Zainteresowawszy się ruchem moich szczęk żujących owocową gumę do żucia, przytruchtała, wspięła się na mnie, uważnie obwąchała i delikatnym pacnięciem łapki w brodę poinformowała, że ona też by coś tak ładnie pachnącego zjadła. Moją odmową nie bardzo się przejęła, bo gdy tylko ruszyłem się z kanapy, zostawiwszy świeżo napoczęte opakowanie gum na stoliku obok, zaledwie dwoma szybkimi hopsami znalazła się na nim, wyciągnęła z opakowania 3 listki, zeskoczyła i oddała się konsumpcji. Wracając zarejestrowałem dziamganie i mlaskanie jej szczęk oraz zadowolenie malujące się na jej pyszczku. „Co ty tam żujesz Luśka?!” zapytałem raczej retorycznie, bo po jej szelmowskiej minie od razu zorientowałem się, że gwizdnęła gumę do żucia. „Oddawaj!” pochyliłem się chcąc jej ją zabrać, ale zanim zdążyłem otworzyć jej mordulę, wzmogła mlaskanie i gumę, a w zasadzie 3 zlepione w kulkę, głośno przełknęła. Dodam, dla porządku, że pożarła je nierozpakowane, więc różowa kulka miała akcenty srebrne. Luśka zdaje się jest gumoodporna, bo owa nietypowa karma jej nie zaszkodziła.
Moja życiówka i zapowiedź książki
53 minuty temu