05 kwietnia

Dla mnie już od dłuższego czasu świata było za dużo.

Z mojego okna widzę białą morwę, drzewo, które mnie fascynuje i było jednym z powodów, dlaczego tu zamieszkałam. Morwa jest hojną rośliną - całą wiosnę i całe lato karmi dziesiątki ptasich rodzin swoimi słodkimi i zdrowymi owocami. Teraz jednak morwa nie ma liści, widzę więc kawałek cichej ulicy, po której rzadko ktoś przechodzi, idąc w kierunku parku. Pogoda we Wrocławiu jest prawie letnia, świeci oślepiające słońce, niebo jest błękitne, a powietrze czyste. Dziś podczas spaceru z psem, widziałam jak dwie sroki przeganiały od swojego gniazda sowę. Spojrzałyśmy sobie z sową w oczy z odległości zaledwie metra. Mam wrażenie, że zwierzęta też czekają na to, co się wydarzy.

Dla mnie już od dłuższego czasu świata było za dużo. Za dużo, za szybko, za głośno. Nie mam więc "traumy odosobnienia" i nie cierpię z tego powodu, że nie spotykam się z ludźmi. Nie żałuję, że zamknęli kina, jest mi obojętne, że nieczynne są galerie handlowe. Martwię się tylko, kiedy pomyślę o tych wszystkich, którzy stracili pracę. Kiedy dowiedziałam się o zapobiegawczej kwarantannie, poczułam coś w rodzaju ulgi i wiem, że wielu ludzi czuje podobnie, choć się tego wstydzi. Moja introwersja, długo zduszana i maltretowana dyktatem nadaktywnych ekstrawertyków, otrzepała się i wyszła z szafy.

Patrzę przez okno na sąsiada, zapracowanego prawnika, którego jeszcze niedawno widywałam, jak wyjeżdżał rano do sądu z togą przewieszoną przez ramię. Teraz w workowatym dresie walczy z gałęzią w ogródku, chyba wziął się za porządki. Widzę parę młodych ludzi, jak wyprowadzają starego psa, który od ostatniej zimy ledwie chodzi. Pies chwieje się na nogach, a oni cierpliwie mu towarzyszą, idąc najwolniejszym krokiem. Śmieciarka z wielkim hałasem odbiera śmieci. Życie toczy się, a jakże, ale w zupełnie innym rytmie. Zrobiłam porządek w szafie i wyniosłam przeczytane gazety do pojemnika na papier. Przesadziłam kwiaty. Odebrałam rower z naprawy. Przyjemność sprawia mi gotowanie.Uporczywie wracają do mnie obrazy z dzieciństwa, kiedy było dużo więcej czasu i można było go "marnować", godzinami gapiąc się przez okno, obserwując mrówki, leżąc pod stołem i wyobrażając sobie, że to jest arka. Albo czytając encyklopedię.

Czy aby nie jest tak, że wróciliśmy do normalnego rytmu życia? Że to nie wirus jest zaburzeniem normy, ale właśnie odwrotnie – tamten hektyczny świat przed wirusem był nienormalny? Wirus przypomniał nam przecież to, co tak namiętnie wypieraliśmy - że jesteśmy kruchymi istotami, zbudowanymi z najdelikatniejszej materii. Że umieramy, że jesteśmy śmiertelni. Że nie jesteśmy oddzieleni od świata swoim „człowieczeństwem” i wyjątkowością, ale świat jest rodzajem wielkiej sieci, w której tkwimy, połączeni z innymi bytami niewidzialnymi nićmi zależności i wpływów. Że jesteśmy zależni od siebie i bez względu na to, z jak dalekich krajów pochodzimy, jakim językiem mówimy i jaki jest kolor naszej skóry, tak samo zapadamy na choroby, tak samo boimy się i tak samo umieramy. Uświadomił nam, że bez względu na to, jak bardzo czujemy się słabi i bezbronni wobec zagrożenia, są wokół nas ludzie, którzy są jeszcze słabsi i potrzebują pomocy. Przypomniał, jak delikatni są nasi starzy rodzice i dziadkowie i jak bardzo należy im się nasza opieka. Pokazał nam, że nasza gorączkowa ruchliwość zagraża światu. I przywołał to samo pytanie, które rzadko mieliśmy odwagę sobie zadać: Czego właściwie szukamy?

Lęk przed chorobą zawrócił więc nas z zapętlonej drogi i z konieczności przypomniał o istnieniu gniazd, z których pochodzimy i w których czujemy się bezpiecznie. I nawet gdyśmy byli, nie wiem jak wielkimi podróżnikami, to w sytuacji takiej, jak ta, zawsze będziemy przeć do jakiegoś domu. Tym samym objawiły się nam smutne prawdy – że w chwili zagrożenia wraca myślenie w zamykających i wykluczających kategoriach narodów i granic. W tym trudnym momencie okazało się, jak słaba w praktyce jest idea wspólnoty europejskiej. Unia właściwie oddała mecz walkowerem, przekazując decyzje w czasach kryzysu państwom narodowym. Zamknięcie granic państwowych uważam za największą porażkę tego marnego czasu – wróciły stare egoizmy i kategorie "swoi" i "obcy", czyli to, co przez ostatnie lata zwalczaliśmy z nadzieją, że nigdy więcej nie będzie formatowało nam umysłów. Lęk przed wirusem przywołał automatycznie najprostsze atawistyczne przekonanie, że winni są jacyś obcy i to oni zawsze skądś przynoszą zagrożenie. W Europie wirus jest "skądś", nie jest nasz, jest obcy. W Polsce podejrzani stali się wszyscy ci, którzy wracają z zagranicy. Fala zatrzaskiwanych granic, monstrualne kolejki na przejściach granicznych dla wielu młodych ludzi były zapewne szokiem. Wirus przypomina: granice istnieją i mają się dobrze.

Obawiam się też, że wirus szybko przypomni nam jeszcze inną starą prawdę, jak bardzo nie jesteśmy sobie równi. Jedni z nas wylecą prywatnymi samolotami do domu na wyspie lub w leśnym odosobnieniu, a inni zostaną w miastach, żeby obsługiwać elektrownie i wodociągi. Jeszcze inni będą ryzykować zdrowie, pracując w sklepach i szpitalach. Jedni dorobią się na epidemii, inni stracą dorobek swojego życia. Kryzys, jaki nadchodzi, zapewne podważy te zasady, które wydawały się nam stabilne; wiele państw nie poradzi sobie z nim i w obliczu ich dekompozycji obudzą się nowe porządki, jak to często bywa po kryzysach. Siedzimy w domu, czytamy książki i oglądamy seriale, ale w rzeczywistości przygotowujemy się do wielkiej bitwy o nową rzeczywistość, której nie potrafimy sobie nawet wyobrazić, powoli rozumiejąc, że nic już nie będzie takie samo, jak przedtem. Sytuacja przymusowej kwarantanny i skoszarowania rodziny w domu może uświadomić nam to, do czego wcale nie chcielibyśmy się przyznać: że rodzina nas męczy, że więzi małżeńskie dawno już zetlały. Nasze dzieci wyjdą z kwarantanny uzależnione od internetu, a wielu z nas uświadomi sobie bezsens i jałowość sytuacji, w której mechanicznie i siłą inercji tkwi. A co, jeśli wzrośnie nam liczba zabójstw, samobójstw i chorób psychicznych?

Na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnie dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas.

Nadchodzą nowe czasy.
_______________________
Felieton Olgi Tokarczuk był napisany dla  "Frankfurter Allgemeine Zeitung" i później opublikowany na profilu fejsbukowym pisarki oraz na www.culture.pl

15 komentarzy:

  1. Już dawno mówiłem moim znajomym, że coś się musi wydarzyć, abyśmy się przebudzili.
    Ten virus,owszem przyczunił się do smierci wielu osób, natomiast z drugiej strony, otworzył, czy też powinien otworzyć nam oczy, jak bardzo życie jest kruche i jak wiele traciliśmy wciągłej pogoni. Czasem warto zwyczajnie usciąśc w fotelu z rodziną, czy też na balkonie. Bez zbędnego biegania po knajpach i centrach handlowych. Może tez bardziej docenimy obenośc naszych przyjaciół, czy osób bliskich gdy ich ponownie spotkamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przejściu pandemii wrócimy do swoich nawyków i niewielu będzie realizować swoje postanowienia podjęte pod wrażeniem pandemicznego zagrożenia.

      Usuń
  2. U mnie w domu czas izolacji niewiele zmienił, może tylko, mąż nie mówi już, wyjdźmy gdzieś... Co do zmian, nie widzę tego tak, ale kto wie, może po świętach zmienię zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wydaje się, że po przejściu pandemii życie wróci do trochę może innej, ale jednak normy.

      Usuń
    2. Zgadzam się z przedmówcami. Nie widać na horyzoncie niczego, co miałoby spowodować większe zmiany.
      Mam wrażenie, że głosy takie jak Olgi Tokarczuk opisują raczej nadzieję tych osób na zmianę niż jakieś realne dla niej warunki.

      Usuń
  3. a ja sobie tak troszkę myślę, czy ten cały wirus to nie jest wielka ściema i zasłona dymna by wytłumaczyć ogromny kryzys gospodarczy na progu którego od dawna stoi cały świat. Teraz po przejściu koronawirus będzie można go nim usprawiedliwiać. Ale jeśli potrwa to jeszcze kilka/kilkanaście tygodni to ja nie dowierzam, że życie wróci do normy. Obawiam się ogromu bezrobocia większego niż w latach 90-tych które i mnie wtedy dotknęło. Pamiętam, że przez 8 miesięcy nie umiałam dostać żadnej pracy bo moje studia były za wysokimi kwalifikacjami żeby pójść gdzieś sprzątać a w zawodzie pracy nie było. Wiele małych zakładów i działalności gospodarczych już pada i się nie podniesie. Nie wiem czy to będzie można nazwać normą. Niektóre rodziny mają szczęście bo ktoś z dwojga pracuje w takim zawodzie, że go nie zwolnią pracę ma i miał będzie ale u niektórych oboje rodziców jest teraz bez pracy lub na bezpłatnym postojowym. Nadejdzie czas naruszenia żelaznych oszczędności. I ... obawiam się też lekko gdzieś tak w tyle głowy mi siedzi myśl, że nasz rząd który szasta nadal bez sensu pieniędzmi może nam tu legalnie zrobić drugi Cypr i skasować część naszych oszczędności :/

    Ale to takie moje przemyślenia które gdzieś się pojawiają, przychodzą i odchodzą. Sama pracę mam i będę miała o dziwo ale wielu moich znajomych już zaczyna zaglądać ile ma na koncie i na jak długo to wystarczy bo już za chwilę ominie ich pierwsza wypłata a potem kolejna ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że gospodarka bardzo szybko odbije i osoby, które straciły obecnie pracę, tę pracę odzyskają. Myśląc tak zdroworozsądkowo - interesy, które się teraz zamknęły w przeważającej części otworzą się po przejściu zarazy i zatrudnią z powrotem swoich pracowników. Oczywiście będzie trudno, zapewne do końca roku, ale prognozy na rok przyszły dla polskiej gospodarki są optymistyczne (Finch)

      Usuń
    2. oby !! bardzo bym tego chciała i wszystkim życzyła :)

      Usuń
  4. gorączkowa ruchliwość - coś w tym jest.
    można było zatęsknić za bliskością. przypomnieć sobie, jak miło jest trwać w przytuleniu. byle mieć kogoś takiego pod ręką i wirus stanie się dobrem, które pozwala cieszyć się sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie szczególne sytuacje dziejowe skłaniają do refleksji. Wydaje mi się, że po przejściu pandemii życie z powrotem wessie nas w swój bieg i bardzo prędko zaadoptujemy się do zmian w naszej normalności.

      Usuń
  5. Przeczytałam to, co pisze P. Tokarczuk, komentarze i Twoje wypowiedzi Adamie.
    Myślę, ale to jest tylko moje zdanie, że nie sposób odmówić żadnemu z Was racji. Każdy ją ma w pewnych granicach.
    Sądzę, że życie wróci, a nawet w pewnym sensie musi wrócić do swego poprzedniego biegu. Może już nie w takim pędzie, może żmieni kierunek, może tam gdzie szło wolniej przyspieszy, a tam gdzie galopowało zwolni?
    Obserwując świat zauważyłam, że został tak stworzony żeby zachować pewien balans. Jezeli jakieś wydarzenie pójdzie w kierunku zbytniego oddalenia od punktu równowagi, wydarza się coś, co sprowadza je do zachowania balansu. Ktoś tak zaprogramował ten świat jak samonakręcające się urządzenie wyposażone w zabezpieczenia przed przegrzaniem się, przepracowaniem. Kiedy coś za mocno się nakręca włączają się zabezpieczenia mające na celu uratowanie swiata poprzez przywrócenie balansu nawet za cenę życia zasiedlających go istot.
    Myślę, że po przejściu pandemii nie zmienimy się w kochającą, promieniującą miłością i zrozumieniem ludzkość, bo jest to zwyczajnie niemożliwe. Chociaż w wielu z nas dokonana się jakaś zmiana, przewartościowanie, ale na poziomie jednostki. Czy to będzie miało ogromny, nagły i znaczący wpływ na całą ludzkość?
    Były już okresy kiedy znikała z powierzchni Ziemi prawie cala populacja i co? Czy one tak wiele naprawdę w nas zmieniły?
    Pewnie to i owo zmieniły, ale ta głęboko tkwiąca w nas ludzka natura chyba pozostanie niezmienna. Czy możemy przeskoczyć siebie samych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Marytka, to miłe, że jeszcze tu zaglądasz:)

      Usuń
    2. No masz, zaglądam, a jakże. Trochę sobie wirtualnych guzów ponabijałam o milczący blog, ale było warto:)
      Skoro piszę, że kogoś lubię, to lubię i jestem wierna sobie i innym. No, chyba, że los napisze jakiś inny scenariusz. Oj, nie lubię tych scenariuszy, ale cóż...
      Powymądrzałam się, jak to ja, ale mam nadzieję, że nieszkodliwie.
      Trzymaj się:)

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że wszystko dąży do równowagi, więc w tym, co napisałaś może być dużo racji. Zwłaszcza jeśli chodzi o ludzkość, bo ja też myślę, że ogólnie niewiele się zmieni, poza tym, że przez jakiś czas będziemy musieli być bardziej ostrożni.

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger