01 czerwca

Wesoły autobus

Kilka dni temu odbyłem podróż służbową autobusem. Miejsca za mną zajęła dość hałaśliwa grupka, która zadbała o to, by podróż nie była zbyt monotonna. Na szczęście nie trwała długo, bo jedyne półtorej godziny. Zdarzenie to przypomniało mi kilkugodzinną jazdę autobusem w czasach studenckich, z czteroosobową grupą autochtonów za plecami. Tej podróży nie zapomnę, bo zaczęła się od wysokiego c, a potem to już było tylko gorzej: rozmowy podniesionymi głosami, przekrzykiwanie, głośne wybuchy śmiechu. Ponad trzy godziny permanentnego hałasu. Miazga. W połowie podróży puste miejsce obok mnie zajęła pani, która na moje narzekanie, że za moment oszaleję od tego hałasu, odpowiedziała spokojnie, że jej się to bardzo podoba, bo przypomina jej wycieczki pracownicze i nawet ma propozycję, żeby zaintonować jakieś piosenki i zaśpiewać. Grupka autochtonów chętnie podjęłaby działania wokalne i już, już mieli to zrobić, ale jedna z pań siedzących nieopodal nie zdzierżyła i powiedziała, że "szlag ją nagły trafi, jak śpiewać zaczną!". Na takie dictum obniżyli werbalne decybele o połowę, a śpiewów w ogóle zaniechali. Zarówna owa grupka, jak i pani siedząca obok mnie wcale nie ukrywali swojej dezaprobaty dla mojego braku zrozumienia dobrej zabawy, a na panią, która ośmieliła się im zwrócić uwagę patrzyli z nieskrywaną wrogością.

19 komentarzy:

  1. Jesteśmy starzy. Lubimy ciszę i spokój. Najwyższy czas szukać domu pogodnej starości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I autobusów pogodnej starości. ;-D

      Usuń
    2. Pomyślałam jak Lis, szukam domu pomiędzy wsią a wsią.

      Usuń
    3. Ha ha ha
      Przyznam, że przeleciała mi przez głowę taka myśl, jak pisałem tego posta, ale odgoniłem ją, bo przecież dwadzieścia lat temu również lubiłem spokój i ciszę, więc to nie starość.

      Usuń
    4. To nie przesądza - mogłeś wcześnie zacząć się starzeć. ;-D

      Usuń
  2. o tak mnie też już drażnią ludzie gadający w autobusach a głównie Ci gadający na cały głos przez telefon. Czuję się jakbym jeździła budką telefoniczną. I w ogóle się nie wstydzą tematów rozmów od zakładów karnych przez samotne matki wnoszące o alimenty przez jakieś seks opowieści młodzieży ... koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwie z komunikacji publicznej korzystam rzadko.

      Usuń
    2. właśnie ! a ja dziennie spędzam w tramwajo-busach jakieś minimum 2 h wrrrr

      Usuń
    3. Ja 3 godziny dziennie :/ Najchetniej zatyczki do uszu bym nosila. Zreszta dyskutowalismy sobie o tym u mnie jakis czas temu. Ludzie narzucajacy wszystkim wokól swój halas sa koszmarni.

      Usuń
  3. Nie jeżdżę autobusami, w aucie włączam subtelną muzykę i delektuje się...

    Ciekawe że kierowcy nie przeszkadzało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem słucham w aucie muzyki, ale głównie to dźwięku silnika - lubię to silnikowe mruczenie.
      Działo się to na końcu autobusu, więc mógł nie słyszeć, choć mnie się wtedy wydawało, że nawet w Nowym Jorku słyszą i zastanawiają się, co to za hałas.

      Usuń
    2. Co ciekawe, od tamtej pamiętnej jazdy zawsze wybieram miejsca z przodu autobusu, jeśli tylko mam taką możliwość, nigdy z tyłu.

      Usuń
    3. Brzmienie silnika - tak, ale nie czterech cylindrów... Natomiast ja w aucie preferuję niczym nie zmąconą ciszę - wtedy dźwięk z głośników dociera najlepiej... Oczywiście, nie mam tego w swoim już 6-cio letnim aucie :P

      Usuń
  4. Niedawno przeżyłam coś podobnego - jechałam razem ze studentami, którzy wybierali się na jakąś imprezę dla nich przeznaczoną. Zaczęłam się zastanawiać, czy coś jest nie tak z dzisiejszymi studentami, czy ja się po prostu tak szybko starzeję, w chwili, gdy rozpoczęli wycie (bo śpiewem tego nazwać nie można) o treści: [nazwa uczelni] na kolana, wyruchamy wam dziekana!"... Łączę się w bólu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziekan na pewno nie mógł się doczekać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha, autochtoni są najgorsi. W tą sobotę wszedł nam taki jeden do schroniska. Hałas jednak był najmniejszym problemem gorsza była agresja i ibmacywanie turystek. Kiedy policja powiedziała przez telefon, że nie chcę się im wchodzić w góry, musieliśmy wziąć sprawę wswije ręce. Na oczach turystów (zadowolonych:) musieliśmy go spacyfikowac brutalnie. W tym autobusie nie fantazjowales o brutalnym uciszanie tych gości? Przyznaj sie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem o tym u Ciebie - gaz pieprzowy was w tym wspomógł.
      Przyznaję, że miałem ochotę zaszyć im usta:)

      Usuń
  7. Ostatnich podobno gryzą psy, a co tam:-) Wesoły autobus przeżywałam często wracając z pracy. Rano było jakoś cicho. Za to po południu zdarzało się, że do autobusu wsiadała jakaś dziewczyna z telefonem przy uchu, że się toto nie wyłożyło przy wsiadaniu, podziwiam. Zaczynały się opowieści na cały autobus o przeżyciach z poprzedniego dnia, włącznie z kuliarnymi nie pomijając seksualnych. Padały imona, nazwiska, a nawet adresy. Raz jechałam w otoczeniu zbawnych młodziaków, którzy zaczęli sobie żartować z rozgadanej dziewczyny, dołączyli pasażerowie i zrobił się niezły kabaret. Dziewczyna była tak zaabsorbowana rozmową, że nawet nie usłyszała idących w jej kierunku pytań i żartów. Najczęściej jednak zmęczeni pracą ludzie zgrzytali zębami i niekoniecznie ci starsi, ale jakoś nikt nie zwracał głośno uwagi.
    Marytka

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger