Dziś mija jedenaście lat. Kawał życia. Choć czas zrobił swoje i dojmująca martyrologia się wypaliła, wciąż noszę w sobie puste miejsce po nim i taki słodko-tęskny smutek, który pojawia się, kiedy sobie przypominam. A przypominam sobie dość rzadko, jedynie w jakieś daty z nim powiązane, jak ta dzisiejsza lub słysząc muzykę, która skojarzona w mojej pamięci z jakimiś naszymi wspólnymi chwilami, czasem banalnymi, uruchamia geometrię wspomnień. Lubię ten rodzaj tęsknoty wywołującej ciepły uśmiech i zwilgotnienie oczu jednocześnie. Mogę już też słuchać jego ulubionego Stinga, którego głos najczęściej sączył się z głośników w jego Golfie...