18 grudnia

Gocha odc. 3

Ciotka ostatecznie przyjechała w wakacje na kilka dni do mojej Mamy. Stało się tak tylko dlatego, że Ciotka pogniewała się na Gochę. Gocha swoim zwyczajem, scedowała na Ciotkę wieczorną kąpiel wnuczęcia. Kiedy Ciotka odwróciła się po ręcznik, wnuczę w wannie wstało, poślizgnęło się i klapnęło tyłkiem w wodę. Nic się nie stało, ale wnuczę narobiło wrzasku, bo się wystraszyło. Gocha usłyszawszy szloch dziecięcia, wjechała do łazienki jak furia rycząc na Ciotkę, że skrzywdziła jej dziecko. Gocha nie jest przyzwyczajona do panowania nad sobą (nigdy nie próbowała, bo chyba uważa, że to mogłoby być szkodliwe dla jej zdrowotności), więc zrobiła Ciotce scenę jak trzylatka w amoku! Obryczała ją nie przebierając w słowach. Ciotka się wkurzyła i obwieściła, że wyjeżdża do mojej Mamy w góry na kilka dni, bo musi odpocząć. Jak powiedziała, tak zrobiła. Po przyjeździe Ciotka wyciągnęła z bagażu 3 opasłe tomy albumów ze zdjęciami. Dzielnie pozachwycaliśmy się, żeby zrobić jej przyjemność i szybko ten nieunikniony punkt programu został załatwiony. Pomimo chwilowego zagniewania na Gochę, Ciotka dzielnie uraczyła nas trzygodzinną opowieścią martyrologiczną o genialności Gochy i wnuczęcia. To oczywiste, że cieszy się wnuczęciem, że kocha itd., ale nie ma w tym umiaru. Jak dobrze, że moja Mama przytomnie zapobiegła zwaleniu się całej rodziny Ciotki do nas. Ciotka + mąż + Gocha + mąż Gochy + wnuczę = armagedon. Po ich wyjeździe musielibyśmy się chyba leczyć psychiatrycznie, bo to wariactwo jest nie do przejścia. Jak wspomniałem, ze spokojem znieśliśmy oglądanie opasłych albumów ze zdjęciami, które przyjechały w liczbie 3, a każde zdjęcie było opatrzone przez Ciotkę wyczerpującym komentarzem. Wytrzymaliśmy te pierwsze 3 godziny po jej przyjeździe, w czasie których musiała się wyżyć macierzyńsko. Potem można było już z nią normalnie porozmawiać. A w normalnych tematach (normalny temat to każdy temat niedotyczący Gośki i jej dziecka) rozmowa z nią jest bardzo ciekawa. I chociaż każdy temat, nie wiedzieć czemu, zawsze ma jakąś analogię związaną bezpośrednio z Gośką, to jednak można łatwo naprostować Ciotkę z powrotem na właściwy tor. Nie trzeba nic mówić. Wystarczy zignorować analogię, a Ciotka sama wraca do właściwego tematu. Analogia zawsze jest zapodana z entuzjazmem, więc brak reakcji, czyli niepodzielanie tego entuzjazmu, najwidoczniej jest dla Ciotki wstrząsający. Czasem to bywało nawet zabawne.

Gocha, jak łatwo było przewidzieć, obraziła się na moją Mamę za znieważenie i zbezczeszczenie jej majestatu. Rzecz straszna, w odczuciu Gochy równa świętokradztwu! Gocha się obraziła i obłożyła moją Mamę interdyktem – zabroniła oddawać kult swojej osobie!
Ciotka po kilku dniach spędzonych u mojej Mamy, poczuła bardzo duże ciśnienie na powrót do domu, bo zostawiła malutką Gochę (tsy latka) z jeszcze mniejszym wnuczęciem (roczek) – znaczy dziecko z dzieckiem, więc czuła już ogromne parcie, żeby znowu Gochę wyzwolić z obowiązków macierzyńskich, którymi nota bene Gocha wcale się nie przemęczała cedując je na dziadka. Ciotka stara się usprawiedliwiać Gochę. Może inaczej – nie usprawiedliwiać, a wybielać. Kilkakrotnie w swoich opowieściach o Gosze, nieco plątała się w zeznaniach. Fakty wykluczały się wzajemnie. Ciotka twierdziła, że gotuje z Gochą na zmianę dla rodziny, że Gocha sama zajmuje się dzieckiem, gotuje dla swojego dziecka, że je karmi, kąpie itd. Po czym sama wygadała się, że to ona gotuje codziennie, również dla wnuczęcia, że ona wnuczę karmi, kąpie, pierze, sprząta itd. Wygadała się, jak zła na Gochę była. Jak złość Jej minęła, Gocha ponownie stała się utyraną matką – bohaterką. Do pewnego stopnia rozumiem to i usprawiedliwiam, bo Gocha to jej dziecko. Ale tylko do pewnego stopnia, ponieważ w całości to przekracza moją zdolność do pojmowania. W tej relacji rodzice – Gocha – wnuczę jest coś dusznego, jakaś niezdrowo nadmierna więź, zaborcza nadopiekuńczość,  separowanie od otaczającej rzeczywistości. Wszystko to wynikające z rodzicielskiej miłości, ale przynoszące szkody zarówno Gośce, jak i wnuczęciu, które wychowywane jest tak, jak kiedyś wychowywana była Gocha. Odseparowywane od innych dzieci i bojące się innych dzieci histerycznie. Kolejny dowód na to, że nieprawdą jest, że ludzie uczą się na własnych błędach –  jedynie własne błędy utrwalają. Tym sprawdzonym sposobem wychowywany jest doskonały klon Gochy. Zastanawiam się, jak świat coś takiego wytrzyma. Co tam świat. Jak wytrzymają ze sobą Gocha i jej własne dziecko – wszak dwa słońca nie mogą świecić na jednym firmamencie. Kto kogo zmorze – Gocha swoje dziecko, czy dziecko Gochę? Oto jest pytanie. Czas pokaże. W sumie smutne to, bo Gocha z natury wcale nie jest zła – wszczepiono w nią skrajny egotyzm, który padłszy na podatny grunt rozrósł się do monstrualnych rozmiarów, pochłaniając wszystko, również to, co było w niej dobre. Nie dziwi więc to, że tak wyszkolona Gocha ćwiczy... hm... przysiady. cdn

