Mój przyjaciel obwieścił mi niedawno, że drugą połowę sierpnia zamierza spędzić z paczką znajomych na włóczędze po Portugalii.
- Wiesz, wypożyczymy auto i będziemy improwizować – powiedział.
- A powiedz Ty mi, w jakim języku zamierzasz tam improwizować? No bo przecież będziesz musiał porozumiewać się z autochtonami, a włoski podstawowy tam zdecydowanie przydatny nie będzie.
- Jakoś sobie poradzę – odpowiedział optymistycznie.
- Jakoś na pewno będziesz musiał. Może zrób tak, jak robi naród na zagranicznych wczasach.
- Czyli jak? – zapytał ostrożnie.
- Mów po polsku, ale powoli, wyraźnie i głośno, wtedy na pewno zostaniesz zrozumiany.
Obaj parsknęliśmy śmiechem.
- Wiesz, wypożyczymy auto i będziemy improwizować – powiedział.
- A powiedz Ty mi, w jakim języku zamierzasz tam improwizować? No bo przecież będziesz musiał porozumiewać się z autochtonami, a włoski podstawowy tam zdecydowanie przydatny nie będzie.
- Jakoś sobie poradzę – odpowiedział optymistycznie.
- Jakoś na pewno będziesz musiał. Może zrób tak, jak robi naród na zagranicznych wczasach.
- Czyli jak? – zapytał ostrożnie.
- Mów po polsku, ale powoli, wyraźnie i głośno, wtedy na pewno zostaniesz zrozumiany.
Obaj parsknęliśmy śmiechem.
Podobno tylko 10% komunikacji pomiędzy ludźmi opiera się na znaczeniu wypowiadanych słów. 90% to sygnały niewerbalne. Zatem kolega ma szansę sobie poradzić.
OdpowiedzUsuńMyślę, że język migowy (czyli wskazywanie palcem) mu w tym pomoże.
UsuńNo i przypomniałeś mi stary dowcip o Polakach składających zamówienie we francuskiej restauracji. Nie znali francuskiego, ale jeden z nich bardziej operatywny stwierdził, że wystarczy dodać "la" do każdego polskiego słowa i kelner napewno zrozumie zamówienie. Tak zrobili i dostali to, co zamówili. Wyrażając głośno swój zachwyt nad znajomością obcego języka usłyszeli od wkurzonego kelnera : Gdybym nie był
OdpowiedzUsuńPolakiem, to dostalibyście panowie "la gów_o" zamiast " la kotleta z la surówką".
Tak, więc w przypadku Twojego przyjaciela, Adamie może ta improwizacja ma szanse pełnego powodzenia. Biorąc pod uwagę, że w Portugalii też nas nie brak:-)
W obleganych przez naród kurortach egipskich i na gorących źródłach na Węgrzech dostępne były menu również w j. polskim - wystarczyło, że naród wskazał palcem i kelnerzy wiedzieli, co maja podać. Widziałem na własne me modre oczęta.
UsuńMoje dzieci zbierają autografy, czasm gdzieś dalej jeżdżą z Babcią. Jesli są to sportowcy, to wylaża cała chmara z restauracji albo z hotelu, wtedy moja Trójca rozdziela się i każdy chwyta kogo ma pod ręką. Moja mama zatrzymuje któregoś i wolno i wyraźnie mówi: T0-DLA-MO-JE-GO-WNU-KA!-DZIĘ-KU-JĘ!
OdpowiedzUsuńI z całą pewnością jest zrozumiana:)
UsuńPo kilku dniach nauczy się podstawowego słownictwa (stacja benzynowa, objazd, nie honorujemy karty visa, promocja). Pozostałe słowa są w zasadzie zbędne na wakacjach ;-)
OdpowiedzUsuńA po dwóch tygodniach przywiezie do kraju biegłą znajomość portugalskiego:)
UsuńOch poradzi sobie, w Portugalii mieszka mnóstwo Polaków, nie trzeba znać języka by spędzić świetne wakacje na włóczędze :P
OdpowiedzUsuńSzczęśliwie w ekipie będą osoby biegłe w angielskim, więc poradzą sobie.
UsuńBady lęgłidż!
OdpowiedzUsuńMoże być nie tylko przydatny, ale i całkiem przyjemny - pamiętam:)
Usuń