Chcąc rankiem zachłysnąć się ponownie widokiem rokokowej rabatki sporządzonej onegdaj przez sąsiadkę, wyszedłem na balkon, ale doznałem bolesnego rozczarowania, bo zniknęła bez śladu. Nie z winy jakiejś trąby powietrznej, czy huraganu, bowiem to inny żywioł zmiótł tę radującą oczy instalację z powierzchni ziemi. Żywioł ów ma na imię Baśka i jest córką sąsiadki. Zwiedziawszy się wczorajszego wieczora od gawiedzi o artystycznym wyczynie matki, pognała do niej szybciej od wichru. Dobiegłszy złapała się prawą dłonią za swoją dorodną, lewą pierś, głucho stęknęła, nie tylko pod jej ciężarem, zachwiała się, ale ustała i choć słowa entuzjastycznych zachwytów wzbierały w niej jak powódź, nie wyraziła ich, bowiem kątem oka zarejestrowała delikatne poruszenia firanek w sąsiedzkich oknach i mnie jawnie zbierającego dyndające na balkonie ręczniki. Siłą woli, zaciskając zęby, wprawiła w ruch swoje nogi i weszła do domu, gdzie – jak mniemam - nie omieszkała podzielić się z matką swoimi wrażeniami. Noc zapadła i mrok okrył ziemię, a wtedy w sąsiedztwie coś się dyskretnie poruszyło, zaszumiało i zaszeleściło. Rankiem okazało się, że rabatka zniknęła w równie cudowny sposób, jak się pojawiła. Mrok ukrył sprawcę tej anihilacji, ale gdyby mnie kto pytał, bez wahania, mrużąc z pretensją oczy, wskazałbym paluchem na Baśkę…
Malaga - Alcazaba i Gibralfaro
1 godzinę temu
Rzucasz cień na Baśkę! Bez dowodów!
OdpowiedzUsuńNo właśnie, cień, choć mrok bardziej. Rzucam na nią mrok. Za którym się skryła, by dokonać dzieła zniszczenia.
UsuńZ czego wynika, że jesteś wspólnikiem rzeczonej anihilacji. :-))
UsuńNie uczestniczyłem w tej dewastacji i gdybym mógł jej zapobiec, zrobiłbym to, ale z Baśką nie ma to tamto - jest jak taran.
UsuńŻeby pozostać w konwencji tego szaleństwa pomyślałam, że może kwiecie wylądowało w salaterkach pań?
OdpowiedzUsuńChciałam napisać że w miseczkach. Ale to już z lekka obłęd.
UsuńChociaż... Może córka ma jeszcze wianek?
Raczej nie wypchały sobie tym biustonoszy, zwłaszcza, że Baśka nawet słomki w swój by nie wcisnęła, bo już i tak jest przepełniony. Najpewniej gwizdnęła kwieciem w kosz i zatrzasnęła pokrywę. Trzaśniecie owej pokrywy słyszane przeze mnie wczoraj późnym wieczorem uprawdopodabnia tę wersję.
UsuńCo do wianka zaś, to stracony dawno temu. A przynajmniej można tak domniemywać na podstawie posiadania przez Baśkę trójki progenitury, bo jakoś wątpię, żeby to była potrójna partenogeneza. Jej mąż mógł mieć w tym udział...
UsuńA co jej kwiecie winne?
OdpowiedzUsuńTo, że zbyt kontrowersyjne było
UsuńNo tak, tak :)
UsuńAle jaka szkoda:-(
OdpowiedzUsuńOj szkoda, bo widoczek to był poruszający
Usuń