10 komentarzy:

  1. Ten rodzaj glupiej milosci, nie wiedziec czemu, nosi nazwe malpiej, choc przeciez te naczelne wychowuja swoje mlode zupelnie prawidlowo. Ciotka moze jeszcze bolesnie sie przekonac o swoim zyciowym bledzie, kiedy sama zacznie wymagac pomocy... Juz jej wspolczuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję Ciotce, dnia w którym będzie wymagać pomocy takiej naruszającej jej intymność. Bo wbrew ogólnie przyjętym zasadom to nie będzie jej córka, oby był to ktoś z jej rodziny, ale to mało prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś po akcji Gochy z darciem twarzy na Ciotkę w obecności mojej Mamy, po której to akcji Gocha została obłożona banicją i odesłana z gór, Ciotka w chwili przytomności, bo zła na Gochę była, przyznała, że jest tego świadoma, że Gocha się nią nie zaopiekuje, jeśli coś by jej się stało. Wspomniała o domu starców jako o jedynej alternatywie w takim wypadku. Smutne

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba każdy ma w swojej rodzinie osobę mniej lub bardziej podobną do Gochy. Trochę dziwię się Twojej Ciotce, że tak dzielnie znosi humory Gochy. Nie wiem, czy ja też bym tak potrafiła...

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja ciotka, to niezłe żółko, chyba na równi z Gochą, w końcu to jej córka, krew z krwi, jest winna takim zachowaniom. Cóż, jakoś widzę to, co przemyciłeś w tekście, że matka jest uzależniona od córki i wychowała ją bez dyscypliny i bez szacunku do innych... trzy godziny trajkotać o sobie? Bo o dziecku, to jak o sobie... ech.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciotka jest ok - to naprawdę bardzo fajna babka. Tylko na punkcie Gochy ma jakiegoś bzika. Trafiłaś w sedno - Gocha została wyszkolona do takich zachowań przez ojca, który jest dla Gochy najcudowniejszym absolutnie bezkrytycznym tatusiem. Ciotka próbowała dyscyplinować, ale była bezsilna, bo owo dyscyplinowanie rozbijało się o ojca Gochy, a męża Ciotki. Ciotka wyznaczała karę, ale jak tylko wychodziła do pracy, ojciec natychmiast karę anulował. Bądź Ciotka wyznaczała jakąś pracę do wykonania przez Gochę, ale jak wychodziła do pracy, ojciec za Gochę tę pracę wykonywał. Taki system przetrwał do pełnoletności Gochy. Masakra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli ciotka jest jeszcze bradziej winna, wyszła za mąż za potwora i wychowała potwora. Fajna babka, tylko pozwoliła odebrać sobie rozum. Smutna historia.

      Usuń
    2. Wyszła za mąż za faceta, który do dzisiaj ją bardzo kocha, ale Gochę kocha jeszcze bardziej. Tak, z przykrością muszę się zgodzić z Tobą Małgosiu - Gocha miewa potwornościowe zachowania

      Usuń
    3. Jednak jako rodzice, musimy umieć zapanować nad dziećmi, bez tego świat się psuje... ciotka ma słaby charakter, nie wybielałabym jej, poniosła klęskę wychowawczą i małżeńską. Smutne.

      Usuń
    4. To prawda - poniosła klęskę wychowawczą i przyznała to w rozmowie z moją Mamą.

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger