. Przypomniałem mu dzisiaj ten nasz pierwszy telefoniczny kontakt. Ściągnął usta w kurzą dupkę i powiedział:
- Ja przeklinałem? Ja?
- No tak, wyzywałeś mnie słowami, jakich nigdy wcześniej nie słyszałem – powiedziałem.
- Ja taka dama i takie słowa?! – zachichotał.
- Jak widać nawet damie może się przydarzyć - roześmiałem się.
- Ja byłem o ciebie zazdrosny, bo Michał tak dobrze o tobie mówił – zwierzył się.
A już kompletnie rozwaliło mnie to, co powiedział o Michale. Michał ma czterdzieści cztery lata i jest wciąż bardzo przystojny. Mariusz „Mania” ma dziesięć lat mniej, ale niestety o nim nie da się tego powiedzieć. Że przystojny. Wypalił dziś, że Michał się starzeje. Odpowiedziałem mu, że nic podobnego, że fajnie wygląda. Na to „Mania”:
- No popatrz na niego. Starzeje się.
- Mania, co Ty opowiadasz, babolu! Michał fajnie wygląda! – powiedziałem. Michał ze stoickim spokojem przysłuchiwał się tej rozmowie, a w jego oczach widać było błyski wesołości.
- Ale ty nie musisz z nim współżyć – powiedział „Mania” krzywiąc się. Położyłem się ze śmiechu. Oni też, zaraz po mnie. „Mania” ma doktorat z ekonomii, a wychodzi z niego czasem taka idiotka. Ku mojej radości.
Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger