Mam dziś świetny humor. Z dwóch powodów. Piątek i poniedziałek mam wolne, więc jutro jadę w góry do Mamy, co ogromnie mnie cieszy.
Drugim powodem mojego dobrego humoru było spotkanie z moim kolegą Michałem i jego facetem Mariuszem. Choć myślę, że powinienem napisać odwrotnie - z Mariuszem i jego facetem Michałem. Dlaczego taka kolejność? Ano dlatego, że Mariusz publicznie trzyma się dzielnie, ale niepublicznie przegina się jak jakaś diva. Strasznie mnie to zawsze śmieszy. Znam ich już parę lat. Wpadli do mnie wczesnym popołudniem na kawę. Muszę przyznać, że choć Mariusz jest przegięty, choć śmieje się ściągając usta w kurzą dupkę, choć jest mało atrakcyjny, to jest bardzo wesoły, błyskotliwy i ma niesamowite poczucie humoru. Uśmiałem się dzisiaj z jego opowieści. Nasz pierwszy kontakt przed paru laty, telefoniczny, również był bardzo ciekawy. Mój kolega Michał jest cenionym lekarzem klinicystą. Kiedyś spotykaliśmy się – aspirował do bycia moim narzeczonym. Z narzeczeństwa nic nie wyszło, ale zakumplowaliśmy się. Tak się jakoś złożyło, że niedługo po tym, jak Michał zaczął się spotykać z Mariuszem, moja koleżanka poprosiła mnie o załatwienie jej konsultacji u niego. Michał to bardzo fajny, uczynny człowiek i chętnie się zgodził na tę konsultację. Wysłałem mu sms z podziękowaniem: „Misiu dziękuję Ci bardzo. Słodziak jesteś”. Tylko tyle. Jakąś godzinę później telefon zadzwonił, spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem, że dzwoni Michał. Odebrałem i… usłyszałem krzyk: „Odpierdol się od mojego faceta!”. Ktoś wydzierał się do słuchawki, zachodząc w falset. No darł się niemiłosiernie wyzywając mnie od najgorszych. Od razu zorientowałem się, że jestem obiektem szalonego porywu zazdrości. Słyszałem jak Michał próbował mu odebrać telefon, ale mu się nie udawało. Rozłączyłem się. Po jakichś pięciu minutach telefon znowu zadzwonił, na wyświetlaczu znowu Michał. Odebrałem licząc na ciąg dalszy obsypywania girlandami splecionymi z przekleństw, ale dla odmiany sam właściciel numeru zadzwonił, żeby mnie przeprosić. To była komedia. Spotykam się czasem z Michałami. Zawsze uśmieję się serdecznie z opowieści Mariusza, z jego połamanych nadgarstków, z buzi w ciup, głosu w emocjach zachodzącego w falset. Niezła z niego awanturnica. Mówię do niego „Mania” i jestem jedyną osobą mogącą bezkarnie tak do niego mówić. Przypomniałem mu dzisiaj ten nasz pierwszy telefoniczny kontakt. Ściągnął usta w kurzą dupkę i powiedział:
- Ja przeklinałem? Ja?
- No tak, wyzywałeś mnie słowami, jakich nigdy wcześniej nie słyszałem – powiedziałem.
- Ja taka dama i takie słowa?! – zachichotał.
- Jak widać nawet damie może się przydarzyć - roześmiałem się.
- Ja byłem o ciebie zazdrosny, bo Michał tak dobrze o tobie mówił – zwierzył się.
A już kompletnie rozwaliło mnie to, co powiedział o Michale. Michał ma czterdzieści cztery lata i jest wciąż bardzo przystojny. Mariusz „Mania” ma dziesięć lat mniej, ale niestety o nim nie da się tego powiedzieć. Że przystojny. Wypalił dziś, że Michał się starzeje. Odpowiedziałem mu, że nic podobnego, że fajnie wygląda. Na to „Mania”:
- No popatrz na niego. Starzeje się.
- Mania, co Ty opowiadasz, babolu! Michał fajnie wygląda! – powiedziałem. Michał ze stoickim spokojem przysłuchiwał się tej rozmowie, a w jego oczach widać było błyski wesołości.
- Ale ty nie musisz z nim współżyć – powiedział „Mania” krzywiąc się. Położyłem się ze śmiechu. Oni też, zaraz po mnie. „Mania” ma doktorat z ekonomii, a wychodzi z niego czasem taka idiotka. Ku mojej radości.