02 stycznia

O odpadnięciu

O odpadnięciu
Ręce mi odpadły w wyniku dwuipółgodzinnego odkopywania auta i podjazdu spod śniegu. Nie, nie napadało dużo, ale tak zawiewało, że porządnie zasypało auto i podjazd. Odwalając łopatologicznie śnieżną hałdę myślałem sobie, że jest w tym jakaś złośliwość, żeby właśnie na tych strategicznych dziesięciu metrach podjazdu tyle śniegu się zebrało, choć niemal wszędzie indziej zaledwie dziesięcioma centymetrami ziemię pokryło. Złośliwość wymierzona we mnie, żeby mnie rąk pozbawić. Nie od razu jednak te ręce mi odpadły i nic ich odpadnięcia nawet nie zwiastowało. Odkopałem się z zasp, objechałem do centrum mojego grajdoła na zakupy i z powrotem, spędziłem miłe popołudnie i wieczór, by w końcu pójść do łóżka spać, normalnie jak człowiek,  mając ręce, obudziłem się już jednak bez nich, bo wzięły i odpadły mi we śnie. Zastanawiasz się zapewne drogi Czytelniku, jak to możliwe, że nie mając rąk publikuję tego posta. Ano normalnie. Tak jak jednej nocy ręce odpadły, tak następnej odrosły. Cuda. Ech…

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger