13 czerwca

Brązowooki

Minęliśmy się. Półtorej miesiąca temu. Na widok Brązowookiego uśmiechnąłem się, a Brązowooki natychmiast ten uśmiech odwzajemnił. A może to Brązowooki uśmiechnął się pierwszy? Nieistotne. Mijaliśmy się tak już od jakiegoś czasu, służbowo, kilka razy w roku, zawsze uśmiechając się do siebie. Lubiłem te chwile kiedy moje błękitne oczy spotykały się z Jego brązowymi, wywołując na twarz uśmiech.

Brązowooki… Ma imię. Nazwisko też ma. Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z Nim, nazwałem Go w myślach „Brązowooki” i tak już zostało. Brązowooki. W swoim hermetycznym zawodowym środowisku osoba znana i powszechnie lubiana. Posiadał, a może miał to po prostu od urodzenia w sobie, niezwykle rzadką umiejętność zjednywania sobie ludzi. Zawsze uśmiechnięty, miły, emanujący jakąś taką naturalną serdecznością, lubiący ludzi. I do tego bardzo przystojny. Dziwne to były zetknięcia – naładowane jakimś subtelnym napięciem. Wydawało mi się, że to napięcie jest wytworem wyłącznie mojej wyobraźni. Do czasu…

Stałem niedaleko wejścia do budynku i paliłem. Półtorej miesiąca temu. Przed budynkiem mnóstwo zaparkowanych samochodów, ale kilka miejsc parkingowych wolnych. Jedno z tych wolnych miejsc parkingowych zaanektowałem sobie na palarnię. Stałem sobie spokojnie delektując się papierosem, kiedy nagle wypłoszył mnie z tego miejsca samochód, który z kilku wolnych miejsc parkingowych, wybrał sobie na postój właśnie to miejsce gdzie stałem. Auto zajechało i zatrzymało się z impetem. Z samochodu wysiadł, a w zasadzie energicznie wyskoczył Brązowy. Uśmiechając się szeroko, zaprezentował chłopięce dołeczki w policzkach.
- Sorry, że tak przegoniłem z tego miejsca – powiedział. Miał bardzo miły głos, doskonale harmonizujący z jego powierzchownością.
- Nie ma sprawy – odrzekłem również uśmiechając się. Pomyślałem sobie, że te Jego dołeczki w policzkach są bardzo efektowne. Wprost do schrupania. 
Krótką chwilę uśmiechaliśmy się do siebie, patrząc sobie w oczy. Wyczułem, że Brązowooki chciał coś jeszcze powiedzieć, ale… zrezygnował. Uśmiechnął się tylko ponownie.
- Dobrego dnia – powiedział i ruszył do wejścia do budynku.
- Wzajemnie – odpowiedziałem również z uśmiechem.
Zanim wszedł, jego oczy spotkały się jeszcze raz z moimi oczyma. W tej jednej chwili uświadomiłem sobie, że widziałem już kiedyś takie spojrzenie. Ktoś już kiedyś na mnie tak patrzył. Dostrzegłem w oczach Brązowookiego błysk zainteresowania i ciekawości…
Zgasiłem papierosa i wrzuciłem niedopałek do studzienki kanalizacyjnej. Wszedłem do budynku. Następne półtorej godziny spędziłem w tym samym gmachu co Brązowooki, mając go w polu widzenia. Obaj pełniliśmy swoje zupełnie różne obowiązki służbowe.  Zerkałem dyskretnie dość często w stronę Brązowego, jednak On, nawiązując kontakt wzrokowy z innymi, starannie unikał takiego kontaktu ze mną. 
- Dziwne – pomyślałem odrobinę zawiedziony.

Po opuszczeniu gmachu stałem przy wejściu czekając na koleżankę, którą miałem podrzucić do domu. Czekanie uprzyjemniałem sobie papierosem. Nie widziałem, kiedy Brązowooki wyszedł z gmachu, ale musiał wyjść przede mną, bo właśnie przejeżdżał obok. Mijając mnie zwolnił, odwrócił głowę i patrząc na mnie dodał gazu, ruszając z dużym impetem. Zupełnie jakby chciał zwrócić moją uwagę na siebie… Bardzo chciałem, żeby tak właśnie było.
- Zdawało mi się – pomyślałem. Nie byłem jednak przekonany. Brązowooki był dla mnie zagadką. Znakiem zapytania. Budził ciekawość...

2 komentarze:

  1. Napięcie , ekscytacja nowością doznania - niepowtarzalne, bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ekscytujące, choc... bezproduktywne, jak sie okazało

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger