W pracy marazm i nuda. Letarg. Wymyślałem sobie jakąś robotę, żeby przyśpieszyć nieco czas, który w tym letargu sączył się w tempie porażająco powolnym. Minuta podążała za minutą tak leniwie ociągając się, że każda wydawała się godziną. Masakra. Roboty dużo - źle. Nieróbstwo - też źle. Taka już natura człowiecza. No nie dogodzi. Niestety, ze względu na czujne oko Kaśki-intrygantki nie mogłem pisać nowego posta na bloga, bądź surfować sobie swobodnie po necie, bo wredota oczy ma sokole. Na dodatek chyba każde może poruszać się niezależnie, jak u kameleona. Jednym okiem spogląda w swój monitor, a drugim lupuje wszystko wokół. Jakoś heroicznie trwałem udając, że pracuję, choć do zrobienia niczego, tak naprawdę, nie miałem. Naprzeciwko mnie, równie jak ja heroicznie, trwał kolega, o którym już kiedyś pisałem – Kamil, mistrz fochów. W przeciwieństwie jednak do mnie, Kamil ostentacyjnie demonstrował swoje znudzenie. Wiercił się, kręcił, łaził, przeciągał, ziewał. Jak mały chłopiec.
- Kiedy tak patrzę na Ciebie Kamil, jak się przeciągasz, myślę sobie, że w godzinach pracy powinien być przewidziany czas na leżakowanie – powiedziałem śmiejąc się.
- No. Dobrze by było.
- No. Dobrze by było.
Około południa nuda stała się męcząca na tyle, że dostałem lekkiej głupawki i nie zważając na sokole oko i gumowe ucho Kaśki-intrygantki, uciąłem sobie z Kamilem lekką pogawędkę o pierdołach, którą zakończyłem słowami:
- Kamil, kurczę, jest tak nudno, że pochlastać się można. Czuję normalnie, jak mi się kolagen w twarzy wytrąca!
- No, za chwilę nadgarstki sobie przegryzę. Kuuuuuurnaaaaaaaa, jaka nuuuudaaaaa!!!!!!!!!! – jęczał Kamil, udając, że wali głową w biurko.
- Ty wiesz co? Chodź, zróbmy coś głupiego.
Oczy mu się zaświeciły.
- Co?
- Nie wiem. Wymyślmy coś. Albo lepiej: Ty wymyśl i zrób, a ja się będę śmiał.
- Ta. Mam być twoim trefnisiem?
- Nie, no skąd! No coś ty! Chociaż, w zasadzie, czemu nie? Skoro nalegasz…
- A idź mi! – powiedział Kamil śmiejąc się.
Kaśka-intrygantka nie słyszała, mimo grożącego obrażeniami naciągania uszu, więc zapytała:
- Co? Z czego się śmiejecie?
- Z kawału – odpowiedział na to Kamil, który nie lubi Kaśki.
- Dawaj. Też chętnie się pośmieję.
- Blondynka zwierza się blondynce: wiesz, kupiłam deskę do krojenia, ale okazała się zepsuta, bo nie kroi!
Kaśka-intrygantka, nawiasem mówiąc tleniona platynowa blondyna, a do tego domorosła sufrażystka-feminiżystka (jakby powiedziała Młoda lekarka na rubieży) nie jest fanką kawałów o blondynkach. Może odbiera je osobiście? Skrzywiła tylko usta w coś, co w zamierzeniu nie miało być uśmiechem, zebrała się i poszła na ploty do psiapsiół. Co Kamil skomentował:
- Ty widziałeś, jak ucho naciągała? Co to za babol jest wścibski. Straszny! Tylko szpiegować i szukać sensacji! Powinna się nauczyć czytać z ruchu warg, żeby niczego nie uronić! Dobrze, że wreszcie polazła, bo można się będzie czymś zająć, żeby czas jakoś minął.
Tak też zrobiliśmy, czego dowodem jest ten post.
Nadmiar luzu w pracy jednak był pożyteczny skoro notka powstała;-)
OdpowiedzUsuńJakoś musiałem go spożytkować, żeby nie oszaleć:)
OdpowiedzUsuńmiłego weekendu :)
OdpowiedzUsuńWzajemnie Małgosiu, dobrego weekendu:)
Usuń